13.12.13

Wiedzieć, to nie znaczy zawsze to samo


Jest wiele kultowych filmów. Wielu z nich jeszcze nie widziałam. Nadrabiam. Nie uciekną.
Nowy na liście "widziałam" =  "Rain man".
I związana z nim pewna nietypowa sprawa.



Nie licytujmy się, kto co już powinien zobaczyć, co nie, bo z książkami jest podobnie. Ważne, żeby uzupełniać. Nadrabiać.

Anyway. Po "Chce się żyć" już raczej szybko mnie żaden film aż tak nie poruszy. Doskonały był też "Nietykalni". Oswajanie niepełnosprawności. OK. Ja nie widzę potrzeby, bo jakoś mam świadomość skali sprawy. Patrząc na rodzaje upośledzeń ciężko to jednoznacznie szufladkować i nie w tym rzecz. Temat pojawił się również na tegorocznym #BFG w ciekawym kontekście. Dwóch blogerów: jeden piszący o niepełnosprawności i utrudnieniach, "walczący" a drugi, siedzący na wózku, rysownik. Opowiadał o swoim rysowaniu, którym również komentuje rzeczywistość. Ujmujący są ludzie, którzy się nie poddają swoim ograniczeniom, tylko potrafią mimo nich znajdować swoje mocne strony i budować na nich życie. Ale nie o nie takiej niepełnosprawności dzisiaj piszę.

Do czego zmierzam?

Rain Man. Co mnie uderzało przez cały film? (Pominę zupełnie, ale to zupełnie wątek relacji , bo to zostało już opisane w wielu recenzjach)
Fakt, że Raymaond miał niesamowity talent, dar, chłonął wiedzę jak gąbka wodę, w ponadprzeciętnej skali. Niesamowity umysł matematyczny. Zapamiętana książka telefoniczna. Pamięć niebywała. Miałby najwyższe oceny z zakuwania.

W czym był problem? Raymond nie potrafił tej wiedzy wykorzystywać. Odpytywany na pamięć rozwiązałby zapewne każdy test z łatwością.

Brutalna prawda jest taka, że szkolnictwo, które nie uczy wykorzystywania wiedzy powoduje podobny efekt. Robi z ludzi Rayów. Kto nie zna maksymy "zakuć, zaliczyć, zapomnieć"? To jest to.
Szkoła powinna uczyć wykorzystywać wiedzę. Testy wiedzy, testy wyboru, sprawdzają wyłącznie pamięć. Zakuwanie dat i definicji bez rozumienia powiązań przyczynowo-skutkowych jest stratą czasu. Dramatyczną trochę, bo ten czas można by eksploatować tak, żeby wychowywać człowieka na człowieka. Wiedza powinna być podawana tak, żeby  dalej chcieć wiedzieć, żeby rozumieć, a potem ją wykorzystywać.  

To doceniałam bardzo w szkołach niemieckich. Tam testowanie zdobytej wiedzy opiera się prawie w całości na jej wykorzystaniu. Tam np. się nie ściąga na egzaminach, bo nie ma po co. Nie ma czego. Jeśli nie umiesz odpowiedzieć na pytanie, to znaczy, że go nie rozumiesz. Wiedzę wyniosłeś z lekcji czy prac domowych. Dlatego poziom na zachodzie wydaje się być niski, bo młody mózg wypchany wiedzą, w zderzeniu ze szkołą niemiecką może tę wiedzę w końcu wykorzystać. Oni mniej zakuwają, więcej mają rozumieć. Nie wiem, jak szkolnictwo wygląda dziś, ale za moich czasów to było właśnie z założenia zakuwanie. Makabra wzorów, formuł, definicji. W czym jest różnica? W Niemczech mogłam sobie te wzory i definicje położyć obok. Egzamin sprawdzał czy ja je umiem zastosować. Tę umiejętność miałam też przenieść dalej. Raj na Ziemi.
W klasie maturalnej miałam fajnych nauczycieli (na szczęście!), którzy też wyznawali tę zasadę. Dzięki temu czy fizyka czy genetyka czy analiza wiersza czy prawdopodobieństwo albo historia nie były straszne. Nauczyciele chcieli, żebyśmy rozumieli. Serio. No ale takie coś nie było normą (a ze względu na przepodróżowany okres nastoletni kilka szkół poznałam, więc porównanie miałam).

To też wyniosłam ze studiów. Wiedzieć gdzie szukać odpowiednich źródeł, wiedzy, żeby je zastosować. Jakie podręczniki, traktaty, encyklopedie, filmy będą pomocne. Uwielbialam zajęcia oparte na casech (przykładach, dla czepialskich, tylko umówmy się, na to się mówi kejs i koniec). Cieszyłam się na casy, jak pies na piłkę. A ćwiczenia to były zupełnie orgazimiczne. W końcu można było to zastosować. Hell yeah. 

Najlepsi wykładowcy nie sprawdzali poziomu wykucia. Niektórzy (ci najlepsi inaczej) oczywiście to robili. Nie zapomnę egzaminu z logistyki, do którego podchodziłam 3 razy i zdałam przed warunkiem. Dlaczego? Bo to był jedyny przedmiot, którego wykładowca oczekiwał wykucia encyklopedii logistyki. Oczekiwał wykucia definicji prawie co do słowa i rzucał hasło, czekając na wyrecytowanie. Borze, do dziś mi słabo. Tym bardziej, że próbowałam przekonać go, że ważne jest, żebym umiała te definicje wykorzystać. Jesu, no nie jestem typem kujona, ja muszę rozumieć. Wszystko da się zrozumieć. Nawet logistykę. Czemu zaliczyłam? Bo jakoś odpowiedzią pokazałam, że rozumiem, chociaż nie wyrecytuję definicji. Powiedziałam ją swoimi słowami. Wykładowca to zaakceptował, ale sam proceder zapadł mi w pamięci swoim absurdem.

Gdybym miała wykuwać książki na pamięć, to nie musiałbym iść na studia. No ale cóż. Na szczęście byli też wykładowcy, którzy doceniali MYŚLENIE i samodzielność. Wszystko da się zrozumieć, makro-, mikroekonomię, statystykę albo szczególnie matematykę stosowaną. Po to się to studiuje, żeby z pomocą wykładowcy to zrozumieć, ale ja jestem idealistką czasami i taki pogląd nie jest normą. NIESTETY.

Czym jest współczesny renesans? Jak to dziś zdefiniować? Dla mnie to nadal umiejętność wykorzystywania wiedzy z różnych dziedzin. Nie straszna (i nie nudna) jest biologia, astronomia, chemia, fizyka, matematyka, logika, filozofia, muzyka, sztuka, medycyna, marketing, psychologia, finanse, dyplomacja, technologie, procesy produkcji, kreowania, tworzenia itp. itd. Można mnie zagiąć byle definicją, ale już gorzej, jeśli chodzi o argumentacje, powiązanie nauk i dziedzin, logikę. Czy się chwalę? No ale po co? Uważam, że współczesna ciekawość może być zaspokojona praktycznie za darmo. Nie w tym rzecz. Chodzi o umiejętność wykorzystywania wiedzy, którą ma świat.  Rain man niestety tej umiejętności nie miał. Nie tylko on. Ja tylko mogę podpowiedzieć, żebyś o tym pamiętał(a) w każdym odpowiednim do tego momencie życia, że wiedza jest po to, żeby ją wykorzystywać, nie tylko do zaginania znajomych znajomością definicji. Wiedza dla wiedzy. No ok. Co kto lubi. 
Rain man niestety mógł tylko to drugie.

Nie czekaj, żeby inni ci mówili, jak masz ją wykorzystać.
No chyba, że nie masz innego pomysłu, to trudno, ale nigdy nie jest za późno, żeby to zmienić. Wyobraź sobie siebie samodzielnie wykorzystującego swoją wiedzę, łączącego ją z wiedza innych, do kreowania czegoś nowego. Piękne, prawda? Być ciekawym i potem przetwarzać to dalej.

Chłonąć wiedzę, to cudowne, wykorzystywać ją, to dopiero najcenniejsze. W tym warto mieć osiągnięcia.
Czego życzę z uśmiechem,
Marzena