1.3.13

I feel good




Jeden z ponadczasowych kawałków. No po prostu... I feel good.
Mruczę.

I wiosna dziś zaświeciła tak pięknie w twarz.

I znowu czuję  się zakochana.

Ja już doszłam do takiej perfekcji, że nie potrzebuję do tego obiektu, chociaż na brak też nie narzekam :-)

I opiszę mój największy, osobisty, zimowy sukces. 

Kiedyś pisałam o tym, jak rzucam palenie.


Wtedy mi się nie udało. Wytrzymałam jakieś 2 miesiące. Pękłam pod wpływem jakiejś chwili i hasła - zapal sobie. Zapaliłam. Oczywiście poszło lawinowo. Zmieniło się jedno: nie odczuwałam już przyjemności. Upadł ostatni bastion, którym sobie tłumaczyłam palenie. Pozostało przyzwyczajenie.

Zrozumiałam, że za bardzo emocjonalnie podchodzę do papierosów. Za bardzo chwytam je tylko dlatego, że czuję emocje w sobie. No bez sensu. Nie chcę pozbywać się emocji. Chciałam rzucić palenie. Jedyne wyjście? Zrozumiałam, że muszę to zapomnieć. No po prostu muszę zapomnieć o tym, że paliłam zwykłe papierosy. Zapomnieć o tym mechanizmie Pawłowa, żeby palić, gdy "czuję".
Nie ma innego sposobu. Trzeba zapomnieć. Przez prawie rok go szukałam. Bez paniki, chociaż ciągle o tym myślałam. No ale paliłam dalej czekając na sposobność.

Kiedyś miałam e-papierosa. Jak tylko weszły na rynek. Niestety była to porażka po całości. Ciężki, nieporęczny. Zasysałam płyn, którego skład przerażał mnie swoją magiczną chemią bardziej, niż perspektywa wdychania dymu papierosa.
Minęło kilka lat. Znowu postanowiłam spróbować z e-papierosem, bo kilku znajomych przeszło na e-papierosy nowszej generacji i dzięki temu odstawili zwykłe papierosy. Kolega w pracy zupełnie. Po 3 miesiącach palenia e-papierosa rzucił wszystko. Dziś wychodzi z założenia (słusznie jak na nałoga), że nie wie, czy rzucił na zawsze, ale na dziś nie chce palić. Ba, jego partnerka pali i to w domu, a on nie. To już jest coś. No to podziwiam, ale o tym za chwilę.

No i tym sposobem kupiłam w październiku ub.r. e-papierosa. Jeszcze w Monachium paliłam oba. Tzn. e-papierosa w pomieszczeniach, a zwykłe, gdy wychodziliśmy.
Założyłam, że ważne też jest, żeby odzwyczaić się od smaku tytoniu, dlatego e-papierosa palę od początku z liquidami smakowymi. Przypasowały mi herbaty. Czasami wybieram np. pinacoladę albo napój energetyczny czy limonkę. O najsłabszym poziomie nikotyny. Po powrocie z Monachium przestałam palić zwykłe. Zima temu pomogła, bo nienawidziłam wręcz tej konieczności ubierania się i wychodzenia na balkon, czy wychodzenia z ciepłego biura. Czy gdziekolwiek, gdzie nie można/ nie chce się palić w pomieszczeniu.
(Nie palimy w domu od kilku lat. Ten smród stał się po prostu nieznośny i to było dość proste).
Od grudnia 2012 palę tylko e-papierosa. Nie, nie oszukuję się, że to dobre. To nadal nałóg. Ale o niebo przyjemniejszy. Palę więcej niż zwykłych, bo palę ciągle. I wszędzie. Właściwie mam przyjemność z go palenia wszędzie. Chodzę ze smoczkiem, jak to określają niektórzy. 

Co się zmieniło po tych 3 miesiącach? Przestałam musieć wmawiać sobie, negocjować ze sobą. Przestałam wciągać łapczywie dym, jako palacz bierny, przestałam myśleć o tym, jako wmawianie, że mi dobrze bez fajek, przestałam w ogóle o nich myśleć. Takie chwile, jak ta, dla tej notki, tylko mi to mocniej uświadamiają.
Więcej. Zaczął mi przeszkadzać dym, zapach. Hamuję się, żeby nie być ortodoksem antynikotynowym, ale z ręką na sercu, jak ktoś do mnie mówi, zaraz po paleniu papierosa i jest blisko, to jest nieciekawie. Nie pozwalam się zbliżać. No pal, ale nie podchodź. Przeszkadza mi. Poważnie. Unikam zadymionych miejsc.

Pokochałam naprawdę swoje perfumy, zapach włosów, sama lubię się w nie otulić. Świeżość wszystkiego. Jakoś tak dostrzegam to zupełnie inaczej. Poprawiła mi się o niebo kondycja i mam nadzieję, że od kwietnia zapiszę się na salsę (ciągle szukam odpowiedniego miejsca, bo po zamknięcia centrum jeszcze nie znalazłam). Bez zbyt szybkiej zadyszki. Bez zbyt szybkiego poczucia "nie mogę już". Przestałam kaszleć i chrypieć (i to były jedne z pierwszych plusów). To takie bonusy. Dla mnie. Za to, że i tak mi dobrze.


 Ten kawałek i Penelope w nim. Właściwie sama Penelope. I w ruch. Bo tak to się właśnie robi. 

Przedwczoraj w nocy śniło mi się, że wyszłam z kolegami na papierosa. I ciągle pamiętam uczucie, które temu towarzyszyło: porażka. Obudziłam się i popłakałam. Zrozumiałam, że ja naprawdę nie chcę już palić. Zapomniałam smak papierosa. Zapomniałam poczucie dymu w płucach (para z e-papierosa jest zupełnie innym wrażeniem). Wróciłam do stanu sprzed palenia, zanim zapaliłam pierwszego papierosa, zanim zaczęłam się przekonywać, że to fajne. Jak już kiedyś pisałam, mam dar nadpisywania wspomnień. Zadziałało. W końcu zadziałało.
Czas się cofnął prawie 20 lat. Prawie 20 lat paliłam. (No 18, ale 20 lepiej wygląda). Smoczek to smoczek. Wg mnie palaczy od e-palaczy różni to, że ci pierwsi ciągną, a ci drudzy ssają. Taki żarcik. A jednak kosmiczna różnica.

A na dziś podziwiam moich niepalących byłych, że mnie w ogóle całowali. Ja bym ich nie pocałowała, gdyby palili, a ja nie. M. też rzucił (no tak na 99%, bo popala na imprezach służbowych, z dala ode mnie). Ale on rzucał już kilka razy (na dość długo) przede mną. Pękał przy mnie, bo jak to ujął - nie chcę wybierać. Dziś go rozumiem. 
I niech każdy robi co chce, ale ja z przyjemnością i poczuciem wygranej ze swoją słabością, w zupełnej szczerości przed sobą - nie palę. 
I aż się uśmiecham. No w końcu, naprawdę to wiem. Ale i tak dalej czekam. 3 miesiące to jeszcze za mało. Za krótko.
Zwykły papieros stał mi się obcy. Nie myślę o zapaleniu go ani sekundy, w żadnych okolicznościach. Nie tęsknie za nim. Nie brakuje mi go. O to mi chodziło. O to mi chodzi w niepaleniu. Wydawało mi się, że to jest raczej niemożliwe. Że jak ktoś rzuca, to jednak czuje w tym jakieś poświęcenie. Ja jednak przez ponad rok, nawet dłużej, pracowałam na to, żeby przestać tęsknić za papierosem. To naprawdę było najtrudniejsze. Szczególnie, że nie chciałam tego osiągać silną wolą, bo jej nie mam, jak na wszystko muszę mieć sposób.


I cieszę się, że udało mi się, po tak długim czasie. Zrozumie to każdy, kto zmieniał coś w sobie, pracuje nad jakąś słabością. Poszczególne osiągnięcia, to chwile, które bardzo uskrzydlają. Dla kogoś to będzie banał. Dla mnie to sukces.  Duży. Każdy coś takiego ma. Dla mnie to były papierosy.

Ponad rok temu miałam dokładną wizję tego, co chcę naprawdę czuć, żeby czuć się wolną od papierosów. Bo to jest istota w osiąganiu celów - wyobrazić sobie uczucie, które towarzyszy osiągnięciu ich. 
Od kilku tygodni to czuję, ale coraz bardziej wiem, że to nie tylko wrażenie. Wygranie z własną słabością, ale bez walki, a z cierpliwością. No to jest to.

Dygresja - Palenie e-papierosa w samolocie też było fajne ;-)

Nie wiem, co powiem za x. lat o e-papierosach, o zwykłych, nie wiem, jakie nałogi będę miała wtedy. Na razie patrzę na to co czuję coraz bardziej od 3 miesięcy. Dobrze mi. I dobrze. Niech tak fajne uczucie się we mnie rozwija.

Jeśli ktoś nie pali, to niech nie myśli, że e-papieros to mniejsze zło. To po prostu coś innego, ale uzależnia tak samo jak zwykłe papierosy. Jedyne co mnie dziś czasami trapi, przez co potrafię wrócić się do domu, to kończąca się bateria. I tak jak zwykły palacz musi mieć paczkę papierosów i przeraża go ostatni papieros w pudełku, tak mnie niepokoi kończący się liquid i wyczerpująca się bateria. No po prostu nowoczesny... nałóg. Generalnie jak każdy inny. Ale z e-papierosem i tak czuję się bardziej wolna. Naładowanie baterii i zakup liquidu to właściwie pikuś. Kiedyś pewnie pozbędę się go też. Widzę to. Widzę, od jakich pierdół się uzależniałam :-)  No ale nic. Wszystko w swoim czasie. Ważne, że zwykłe działają tak, jak działają. O to mi chodziło od ponad roku i po 3 miesiącach czuję, że mam. Mam to, na co czekałam.

http://slowlife-by-marzena.blogspot.com/
mój smoczek

Nie, nie polecam, no chyba że ktoś chce rzucić zwykłe. A w ogóle ręce mi opadają, gdy czytam, że podobno sprzedaje się e-papierosy nieletnim, no bo faktycznie ich sprzedaż nie jest uregulowana prawnie.

Ale to takie tam, mało istotne. Zobaczę, co będzie dalej.

Najważniejsze, naprawdę najważniejsze jest  to, że przyszła - wiosna! Zakochanie. Wiem, że to wiosna, bo wsypałam ziarna kawy do pojemnika na wodę, w ekspresie. No wiosna. Nie palę, jest wiosna, czuję się znowu zakochana. Pięknie :-) 

Jak dziś zaświeciło słońce, jak zobaczyłam - w końcu! - to błękitne niebo, ten różowy zachód słońca, jak poczułam lekkie ciepło na twarzy, to... no tak. O to mi chodziło!

Znowu idzie wiosna, a w sercu ciągle maj... ;-)