8.12.13

Slow on

Plany były niebywałe. Miało być spotkanie z koleżankami, albo miał być tweetup, miałam podjechać tu i tam i odwiedzić tego i owego.
I padłam.



Gdy nie mam energii, to daję sobie prawo do załadowania baterii. Nie jestem cyborgiem, a nawet jeśli jestem, to i tak muszę odbudować energię. Weekend. Zawijam się w koc, biorę gazetę, kot sam przychodzi, chillujemy (kot z natury jest moim mistrzem w tym). M. też jest gdzieś obok. 
Dodatkowa okazja do zrobienia sobie beauty day. 
Dni bez makijażu i grama sztucznego koloru na twarzy. 
Pogawędka telefoniczna z przyjaciółą z innego końca Polski. Lubię z nią rozmawiać o facetach i relacjach z nimi.  
Rozleniwienie najwyższego stopnia. Bo tak. To realizacja głównego postanowienia: nie będę się sama przeganiać. Jestem jaka jestem. W końcu po to jestem slow. To element mojej świętej równowagi. Gdy włączam tryb "slow off", to i tak jestem niedościgniona. Wystarczy. Świadomość tego też. Nie może to być 24h/dobę, bo chillowanie też tyle nie trwa. Pamiętam o tym. Delektuję się zmiennością. 
Celebruję spokój.

Trzeba umieć sobie powiedzieć - wyluzuj.
Uśmiechnąć się bez żalu i wyluzować.