5.1.15

#kupagate

W necie mamy #kupagate. Afera polega na wielkiej i szeroko zakrojonej dyskusji na temat nieważki, a wywołany TYM materiałem: czy można przewijać dziecko na sali restauracji.

Oczywiście zgodnie ze skalą problemu głosy są podzielone. Jedni nawołują drugich (czyli rodzice przewijanego niemowlaka tych, którzy akurat siedzą w restauracji i im to przeszkadza) o  empatię (hehehe) a głosy rozsądku i rozpaczy nad znieczulicą obustronną unoszą się w sieci, jak mewy na mym gdańskim niebie.

Trafiam na to co jakiś czas przemykając na swym rumaku przez sieć. A jakże. 
Widzę tę szeroką nieporadność, bo rozwiązania jak nie było, tak nie ma, a problem się zdarza przecież, bo nie każda restauracja (szczególnie, bo wiadomo, jak jemy, to chcemy wdychać zapach frytury a nie kupki niemowlaka) dysponuje przewijakiem. Bywa. 

W czym rzecz? Co zrobić? Jak wyjść z takiej sytuacji? 


Proszę Państwa. Proszę rodziców. Jest pewien magiczny sposób, jak uniknąć wojny. Zawsze jest. 


Powiem jednak od razu, że Wasze, drodzy rodzice, nawoływanie o empatię i zrozumienie jest nieporozumieniem. Przeginacie z tym, bo serio, ale jak człowiek je, to nawet kupa własnego dziecka nie powinna być mu miłą. Nie wnikam w fetysze kulinarne obrońców, którzy uważają, że kupka ich dziecka pachnie. Żadna kupa nie pachnie. Ogarnijcie się. 
Niemniej, co zrobić, gdy już jesteś, rodzicu, w takiej sytuacji, która - Uwaga! Będzie empatia! - zdarzyć się oczywiście może i nikt nie mówi, że musicie przewijać swojego skarba w kanałach?

Co zrobić, jeśli na sali akurat ktoś jest i krzywo spojrzy, bo mu zaśmierdziało, gdyż nie każdy zdoła udać, że tak nie jest? 
Drogi rodzicu, w tym trudnym dla wszystkich momencie, użyj magicznego zwrotu, albo słowa - przepraszamy za utrudnienia, ale prosimy o zrozumienie. 

I wszyscy się uśmiechają, jak w amerykańskiej komedii romantycznej. <3. 

Podstawowy marketingowo-sprzedażowy zwrot zapożyczony z zasad bon ton jest nieśmiertelnie skuteczny. Po prostu. 

Zapewniam, że rozbroicie tym każdego. Oczywiście, że człowiekowi dalej będzie śmierdziało, ale przynajmniej nie będzie się czuł tak dalece lekceważony. bo to jest strasznie irytujące, jak ludzie sami sobie przypisują przywileje z tytułu bycia rodzicem i z automatu cały świat ma im być podporządkowany. Nie, nie będzie. Jesteście bohaterami, ale tylko we własnym domu i stadzie. Fajnie, że macie dzieci. Serio. Każdy mierzy swoją miarą i ja rozumiem, że każdego cieszy jego własne. Cieszymy się wszyscy, ale w przestrzeni publicznej szanujmy się wzajemnie. Wzajemne zrozumienie i uszanowanie, to podstawa dobrego, życzliwego współżycia w społeczeństwie. Prawda? Spróbujcie. To działa. 

Zapewniam Was, drodzy rodzice, którzy sami przed zostaniem rodzicami zapewne byliście inni, niż wszyscy, którym nie jest przyjemnie obcować z kupą waszego dziecka w restauracji, że empatia ma to do siebie, że działa w dwie strony. 
Nie macie się tego wstydzić, nie musicie czuć się winni czy gorsi, nie musicie trzymać dziecka poza strefą publiczną, ale jeśli dzieje się coś takiego, to po prostu grzecznie będzie, jeśli przeprosicie tych, którym to słusznie przeszkodzi w konsumowaniu posiłku. 

Pisanie w jednym tekście o jedzeniu i kupie uważam za paskudne samo w sobie, ale cóż zrobić. 
Po to mam bloga, żeby pisać rzeczy, których bym ludziom w twarz nie powiedziała, bo pierwszą zasadą kultury jest nie pouczanie innych. Niestety. 



PS. Korzystając z okazji - ludzie, zbierajcie kupy po swoich psach. Mamy ustawy, woreczki i znaki, róbcie to. Serio, będzie nam wszystkim miło. I nie, nie przepraszajcie nie robiąc tego :-)