30.3.13

"W dżungli podświadomości" z Pawlikowską

Zapytam: co jest najwyższą potrzebą człowieka? 
Zgodnie z piramidą Maslowa, potrzeby fizjologiczne. Prawda. Co się w nich zawiera? Oczywiście jedzenie, sen, woda, powietrze, potrzeby seksualne i brak napięcia. 
Tak. Brak napięcia. Czyli? UWAGA, objaśniam: Spokój. Tak. Święty Spokój. Wewnętrzny Święty Spokój. Widzisz różnicę? 

Czy można go osiągnąć, nie będąc pogodzonym wewnętrznie? Zapomnij. Będziesz udawać, będziesz siedzieć w najbardziej chillowym miejscu na Ziemi i będziesz niespokojny i będziesz się miotać i uciekać przed sobą, dalej i dalej. A to widać, wiesz? Nikt nic nie powie, bo większość ludzi uważa to za normalne, bo też udają spokojnych. Co ich cechuje? Brak wewnętrznego spokoju. Mogą mieć pozornie wszystko, a na końcu tego wszystkiego depresję czy inne objawy braku samoakceptacji. Nie przeskoczysz braku poczucia wewnętrznej spójności. Zapewniam. I co? Nic. Szukaj, jeśli go nie czujesz. Nie, nie na pokaz. Dla siebie. 



Ta książka leży na moim stoliku nocnym od jakiegoś miesiąca. Polubiłam ją już przed sklepową półką.




Beata Pawlikowska pokazuje się znowu z bardzo ciekawej strony. Podróże kształcą. Pawlikowskiej można ilości podróży pozazdrościć. Jeśli tylko jest to marzeniem, to Pawlikowska je ucieleśnia. Szczególnie, że naprawdę przywozi z tych podróży mądrość. Wiedzę. Dystans. Wiem, o tym, bo sama to mam. Może to trochę nieskromne, ale jeśli się nad sobą pracuje jakieś 20 lat (szybko zaczęłam, bo szybko poczułam potrzebę), to głupio byłoby wypierać się osiąganych efektów. Nie mam kompleksu. Tak, ja wiem, że brak samoakceptacji i budzenie kompleksów w sobie i innych to narodowy sport... ja wolę salsę.

Na szczęście coraz więcej osób, szczególnie z mojego pokolenia, czyli już z pewnym bagażem i wnioskami, decyduje się na pisanie książek. Co jakiś czas łapie się jakiś punkt zwrotny w  życiu. To dość częste zjawisko i nie jest kwestią wieku. Zależy dokąd się z tego punktu wyślemy. Oby nie w ślepo. Od czego trzeba jednak zacząć? Właśnie od świadomości. Naprawdę. 

"W dżungli podświadomości" czytałam z poczuciem spójności, momentami porozumienia, bo nasza droga dedukcji jest bardzo, bardzo podobna. Co rusz przechodziło mi przez głowę "Serio? Ty też?", "Oczywiście, że tak jest. Good girl". Nie poznawczo, bo to o czym autorka pisze, ja akurat wiem i stosuję od wieków, jednak czasami lubię czytać ludzi, którzy do tego dochodzą właśnie przez obserwację swojego życia. Lubię, gdy ktoś z zupełnie innego świata zauważa podobne zależności w życiu. To się dzieje bardzo często. Naprawdę. Przez wyciąganie wniosków z własnych doświadczeń i potknięć. Dlatego polecam tę książkę, bo nie jest bańką złudzeń i prostych rozwiązań. Autorka pisze bardzo subiektywnie. Na szczęście. 

Książka jest dobrze napisana. Naprawdę dobrze się ją czyta. Jeśli ktoś szuka dobrego punktu wyjścia w kierunku rozpoznania błędów w myśleniu, w podejściu, chce coś zmienić, to polecam. 
Pawlikowska (pod)powiada. Ciekawie. Lata praktyki w felietonach, książkach podróżniczych (bardzo lubię serię "Blondynka w...". Polecam ze spokojem) przekładają się na kolejną pozycję, którą dobrze poczytać przed zaśnięciem. Fragment książki ze strony Beaty Pawlikowskiej


"W dżungli podświadomości " ma w sobie dużo autobiografii, ale też dużo autorefleksji. Wiele przykładów, które uzasadniają takie, a nie inne wnioski. Jesteśmy z Pawlikowską bardzo, ale to bardzo do siebie podobne - takie mam wrażenie po tej książce. To dobrze. Takie wrażenie powinna zostawiać ta książka.

Przez wzgląd na fakt, że każdy mierzy swoją miarą, szukamy przykładów ludzi, którzy mają podobne przeżycia, nie dosłownie, ale emocjonalnie. Którzy mieli pod nogami podobne kłopoty i je pokonali, dzięki czemu powstaje ta czy inna książka. Niektóre mechanizmy są uniwersalne, ale przeważnie nie. Im bardziej je sobie zindywidualizujemy, tym lepiej. Nie chciejmy być "jak" ktoś. Bądźmy sobą. Zrozumiałe?
Chodzi o sposoby.
Ja akurat mogę szczerze polecić tę książkę.

Sama Pawlikowska pisze, że miliony razy musiała ćwiczyć zmianę przekonań, żeby weszły jej w krew. Tak. To prawda. Ja też potrzebowałam na to lat, nad niektórymi pracuję nadal. Wiem, czego chcę i co jest dla mnie dobre.
Co ważne, to o czym pisze Pawlikowska w dużej mierze zawiera się w przesłaniach buddystów, ale też klasycznej nauki. To jest potwierdzone.
Jedno jest pewne: ze starymi przekonaniami nie da się zacząć nic nowego. Wiemy o tym, prawda?

Ktoś powie, że ciężko jest zmieniać podejście, jeśli się nie ma na to czasu. Marna wymówka. Szczególnie, jeśli chce się zmian w życiu. Jeśli coś przeszkadza i gniecie. Ta książka obrazowo wyjaśnia od czego zacząć. I co jest plusem - nie jest opasłym tomiszczem. Czytanie jej, jest jak rozmowa z kimś "znajomym". Jak ktoś dobrze mówi, to po prostu słucham. Czytam. 

Skoro tak wszystko wiem, to po co czytam takie książki? Paradoksalnie, właśnie po to, żeby "porozmawiać sobie" z autorami, którzy myślą jak ja. Dziś już tak. Pawlikowska nie pisze o niczym nowym. Pisze inaczej. Z własnego punktu widzenia i to jest kluczowe.

Jeśli szukasz inspiracji, to sięgnij po tę książkę. Twierdzę, że jest bardziej slow niż wszystkie inne, a przynajmniej jest w pierwszej trójce. Dlaczego? Bo podkreśla to, o czym piszę sama do znudzenia - zmiana zaczyna się w nas. Najpierw rozpoznaj to, co cię blokuje i postanów, czym to zastąpić. I nadpisuj. Do skutku. Sama zdecyduj, jakie masz przekonania i trzymaj się ich. Reszta to niemęczące pływanie między nimi. W zgodzie z sobą. Bez czasochłonnych, bezsensownych monologów do siebie, bez zbędnych dylematów. A i tak mocno i ufnie do przodu. To jest właśnie te sławetne kierowanie własnym życiem. Wiem, bo sama to przeżywam. 

Nie mamy wpływu na podświadomość? No jeśli tak myślisz, to faktycznie. Nie czytaj. 

Pawlikowska się spełnia. Podobnie jak ja, chociaż jest ode mnie 10 lat starsza (zupełnie tego nie czuję. Gratulacje). Pięknie jest to widzieć. Naprawdę lubię ludzi, którzy nie wmawiają sobie i innym, że jest dobrze. Po prostu jest. A przejściowe kłopoty nie są niczym innym, niż przejściowymi kłopotami. Przejściowy - to słowo kluczowe.
Ważniejsza jest wewnętrzna pewność siebie. Z niej płynie to, co dobre. 


Jeśli ktoś uważa, że to kolejny poradnik, to ja powiem tylko - No i? Co z tego?Już kiedyś o tym pisałam , w kontekście schematycznego myślenia. Powstaną ich jeszcze setki. Takie książki mają pokazywać, jak właśnie ta osoba poradziła sobie z takimi a nie innymi kwestiami. Poza poradnikiem jest to przede wszystkim, jak wyjście na kawę z kimś obcym, kto chce nam jednak opowiedzieć, co przyniosło jego życie. Dlaczego lubię czytać? Bo nie muszę pytać, po prostu słucham.

Jak ktoś jest skupiony na sobie, ale w destrukcyjny sposób, to będzie takie książki krytykował. To jego problem i jego odrzucającej potrzebę zmian, samo dopuszczenie tej myśli, podświadomości. Serio.

Mnie cieszy, że to książka Polki, którą uważam za doświadczoną na tyle, żeby pisać takie książki. Uważam jedynie, że zdzierstwem są książki pisane przez ludzi, którzy mają znikome pojęcie o czymś. Chcę od autora takich poradników, w których roi się od autobiograficznych podpórek. Fikcja literacka jest ważna i też potrzebna, ale w kluczowych momentach chcę prawdy i doświadczenia, które mocno popiera jakiś wniosek. Polacy zaczynają to rozumieć. Doświadczenia i wnioski człowieka, konkretnego człowieka, są dla mnie ważniejsze.

Nie musimy coraz częściej sięgać po przekłady. Chociaż one kiedyś były po prostu jedną możliwością. Zbyt duży wybór, a wszystkie o tym samym? Hm. No i? Żyjemy w czasach, gdy ludzie tego potrzebują. No ja sama napiszę książkę, ale w zupełnie innym tonie i o innym charakterze. Jeszcze zbieram obserwacje i się uczę ;-)

Dlaczego takie osobowości są potrzebne? 
To chyba oczywiste. 

Polecam i pozdrawiam autorkę. Idzie nadal w dobrym kierunku.

Na Święta życzę:
Powodzenia, odwagi do zmian. 

I przede wszystkim ŚWIĘTEGO SPOKOJU.