20.4.13

Slow in Warsaw






Warszawa żyje nocą, powita latynoską muzyką, pozwoli tańczyć boso i zjeść najlepszego śledzia o 3 rano. I to jest fenomenalne.







Oberża pod czerwonym wieprzem. Jedno z niezliczonych ciekawych miejsc w Warszawie. Specyficzny klimat. Fantastyczna obsługa (kelner z poczuciem humoru, to wartość sama w sobie). Wysmakowane nawiązanie do PRL szczególnie widoczne w karcie. Łososia bym jednak piekła z odrobiną oliwki (jako fetyszystka łososia doskonale wiem, że to pozwala zachować jego tłustość i nie daje tak wysychać w trakcie pieczenia), ale deser: beza migdałowa z rumem i waniliowym kremem z mascarpone o wdzięcznej nazwie "Gwiazda Fidela" był fenomenalny. Dokładnie takiego towarzystwa potrzebuje beza. PS. Żytnią musiałam ująć. Kwintesencja PRL-u :-)

Lubię różnorodność Warszawy. Podziwiam kierowców za cierpliwość. Stanie w korkach jest niebywałym elementem miasta w ciągu dnia. Nie dziwi mnie też, że wiele osób woli komunikację miejską. Przedostanie się z jednego końca miasta na drugi powinno odbywać się obwodnicą, której stolica bardzo potrzebuje. O ile propaguję slow life, o tyle marnotrawienie czasu na stanie w korkach nie chce się w to wpasować. Planowanie spotkań ma wpisane założenie korków. Simple. Przynajmniej mogłam na spokojnie pozachwycać się architekturą i połączeniami nowoczesności z historią. Zawsze, gdy jestem w Warszawie, to cieszę tym oko. 

OSZ!alałam. Musiałam coś zjeść. Przypadek postawił nas akurat pod jakąś restauracją z azjatycką kuchnią. Po restauracjach z kuchnią na telefon nie spodziewam się cudów. Błąd. Na zdjęciu zupa, którą wybrałam. Była genialna. Tak prosta, a tak dobra, że nie mogę jej zapomnieć i właśnie wyszukuję przepisy, aby zaraz udać się po składniki, gdyż postanowiłam znaleźć ten smak, albo po prostu zjeść jakąś chińską zupę. Do tego zrobię wołowinę na ostro. Za tamtą zupą będę tęsknić jednak długo.