6.4.13

Zamienię ciebie na nowszy model



Coś mi zgrzyta.
Tajemnica napraw relacji i butów.




Niedawno wyrzuciłam moje stare buty. Jedne z kolejnych. Każde buty, każda rzecz się zużywa, ale jest szanowana (to akurat kwestia wychowania)
Naprawiać? Owszem. Sama oddaję buty do szewca, ale żaden szewc nie zrobi nic z przecierającym się czubkiem, czy rozciągniętą skórą. To normalny proces. Najlepsze buty nie wytrzymają noszenia przez wieki wieków i się zniszczą. Gdy zaczynają wyglądać i leżeć źle, to niestety - z bólem i żalem lądują w wielkim niebieskim worku. I tyle. Ale to nie ten przypadek. 

Jak coś się zużywa, to się to w miarę możliwości naprawia, ale poważnie, jak coś naprawdę przestaje wyglądać, to może to być mój ukochany ciuch, buty, bielizna - nie ma litości. Out. Kiedyś próbowałam. Owszem, są jednak uszkodzenia, które zaszyję, naprawię, rzecz odłożę i nigdy do niej nie wrócę. Sentymenty nie są wieczne. Niektórych uszkodzeń nie da się naprawić. 

Sprzęty? Elektronika? Też dyskusyjna sprawa. Wychodzę z założenia, żeby kupić na początku najlepsze, jakie mogę mieć. Jakość/ funkcjonalność jest dla mnie parametrem numer 1. Producenci dobrych jakościowo urządzeń zdają sobie sprawę ze znaczenia designu. To, co mam na dziś uważam za optymalne. 

Podam przykład:

W Wielkanoc jechałam mercedesem mojego chrzestnego, takim małym, sportowym. Model 12-letni. Właściwie to ważne jest, że w nim dłużej posiedziałam i się poprzyglądałam. I to jest to - nieważne, ile ma lat. Jakość, wykończenie, detale. Cudo. Można się zakochać. Był zrobiony tak, że nadal robi wrażenie. Podobno naprawdę go nigdy nie musieli naprawiać. To właśnie najwyższa jakość. Po prostu. Wymienia się jedynie części, które podlegają zwykłemu zużyciu. Wystarczy też o niego po prostu dbać. Bez tuningu i innych cudów. No chyba że, ktoś trafi na jakiś felerny model, albo lubi tuning. Oj, nie w tym rzecz. 

Tak. Zależy co masz na początku. Jak weźmiesz model, który ciągle trzeba naprawiać, poprawiać, regulować, to cóż. Jakoś męczące, prawda i wcześniej czy później myślisz nad zmianą. Jeśli zaczynasz myśleć, to pewnie w końcu zmienisz. 

No dobrze, do brzegu: moja metoda środka, w związku z tym?  

Proszę. Pytanie: Co przykrywa się takimi stwierdzeniami, jak na obrazku? Buty czy związek? Czy to tak działa? Jak to jest z tym związkiem? Hm? No? Proszę?

Ciągle naprawiane związki to właśnie "wytrzymać ze sobą". Ktoś im, albo oni sobie sami, wytłumaczył, dlaczego powinni jednak go dalej i dalej i ciągle naprawiać. Być razem "dla dobra związku i innych i danego słowa". Te ciągłe naprawy podobno wzmacniają. Hm. No to ciekawe, że jednak tak rzadko to działa i jak coś się ma rozpaść, to się rozpada. 

Właśnie dlatego, że związek to nie buty czy samochód, właśnie dlatego, nie porównujmy go do przedmiotów użytkowych i ich traktowania (nie na poważnie, bo w żartach to wskazane, nic się nie zmienia). Zły punkt wyjścia, zła motywacja, złe porównania i płytkie aforyzmy pokutują czasami przez całe życie. Pozorne podobieństwa to nadal pozorne podobieństwa między przedmiotami (stosunkiem do nich) a relacją międzyludzką. Nadużycie porównań może wyjść bokiem.

Zgrzyty w relacji, to nie fleki do wymiany. Zgrzyty są bardziej jak deszcz padający na zamsz. Zamsz nie lubi wody. 
Widać teraz różnicę? 

Związku nie da się zepsuć albo naprawić. To ściema. Można odetchnąć z ulgą. Pozwalam. 

Kiedyś do tego wątku wrócę, bo ludzie kochają naprawiać związki, a to jak naprawianie pogody.

Trzeba mieć swój rozum. W miłości szczególnie. 


Facet idealny? Dopasuje się do okoliczności. Dobrze, że nie ma  takich butów, dlatego można i trzeba mieć kilka par   ;-)