10.4.13

Good luck po polsku - czyli powodzenia i gratuluję

Czekam na portal, na którym będzie można wpisać to, nad czym się właśnie pracuje, albo do czego się dąży i na którym ludzie będą sobie wzajemnie życzyć powodzenia i gratulować. Bez mądrzenia się. Tak po prostu. Gdy coś się spodoba, albo ucieszy, to po prostu podzielić się emocjami. Pozytywnymi emocjami. Właśnie to wymyśliłam i ktoś może to spokojnie wykorzystać.

Niech Polacy stworzą miejsce życzliwości i dobrego słowa.

Uśmiech wywołany takimi słowami, w najbardziej stresującej sytuacji, może być bezcenny.

http://shalom-simplymeanspeace.blogspot.com/2009/11/dont-say-bye-because-we-can-meet-again.html


Zacznę od końca. Całe życie mam przyjemność obcowania z ludźmi z całego prawie świata. Od wczesnej młodości. Dzięki temu też widzę te nasze polskie smaczki i jak wypadają na tle tegoż świata. OK. Żeby nie było, ludzie na świecie też miewają swoje smaczki w zachowaniu, zwyczajach i podejściu. Jest jednak coś, co jest polskie jak nic innego. 

Proszę. Ktoś nam mówi, że jutro ma ważny egzamin, rozmowę, spotkanie, odbiera wyniki, w każdym razie dzieje się u niego coś ważnego. 
Co się mówi na świecie? 
- Viel Erfolg 
- Danke

- Good luck 
- Thank You 

Co się mówi w Polsce?

- Powodzenia

Co się słyszy w odpowiedzi? 
- Nie dziękuję (żeby nie zapeszyć)

Wiecie co? To jest niebywałe. Ja o tym czasami zapominam (bo wypieram złe doświadczenia), ale to jest jakiś kosmos. Albo raczej czarna dziura.


Ja pomijam ten kretynizm odnoszenia powodzenia do zabobonu, ale jak ktoś ci życzy powodzenia, szczęścia, WYSYŁA CI DOBRE SŁOWO, to po prostu PODZIĘKUJ.




Jak jeszcze raz usłyszę "nie dziękuję", to odpowiem "wal się". No chyba po prostu tak zrobię, żeby potem się nie irytować, dopóki nie zapomnę. Nie. Nie zrobię tak. Zrobię inaczej. 

Nie mam zielonego pojęcia skąd się ten zwyczaj wziął. Miewam z tym tekstem do czynienia na szczęście niezbyt często, ale przez ten idiotyzm życzę ludziom powodzenia na głos rzadko, bo wiem, że przecież boją się tego, a do tego nie podziękują.

Ludzie boją się chyba dobrych życzeń. Dobrych słów. Nie wierzą w nie, co mnie drażni podwójnie, bo mierząc swoją miarą rozumiem to tak: jeśli ktoś mi nie chce podziękować, to znaczy, że nie wierzy w szczerość intencji, ani we własne powodzenie. I to drugie jest gorsze. W skutkach.
No to nie powiem nic. I już tak nie chcę robić. Właśnie że chcę życzyć i chcę tylko usłyszeć dziękuję. I nie będę chowała dobrych życzeń. Koniec z tym. Szybciej zrobię awanturę o podziękowanie. Postanowione.

Ja i tak życzę ludziom powodzenia. Z założenia i awansem. Bo tak. Jeśli wiem o czymś szczególnym, to artykułuję to. I kocham usłyszeć tylko małe "Dziękuję". Sama też zawsze dziękuję.

Ludzie, na litość bosską, uprzedzam, że nie wszyscy są przesądni, szczególnie na świecie nasze przesądy nie są znane i w kraju też niekoniecznie i jeśli ktoś wam życzy "powodzenia", "szczęścia", to PODZIĘKUJCIE. Po prostu. Jak gratuluje to też nie zaszkodzi.

Podstawą jest tu kultura osobista, ale niemniej ważne jest nie robienie z siebie idioty. Zapewniam, że usłyszenie tego "nie dziękuję", jest też po prostu nieprzyjemne. Ktoś ci dobrze życzy, a ty masz to gdzieś. Bo tak to wygląda. No ogarnij się.

Czasami zdarza mi się tłumaczyć jakąś rozmowę  z niemieckiego (prywatnie, bo służbowo - na szczęście - nigdy się z tym "nie dziękuję" nie spotkałam) i pada ta wymiana zdań. I wiecie co robię? Mówię, że adresat dziękuje w bardzo szczególny sposób. Czyli nie dziękuje, żeby nie zapeszyć, bo niektórzy Polacy uważają, że odrzucenie dobrego słowa przyniesie szczęście, a podziękowanie  - pecha. To taka ciekawostka. Niektórzy ludzie boją się podziękować za dobre słowo, jak i uwierzyć we własne powodzenie. 

Także zawsze, ale to zawsze podziękujcie. 

Pokrętność polskiej logiki bywa niebywała i OK. Ale niedziękowanie jest nie dość, że głupie, to skrajnie niegrzeczne. 


Ostatnio miałam przedziwną rozmowę. Mam znajomych (tak jakoś wyszło). Para. On jest maniakiem samochodowym i uważa, że kobiety za kierownicą są wyłącznie niebezpieczne, ona od lat chciała zrobić prawko. On się nie zgadzał a ona nie chciała robić prawka bez jego błogosławieństwa i wsparcia. W końcu się zgodził. Spotkaliśmy się na jakiejś imprezie. Powiedziała, że za kilka dni zdaje. 

- W końcu! Super!  Powodzenia!
- A wiesz, nie wiem. 
- Podwójnie życzę Ci powodzenia, żebyś zdała za pierwszym razem, żeby P. mógł być z ciebie dumny. To dla niego na pewno ważne. Bądź dobrej myśli. Widzisz, ja zdałam za 6-tym razem i M. się modlił tylko, żebym kiedyś w końcu w ogóle zdała, bo nie chciał mnie już wozić na egzaminy, a od 5 lat nie wyobrażam sobie życia bez samochodu :-) Ale jeśli chodzi o Was, to naprawdę rozumiem, że ten pierwszy raz ma dla Was obojga duże znaczenie. Także, kochana, głęboki wdech i wydech i będzie dobrze :-)

Patrzyła na mnie i widać było, że nie wie, o co chodzi. 
Chodziło mi dokładnie o to, co powiedziałam. 

Zdała.
Pogratulowałam z radością. Szczerą. 

Ja akurat strasznie lubię cieszyć się cudzym szczęściem i powodzeniem. 
Jak komuś życzę powodzenia, to naprawdę chcę usłyszeć tylko "dziękuję". Uśmiech też nie zaszkodzi. Życzliwość nie boli.

A ja sama zawsze i ciągle wierzę, że ktoś życząc mi powodzenia, naprawdę mi go życzy. W sumie musi tak być, skoro tak dobrze mi idzie w życiu ;-)
Sama dokładnie tak traktuję ludzi.  Dla mnie sprawa jest prosta. Albo komuś życzę dobrze, albo nie życzę nic, bo mnie coś tam nie interesuje, nie ujęło i nie przekonało. Nie każdy masterplan musi akurat mnie ujmować i mogę przejść obojętnie. No bywa. 

Do zapamiętania: (szczera) życzliwość dodaje + 100 do zajebizmu.

Udawana  życzliwość jest  bezwartościowa, ale nie jest szkodliwa. No i na pewno jest lepsza niż brak tego elementarnego "dziękuję".
Fajnie by było, gdyby ludzie sobie życzyli wzajemnie powodzenia i gratulowali sukcesów bez specjalnych uwarunkowań.

Mam znajomych i przyjaciół, którzy do mnie dzwonią, właśnie przed jakimś ważnym wydarzeniem, tylko po to, żeby usłyszeć moje "Powodzenia, będzie dobrze. Zobaczysz. Dasz radę".   Podobno to jest dobre, że na tym etapie się już nie mądrzę, nie szukam niedociągnięć, nie podważam. Dlaczego? Bo na to była pora wcześniej. Przed samym deadlinem potrzebujemy już tylko mobilizacji  i zwykłego wsparcia. Bez oceny. Tak, wiem, mało kto to potrafi. Więc cóż. Polecam. Spróbujcie być wsparciem dla innych. Tak po prostu. 
I bez względu na wynik tym razem. Dlaczego? Bo to daje siły, żeby w razie niepowodzenia, podchodzić kolejny raz i aż do skutku. 
To ten moment, gdy chcemy już tylko zwykłej otuchy. Też takich ludzi mam. No nie wyobrażam sobie inaczej.

I każdy powinien mieć takie osoby, przynajmniej jedną, ale im więcej tym lepiej. Życzliwość jest naprawdę bezcenna w drodze. Każdej. Jak w podróży.