Czasem słońce, czasem deszcz

Salsa mnie rozbujała, a późniejszy "power mix" z Robertem spędziłam częściowo na kolanach łapiąc oddech. SKS :-) A to miały być niby tylko "pajacyki i takie tam wygłupy", bo tak mi to opisał R., gdy go zapytałam, co robi się na tym power mixie.
Cudnie! Prawie się wyczołgałam przeszczęśliwa i sponiewierana. Jedno jest pewne. Najważniejsze jest osiągnąć taki poziom zmęczenia, że masz wszystko gdzieś i po prostu wykonujesz polecenia. A dla tak upartych osób jak ja, to już wyzwanie samo w sobie. Nie zapominam o najważniejszym: chcę.

Wiele ćwiczeń ukierunkowanych jest na rozluźnienie bioder. Fenomenalne. Naprawdę powinni tego uczyć już w szkołach. Dziewczyny zrozumiałyby, że chodzenie na obcasach, zgrabny krok idzie z bioder. Nie z nóg. To biodra poruszają całym ciałem, górą i dołem, to z bioder idzie ten koci krok i gibkość, ale też pięknie proste plecy. Serio, serio. Odpowiednio rozluźnione biodra wydobywają kobiecość. Same z siebie. Wystarczy im nie przeszkadzać. Czemu o tym piszę? Bo nas, Europejki, uczy się niestety właśnie usztywnienia ciała. Kobiecość, elastyczność, kręceniem biodrami są potępiane, ew. wyśmiewane. No to wracamy do korzeni, moje drogie i uwalniamy biodra. Koniecznie! To jest seksowne, ale co najważniejsze, to jest strasznie przyjemne. Praca bioder to przyjemność sama w sobie. I nie wstydzić się. Stań przed lustrem i kręć tyłkiem. W każdą stronę. Biodrami rób kółka, ósemki, kręć na boki, z biodra wyprowadzaj kroki. Baw się tym. Dla siebie. Serio. Olej cały świat i ciesz się swoją kobiecością. Bez względu na wiek. Zupełnie.

(...)

Po zajęciach, głodna jak diabli, wyciągam telefon- Jedziemy wypróbować tę indyjską knajpę?
- Teraz? - zapytał M.
- Zaraz po ciebie podjadę, ok?
- No pytasz, jakbyś chciała jechać beze mnie - zakpił



Ależ ładne wnętrze. Przemiła kelnerka podpowiada miejsce na kanapie.
- Czyta mi Pani w myślach - odpowiadam z uśmiechem

slow life by marzena  india bar
chcę taką lampę. od zawsze, ale tego nigdzie nie ma... no i chcę szarą kanapę. zakochałam się w tym.

slow life by marzena  india bar 2
szara kanapa i kolorowe poduchy. tak właśnie będę miała. kocham te klimaty.

M. jest twardy i bierze najbardziej ostre danie.
Ja jestem twarda, ale chcę się najeść, a nie spalić. W końcu to indyjska kuchnia. Oni chilli jedzą, jak ja rzodkiewki.

Dostaję zamówiony (i polecony przez Kelnerkę) jogurt z mango zwany Lassi (zawczasu znajduję przepis, zanim zapomnę, chociaż UWAGA! Jestem prawie na 100% pewna, że w przepisach brakuje kurkumy, więc sugeruję ją uwzględnić).

Dżizas. Jakie to jest dobre!!!





Potem przychodzą nasze dania. M. zaczyna jeść. Z każdym kęsem jego oczy stają się coraz większe. Widzę w nich kosmos i wszelkie dalekie galaktyki. Kurka, ależ on ma piękne oczy....

Po chwili podchodzi nasza przemiła kelnerka i pyta, jak smakuje:
 - Pyszne, ale ja poproszę o jeszcze jeden lassi, bo on mi zaraz cały wypije. Nie żebym mu żałowała...

 Patrzę na niego ubawiona. 
- I jak smakuje? 
- Ale co? nie mam smaku 
- No smaku to ty jeszcze z tydzień nie będziesz miał, ale jak? 
- Super, spalam się od środka - odpowiada. 

Tak. Jego oczy błyszczały jak jeszcze nigdy. Naprawdę. Nawet ja nie doprowadzam go do takiego wrzenia. Twardziel. Serio. Ja nawet nie chciałam spróbować widząc jego oczy, bo on naprawdę z reguły nie reaguje na "ostre".



Kuchnia indyjska jest genialna. Jak każda azjatycka. Moje danie z serem indyjskim było dobre. Przez 5 przemian lubię dania dobrze doprawione. Hindusi ogarniają temat. O, kucharz był fajnie komunikatywny i sobie chwilę porozmawialiśmy na miny :-) Tak. Hindus. A jakże.

Przy okazji, taka porada na przyszłość - gdy trafiamy na coś bardzo, bardzo ostrego (z przypraw), to łagodzimy (neutralizujemy)  tę ostrość jogurtem lub mlekiem. Nigdy wodą. 

To tak dla przypomnienia. Lepiej od razu zamawiać jogurt + danie. Przynajmniej będzie się czym ratować. A jeśli nie będzie potrzeby, to taki napój z mango jest i tak genialny. Wprowadzę go do kuchni na 100%. Nie wpadłabym na to sama.

W końcu blender kocha takie zadania. 

A miejsce? Spokojnie można się tam udać, gdy się będzie w okolicy. Cieszę się, bo właśnie indyjskiej kuchni mi tu jeszcze brakowało.

Komentarze

  1. salsa to jest to ;) zawsze jak słyszę kubańskie rytmy krzyczę do męża patrz ja też to kiedyś tańczyłam i też kiedyś kręciłam tak biodrami :) hihi dawne dzieje ..
    i też kocham azjatycką kuchnię chyba póki co to tajską najbardziej !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A teraz nie zatańczysz? Ejże :-)
      O, fakt, tajska też jest ciekawa.
      No i oczywiście arabska.

      Chyba każda jest dobra na dobrą sprawę :-)

      Usuń
  2. oprocz jogurtu polecam ajram - turecki napoj z jogurtu, wody sodowej i soli

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No pięknie, tylko podaj więcej szczegółów, bo nie znajduję przepisu.
      Przy okazji - herbata po turecku (taka faktycznie po turecku), jest świetna na kaca.

      Usuń
    2. wymieszac jogurt naturalny z woda sodowa, proporcje zaleza od czlowieka, posolic, zostawic na 1 dzien w lodowce, pic. W Szczeciniu mozna kupic gotowy w kebabie prowadzonym przez prawdziwych, zywych Turkow, sprowadzaja chyba z Miemiec, az dwoch roznych producentow. Naprawde nie slyszalas o ajramie????? Moze sie pisze eiram, czy jakos tak, pierwszy raz pilem w Istanbule, do ostrego boerek'a, gasi pragnienie, znakomity na upaly, dostarcza organizmowi soli. W dzialaniu podobny do mojego ulubionego kwasu chlebowego (rosyjskiej cococoli)

      Usuń
    3. ups, literowka: ayran, wystarczylo wklepac w googla turecki napokj jogurtowy:
      http://kuchnia-azjatycka.wieszjak.pl/kuchnia-turecka/259063,Jak-zrobic-turecki-ayran.html

      Usuń
    4. Hmmmm. Hm. Faktycznie. Ja to nawet piłam, ale wieki temu. Pamiętam jednak po smaku a nie nazwie.
      Fajnie. Dzięki za przepis i przypomnienie. Sama z nic bym teraz na to nie wpadła, ale ten smak wystarczył, chociaż nie wiem, czy nie piłam czegoś tego akurat u Greków :-)
      Nieważne. I tak zrobię.
      A jak będę w Szczecinie to który kebab?


      No kwas chlebowy to oczywiste :-)
      Też dawno nie piłam.

      W upał najchętniej sięgam po prostu po wodę mineralną z cytryną i miodem.

      Usuń
    5. ul.Wernyhory, pierwszy wjazd miedzy garaze od Klonowica w prawo, patrzac w kierunku Mickiewicza. Na tylach uczelni, tereny dawnych jednostek wojskowych, nalepszy i najwiekszy kebab w miescie, normalna kobieta nie jest w stanie zjesc calej porcji, nawet malej, prowadzony przez prawdziwych Turkow. Ale z tego co sie orientuje to mieso chyba nie jest baranie. Kiedys byla tam prawdziwa herbata po turecku gratis, mocna jak kawa. Maja oryginalne ostre papryczki w sloikach, mozna kupic, szwagier wynegocjowal caly sloj i zawiozl do Lodzi, bo tam takich nie ma.

      Usuń
    6. No proszę. Dzięki za info.
      Zajrzę tu, jak będę w Szczecinie.

      Usuń
  3. Do blendera: mango + brzoskwinia + starty śweży imbir (troszkę) + trochę cytryny + mleko w ilościach odpowiadających akuratnemu nastrojowi :) Jeden z moich ukochanych napojów. I na lato i na zimę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mmmmmm.
      A próbowałaś z jogurtem?
      Składniki biorę na bank :-)

      Usuń

Prześlij komentarz

Zapraszam do korzystania ze skrótu: https://www.myslowlife.pl