6.1.15

8 punktów, jak opanować internet

Z okazji nowego roku wiele osób postanowiło zarządzać lepiej swoim czasem. Częstym postanowieniem, z którym się spotykam, jest ograniczenie czasu spędzanego w internecie.

Tylko nie wiedzą: Jak?

Spieszę z podpowiedzą:






1. Założenie - Internet jest bazą, źródłem informacji, rozrywki, narzędziem, komunikatorem
(o możliwościach pisałam chociażby TU), ale nie "miejscem pracy". Jeśli tak jest, czytaj dalej, bo dla tych, dla których jest "miejscem pracy", to ja nie mam nic do powiedzenia, bo to nie moja działka :-) (czyli social media ninja, itd. - niech moc będzie z Wami.). Ten wpis jest dla całej reszty, jak ja, dla których internet zawodowo to maile, ew. skype i www. Koniec.

2. Wiele osób za głównego pożeracza uważa "Facebooka". Dobra. Też miałam z tym problem, gdy poprzednio miałam konto (właściwie teraz mam po raz 3. - ostatni. Jak je porzucę, to tak jak to, na NK, poprzez zapomnienie.) Wróciłam w ubiegłym roku i już nie popełniam starych błędów. Jakich? Nie ułatwiam sobie dostępu i nie lajkuję wszystkiego i nie komentuję wszystkiego, co tylko wzbudzi moje zainteresowanie.
Pozwalam temu w zdecydowanej większości płynąć obok. OBOK. Koduję, jak płynie obok. Bez mojego zaangażowania. Da się. Moje zaangażowanie jest bezcenne, bo to mój czas.
Piłka krótka jak strzał Navratilovej. PUH.

Znowu podkreślę: Szeroko pojęte social media nie są moim narzędziem, ani "miejscem" pracy. Mogę sobie na to pozwolić. Strona tego bloga jest wyjątkiem, ale ten blog jest dla mnie też wyjątkowym miejscem. Wyjątki potwierdzają regułę.

W pracy? Nie mam czasu, gdy mam służbowy "flow" - czyli większość dnia, na sprawy prywatne (czyli fb). Pewnie dlatego, że naprawdę lubię swoją pracę i wciąga mnie w całości.  Po prostu jestem zajęta czymś innym. Wiecie, gospodarka światowa sama się nie nakręci. Mam cele, które mnie kręcą, jak rozgrzana tancerka na rurze. Dla higieny psychicznej nie mieszam światów, albo sporadycznie. Nie lubię. Moi znajomi i rodzina też to wiedzą. Nie przeszkadzać. Pracuję. Skończę, to się odezwę. Wyjątki robię w wyjątkowych sytuacjach, albo dla kaprysu, czyli rzadko. Ale wtedy z przyjemnością.

Wiecie, czasami widać, gdy ludzie całymi dniami siedząc w pracy  są prywatnie aktywni na fb, a potem narzekają, że mają słabą pracę, mało zarabiają, nie awansują, nic się nie dzieje w ich życiu - to ich wybór właśnie w tym miejscu. Jeśli nie robią tego, co powinni robić służbowo (come on), to niech chociaż robią coś innego, co pozwoli im rozwijać np. inne umiejętności, uczyć się czegoś, poznawać coś. Jeśli fb nie jest powiązane z Twoją pracą, wrzuć je do worka i czasu na "hobby". Nikt nie przynosi modeli samolotów do sklejania do pracy, prawda?

Niech będzie ono mniej ważne niż to, co dla ciebie w danym momencie jest ważne. [tak, wiem, ale ustalanie priorytetów jest samo w sobie banalne. Wystarczy to zrozumieć.] UWAGA! Jeśli Twoja praca pozwala Ci się opieprzać całymi dniami, to wykorzystaj ten czas na coś wartościowego dla siebie. Coś, co pozwala Ci się rozwijać. A potem zmień pracę. Nie marnuj życia. No co to za praca, żeby się cały dzień opieprzać bez sensu. Szanuj się. Rozwijaj. Nie trać czasu aż tak. 

Inna sprawa - już dawno zostało udowodnione, że nadgodziny robią przeważnie ludzie źle zorganizowani (bądź tacy, którzy chcą dorobić, jeśli nadgodziny są płatne, o tych nie mówię).
Wiem, że są wyjątki, ale nie o nie chodzi. Ja mam np. średnio normowany czas pracy w zakresie godzin, ale to nie zmienia faktu, że O ŻADNEJ PORZE nie lubię tracić czasu na coś, co mi takie poczucie daje. Po prostu. Szkoda mi czasu na... marnowanie go. Mam tylko jedno życie i chcę je przeżyć jak najlepiej. Nawet, jeśli własnie nic nie robię, jeśli leżę i patrzę w sufit, to tak miało być. Jeśli czytam Pudelka, to tak miało być i te 5 minut jest na to. Ale nie ma opcji, żebym godzinę oglądała, czy czytała pierdoły i potem się na siebie o to wkurzała. Mentalnie z tego wyrosłam. To mój slow life. Można robić tyle rzeczy, bądź nic. Więc wybieram.

3. Powiadomienia z social media na smartfonach. Wiecie, ja jestem z tego pokolenia, dla którego telefon w ręku na spotkaniu, w trakcie rozmowy jest po prostu dowodem lekceważenia. Służbowo jest to niewyobrażalne, jeśli urządzenia te nie są potrzebne w trakcie spotkania. Prywatnie też nie. Powiadomienia są złodziejami czasu i uwagi.

[Ja na marginesie mam wyłączone wszystkie powiadomienia. Czyli zaglądam gdy chcę, mogę, a nie wywołana od kliknięcia powiadomienia. Chętnie jestem obecna w tym wirtualnym świecie, ale on nie może mną dyrygować. To oczywiście nie jest personalne, tylko zadaniowe. Priorytetowe.] 

Szanuję swój czas. 

4. Jeśli uważasz, że masz problem z internetem, to zauważ, że przeważnie to Ty bierzesz ze sobą internet wszędzie. Nie wiń go za to, że "kradnie twój czas", bo to tak, jakbyś miał pretensje do dostawcy internetu, że go w ogóle masz. Decyduj. Zobacz, jak decydowanie o własnym czasie jest dobre. Pyszne.

Od internetu uzależnić się najłatwiej i najtrudniej zrobić z tego uzależnienia pożytek, narzędzie, okno, trampolinę, itp. ALE SIĘ DA. Więc jeśli nie jesteś na takiej drodze, tylko chcesz się z tym internetem poukładać, czytaj dalej.

5. Przyjrzyj się temu, co faktycznie robisz w internecie.

Mój M. gra np. w jakąś grę internetową. Właściwie jest członkiem, czy już nawet królem [:-)] jakiegoś sojuszu i jego zaangażowanie jest dla niego zrozumiałe. Poza tą grą, szybkim przeglądem wiadomości i mailami oraz portalami branżowymi, internet jest mu niepotrzebny. Czy tylko on tak ma? Nie. Ja natomiast mam swoje blogi, zaglądam na blogi ulubione (kiedyś "znałam" prawie całą blogosferę i widziałam zmiany, dziś nie znam, ale szybko umiem ocenić, co się zmienia i jak, ale to flesze, bo przestało mnie to interesować), ponad to przeglądam wiadomości oraz plotki. Koniec pieśni. Reszta to dużo kwestii branżowych, bądź z dziedzin, które mnie w danym momencie interesują. Szukam jak najbardziej rzetelnych źródeł, których w sieci nie brakuje. Czasami dzielę się nimi, bądź efektami poszukiwań właśnie tu. Koło się zamyka. Na więcej nie mam czasu, bo życie to nie net.
Wielu ludzi, ba, większość tych, których ja znam, tak ma (ok. 90% ludzi, z którymi mam do czynienia, nie ma ze mną kontaktu przez internet, pomijając maile i skype - nie wiem, czy nie korzystają, ale nie łączy nas to). Przedział wiekowy nie ma tu nic do rzeczy - bardziej chodzi o to, że ktoś, kto ma dość zajęte życie, po prostu korzysta z internetu tylko na tyle, na ile chce i na ile jest mu to potrzebne. Bez poczucia straty czasu. Można.

Z tępego siedzenia w sieci, w sposób, który powoduje poczucie straty czasu po prostu można mentalnie wyjść.

6.Naucz się segregować źródła. Wybierz tylko co, co chcesz śledzić i nic ponad to. Nie chodź od linka do linka, nie sprawdzaj wszystkiego, co wpada Ci w oko. Decyduj. Nie dawaj się prowadzić. Co jakiś czas aktualizuj sobie tę listę miejsc dla Ciebie ważnych i tyle. Linki też kolekcjonuj rozważnie. Pamiętaj, że sieć lubi się powtarzać. Szukaj  miejsc, które zaoszczędzą Twój czas a nie zeżrą nieubłaganie. Szukać miejsc, w których się czegoś dowiesz, a nie tylko potwierdzisz swoją wiedzę. Czasami fajnie, ale bez przesady. Załóż cel = rozwijać się.

7. W czym jest bowiem przyczyna? W Twoim życiu. W braku zainteresowań, czy zajęć poza netem, bądź nie związanych z netem twórczo, ew. zarobkowo. Nie obwiniaj internetu, że kradnie Twój czas, bo to raczej Ty nie widzisz możliwości, które daje, albo nie szukasz zajęć poza internetem. Wiesz, mnóstwo ludzi przesadza w drugą stronę i kompletnie lekceważą możliwości, które daje internet i uważają, że nie mają na to czasu. To też jest skrajność, a skrajności są złe. Internet naprawdę może być często DARMOWĄ I LEGALNĄ kopalnią wiedzy i inspiracji, albo dobrej rozrywki. Może, ale to czy i jak będzie, zależy od Ciebie.

8. Dlatego, jeśli uważasz, że za dużo siedzisz w sieci, ZMIEŃ TO. Dojdź do punktu, w którym sam będziesz błyskawicznie decydować, co jest dla Ciebie wartościowe, co wymaga natychmiastowej uwagi, które miejsca są dla Ciebie cenne. Poczuj to, kiedy i jak korzystać z narzędzia, jakim jest internet i zamieszczone treści. Wypełnij swoje życie czymś, przy czym nie będziesz mieć totalnie ochoty tracić czasu w żaden sposób - nie tylko w sieci, bo równie może to być chodzenie po sklepach, czy cokolwiek innego. 

Bądź slow. Myśl. Decyduj za siebie. Bez wymówek. 



Tak, to możliwe. Sama kiedyś przesadzałam z internetem, bo nie umiałam sobie tego poukładać. Aż poukładałam, bo przyjęłam właśnie taki klucz.

A jeśli jednak internet jest tym środowiskiem, które odpowiada Ci najbardziej, to przemyśl to i zrób z tego pożytek ;-)

Dobra rada: nawyki najlepiej analizować na bieżąco i je od razu korygować. Im szybciej, tym łatwiej. Nie czekajmy do żadnych przełomowych dat. Szkoda czasu.  Wykorzystujmy wiedzę i świadomość do ciągłych zmian.

To Ty jesteś Panem swojego czasu, a nie internet, czy cokolwiek innego. Banalne, wiem, ale taka, święta, acz zapominana prawda, którą odkurzam :-) 


Powodzenia. 

Różne podpowiedzi związane z zarządzaniem czasu znajdziesz tu pod tagiem, bądź też hasłem "zarządzanie czasem" i "rozwój osobisty". Zainspiruj się. Na zdrowie :-)