30.3.13

7 seriali obowiązkowych

Na wstępie poinformuję, że bociany wylatują z Polski.
Tak, wiem, jak to brzmi. Gdyby ktoś nie pamiętał, to niebo wygląda tak:


Ale do rzeczy.

Są seriale dobre na raz i do powtarzania. No to jedziemy:




Seks w wielkim mieście (do powtarzania)
Do dziś lubię sobie ten serial przypomnieć. Z wiekiem inaczej się to ogląda. Smaczek. Jeden z seriali, na których dorastałam. 

Nawiązując do wątku dam: te kobiety są najbardziej współczesne i bliższe mi niż klasyczne ideały (które podziwiam, bo to naprawdę spore wyzwanie, trzymać fason 24/7). Dobrze jest taką bywać, ale być? Uch. 
Ja się czuję bardziej damą na miarę właśnie "Seksu w wielkim mieście", bo mi raczej często zdarzają się takie gafy jak im. Gdy oglądałam ten serial na początku, to byłam dużo młodsza od bohaterek. Teraz jestem dużo starsza i dalej to czuję. Ba. Lubię. Każdą z nich. One są takie  normalne. Ciekawostka, ich styl ubierania się nie przedawnia. Ich rozmowy to perły same w sobie. No babeczki pierwszorzędne. A damy :-) 

Chyba nie dało się przejść życia bez chociaż części podobnych przeżyć, eksperymentów i wniosków. Kobiecy świat jest internacjonalny. Męski też. No bez dwóch zdań. Chyba że wszyscy dorastali na tym serialu. Wszyscy? :-) 
Ten serial przypomina mi też czasy życia w Niemczech i tamtejsze przeżycia. Właściwie, jeśli przechodzi się 5 różnych liceum w 2 krajach, przez 5 lat, to trzeba mieć wspomnienia, które przywołują uśmiech i wniosek "dobrze, że wróciłam". Potem już było o niebo spokojniej. Polacy są jednak inni. Dlatego przecież m.in. wróciłam. 
Na razie podtrzymuję, że to było dobre, chociaż ja mam zmiany wpisane w przeznaczenie. Nowy Jork przypomina mi Kolonię. Pędzące miasta. Odpłynęłam... Ale nie. Gdańsk, to Gdańsk. Jak chcę popędzić, to jadę tam. Nie mogłam na święta, bo nie mam jeszcze nowego dowodu, a nie mam paszportu. No i pozamiatane. Także, obywatelu, sprawdź ważność dokumentów, żeby nie przejechać się, jak ja. 

 Ale jak widać, niezmiennie mogę oglądać "Seks w wielkim mieście" po nocach. Teraz pykając e-papierosa. Mam o tyle dobrze, że mężczyźni mnie już nie zastanawiają. Może prawie na pewno też trochę dzięki nim, kobietom z "Seksu w wielkim mieście" :-)
Ten serial kocham. 



Prawo Agaty (na raz)
Zakochana jestem w stylizacjach głównej bohaterki. Naprawdę. Klasyczna nowoczesność. Fabuła? Może być. Nie jest źle, a przynajmniej nie na tyle, żebym go nie lubiła.  A lubię. Agnieszka Dygant? To chyba jej najlepsza kreacja. Przynajmniej w serialach. Wielki plus. Jej mowy końcowe mnie wzruszają. Serial oderwany od rzeczywistości jak bajki Disneya. Pewnie dlatego tak mi się podoba. Batman jest przy Agacie cienkim siusiumajtkiem, ale to nic. I kto ją ubiera? Też tak chcę. Nooo dobra. Kocham ten serial. Też.



Dr House (do powtarzania)
Wiadomo. On potwierdza teorię, że lekarza, nie trzeba lubić. On ma być skuteczny. Chociaż ja i tak go lubię. Ten typ tak ma.  Właściwie jak by był przemiłym panem doktorem, to by był nudny. On jest podobno kontrowersyjny. No nie. On jest rzeczowy. Gotowy do ryzyka. Ratującego życie. I tyle. Rodzaje chorób, którymi się zajmuje, są powalające. Ciekawe, co by dał na grypę albo np. alergię. 



Heroes  (na raz)
Ludzie o nadprzyrodzonych mocach. Standardowo dobre pierwsze sezony, potem już krzywa w dół. Ale i tak warto. Jeśli oczywiście ktoś lubi problemy ludzi z nadprzyrodzonymi mocami. Nie bez powodu dorastało się na "Archiwum X".



Californication. (do powtarzania)
Hank wymiata. Pisarz z brakiem weny. Seks bez granic. Niektóre odcinki doprowadzały mnie do łez ze śmiechu. Dobry jest. Po prostu. Nie zdarzyło mi się zniesmaczyć, ale lubię pewną dawkę zboczenia. Tu jest w sam raz. Hank. Po każdym odcinku mam go dość. I wracam. 



Kasia i Tomek. (do powtarzania)
Klasyka gatunku. Nie nasza, ale przez naszych świetnie zrobiona. Do dziś mnie bawią i cieszą. Prawie jak ja sama. Rżnięcie głupa w najlepszym wydaniu ;-)



Przepis na życie (dobry na raz)
Moją ulubioną postacią jest Irena. Matka głównej bohaterki. Konkretna kobieta i tyle. Ale oczywiście Pola też da się lubić. Bez dwóch zdań. Beatka, pani ginekolog, rozbraja mnie. Fajnie się nie dogadują z mężem. Ja bym go rzuciła w diabły, ale to nie ja z nim jestem. Sama główna bohaterka ma rolę, hm, despotycznej histeryczki. Ryczy przez większość serialu. Sam serial, jak serial tvn-u, ale skoro oglądam, to jest coś na rzeczy. Obawiałam się, że trzeci sezon, jak to trzeci sezon, ale nie.



Najciekawszy jest wątek pamiętania miłości. Jeden z bohaterów traci pamięć w wyniku wypadku. Nie pamięta, że kocha swoją kobietę. Ona o niego walczy. Miewam w domu niezłe awantury i dyskusje o ten wątek. Mam podobny wątek w rodzinie. Obecny mąż mojej mamy stracił pamięć (szczególnie krótkotrwałą) w wyniku wypadku. Ale co ciekawe, o ile, jak to ładnie określa - nie będę jutro pamiętał, że z tobą rozmawiałem - o tyle doskonale i bez wątpliwości WIE, że kocha moją mamę. Może nie pamiętać nic, ale pamięta to. Reszty się uczy. Dlatego też serial i ten wątek są szczególnie ciekawe. Czy uczucia można zapomnieć?

Nawet bez amnezji przechodzą.
Ale czy można zapomnieć?
To im wyszło.


Cdn.



PS. Ależ reklama nowego audi jest fajna. Taka... czerwona.


Bardziej na nadchodzące dni, czyli o Wielkanocy.