16.7.13

Czasem słońce, czasem deszcz

Salsa mnie rozbujała, a późniejszy "power mix" z Robertem spędziłam częściowo na kolanach łapiąc oddech. SKS :-) A to miały być niby tylko "pajacyki i takie tam wygłupy", bo tak mi to opisał R., gdy go zapytałam, co robi się na tym power mixie.
Cudnie! Prawie się wyczołgałam przeszczęśliwa i sponiewierana. Jedno jest pewne. Najważniejsze jest osiągnąć taki poziom zmęczenia, że masz wszystko gdzieś i po prostu wykonujesz polecenia. A dla tak upartych osób jak ja, to już wyzwanie samo w sobie. Nie zapominam o najważniejszym: chcę.

Wiele ćwiczeń ukierunkowanych jest na rozluźnienie bioder. Fenomenalne. Naprawdę powinni tego uczyć już w szkołach. Dziewczyny zrozumiałyby, że chodzenie na obcasach, zgrabny krok idzie z bioder. Nie z nóg. To biodra poruszają całym ciałem, górą i dołem, to z bioder idzie ten koci krok i gibkość, ale też pięknie proste plecy. Serio, serio. Odpowiednio rozluźnione biodra wydobywają kobiecość. Same z siebie. Wystarczy im nie przeszkadzać. Czemu o tym piszę? Bo nas, Europejki, uczy się niestety właśnie usztywnienia ciała. Kobiecość, elastyczność, kręceniem biodrami są potępiane, ew. wyśmiewane. No to wracamy do korzeni, moje drogie i uwalniamy biodra. Koniecznie! To jest seksowne, ale co najważniejsze, to jest strasznie przyjemne. Praca bioder to przyjemność sama w sobie. I nie wstydzić się. Stań przed lustrem i kręć tyłkiem. W każdą stronę. Biodrami rób kółka, ósemki, kręć na boki, z biodra wyprowadzaj kroki. Baw się tym. Dla siebie. Serio. Olej cały świat i ciesz się swoją kobiecością. Bez względu na wiek. Zupełnie.

(...)

Po zajęciach, głodna jak diabli, wyciągam telefon- Jedziemy wypróbować tę indyjską knajpę?
- Teraz? - zapytał M.
- Zaraz po ciebie podjadę, ok?
- No pytasz, jakbyś chciała jechać beze mnie - zakpił



Ależ ładne wnętrze. Przemiła kelnerka podpowiada miejsce na kanapie.
- Czyta mi Pani w myślach - odpowiadam z uśmiechem

slow life by marzena  india bar
chcę taką lampę. od zawsze, ale tego nigdzie nie ma... no i chcę szarą kanapę. zakochałam się w tym.

slow life by marzena  india bar 2
szara kanapa i kolorowe poduchy. tak właśnie będę miała. kocham te klimaty.

M. jest twardy i bierze najbardziej ostre danie.
Ja jestem twarda, ale chcę się najeść, a nie spalić. W końcu to indyjska kuchnia. Oni chilli jedzą, jak ja rzodkiewki.

Dostaję zamówiony (i polecony przez Kelnerkę) jogurt z mango zwany Lassi (zawczasu znajduję przepis, zanim zapomnę, chociaż UWAGA! Jestem prawie na 100% pewna, że w przepisach brakuje kurkumy, więc sugeruję ją uwzględnić).

Dżizas. Jakie to jest dobre!!!





Potem przychodzą nasze dania. M. zaczyna jeść. Z każdym kęsem jego oczy stają się coraz większe. Widzę w nich kosmos i wszelkie dalekie galaktyki. Kurka, ależ on ma piękne oczy....

Po chwili podchodzi nasza przemiła kelnerka i pyta, jak smakuje:
 - Pyszne, ale ja poproszę o jeszcze jeden lassi, bo on mi zaraz cały wypije. Nie żebym mu żałowała...

 Patrzę na niego ubawiona. 
- I jak smakuje? 
- Ale co? nie mam smaku 
- No smaku to ty jeszcze z tydzień nie będziesz miał, ale jak? 
- Super, spalam się od środka - odpowiada. 

Tak. Jego oczy błyszczały jak jeszcze nigdy. Naprawdę. Nawet ja nie doprowadzam go do takiego wrzenia. Twardziel. Serio. Ja nawet nie chciałam spróbować widząc jego oczy, bo on naprawdę z reguły nie reaguje na "ostre".



Kuchnia indyjska jest genialna. Jak każda azjatycka. Moje danie z serem indyjskim było dobre. Przez 5 przemian lubię dania dobrze doprawione. Hindusi ogarniają temat. O, kucharz był fajnie komunikatywny i sobie chwilę porozmawialiśmy na miny :-) Tak. Hindus. A jakże.

Przy okazji, taka porada na przyszłość - gdy trafiamy na coś bardzo, bardzo ostrego (z przypraw), to łagodzimy (neutralizujemy)  tę ostrość jogurtem lub mlekiem. Nigdy wodą. 

To tak dla przypomnienia. Lepiej od razu zamawiać jogurt + danie. Przynajmniej będzie się czym ratować. A jeśli nie będzie potrzeby, to taki napój z mango jest i tak genialny. Wprowadzę go do kuchni na 100%. Nie wpadłabym na to sama.

W końcu blender kocha takie zadania. 

A miejsce? Spokojnie można się tam udać, gdy się będzie w okolicy. Cieszę się, bo właśnie indyjskiej kuchni mi tu jeszcze brakowało.