25.2.14

Slow TV, masz czas?

Hm, ciekawostka i zarazem podobno fenomen. SLOW TV
i więcej TU





Nasze media też coś o tym wspomniały. O co chodzi? O to, że norweska telewizja robi furorę kanałem, na którym emitowane jest parogodzinne łowienie ryb, albo robienie na drutach.





To był ten moment, kiedy ja się zawiesiłam.
Oglądanie w telewizji, jak ktoś godzinami łowi ryby, albo haftuje? Serio?


Ja nie przepadam za oglądaniem ludzi robiących coś. Nie oglądam sportu, który przecież jest chociaż dynamiczny. I tak sobie myślę, jak bardzo, jak strasznie, strasznie bardzo musiałabym się nudzić, żeby patrzeć, jak ktoś łowi ryby.


Mam totalny dysonans.


Kocham stacje popularno-naukowe. Włącz animal planet i mnie nie ma. Albo discovery science albo cokolwiek innego, ale no... no mam patrzeć godzinami, jak ktoś robi na drutach? Serio?


Nie wiem, nie mam o tym jeszcze zdania. Jak już kiedyś pisałam, był plan wyjazdu do Norwegii, bo M. chciał tam pracować i chciałam jechać z nim. Niestety plan upadł w zderzeniu z rzeczywistością. I tak sobie myślę, że na całe szczęście, bo jeśli ludzie się tam aż tak nudzą, żeby oglądać kanał, na którym leci wielogodzinna transmisja łowienia ryb, to mogłabym nie dać rady.


To też doskonały przykład, że slow life naprawdę oznacza dla ludzi coś innego. Czy moje slow life jest mniej slow od kogoś, kto ogląda taki kanał? Mam nadzieję, że nie.
Mam głębokie przekonanie, że slow life każdy może odczuwać na swój sposób. Ważne jest tylko jedno: żeby nie miał poczucie, że ucieka mu życie.


Kiedyś lubiłam patrzeć na rybki w akwarium (dziś nie mamy akwarium, ale nie zdziwię się, gdy M. znowu do niego kiedyś wróci). Lubię patrzeć na mojego śpiącego kota, albo na kaczki na stawie czy lecące mewy. Kocham zatrzymywać się i kontemplować chwilę. Dziś (jestem właśnie w podróży służbowej i z przyjemnością zalogowałam się na bloga) z zachwytem patrzyłam na już tak bardzo wiosenne niebo (zdjęcia wrzucę po powrocie). Doceniam wszystko  (mimo, że mam remisję choroby i z bólu mózg mi się lasuje, ale nic to, da się żyć), ale doceniam wszystko i łapię co mnie spotyka. Ale no nie wiem. Gdyby ktoś mnie posadził przed takim programem, to bym po prostu zasnęła :-)


Pora na kolację.
I rozmowę z ludźmi, bo to jest coś, co kocham równie bardzo.


Slow tv. Dla mnie idealny usypiacz. Resztę czynności (nawet pozornie monotonnych, bo haftowanie wróci do mnie na pewno, nawet nie wiem, dlaczego je porzuciłam, hm) wolę wykonywać sama. Proste.


Jednak nic nie dzieje się bez przyczyny, ale Norwegia i tak pozostaje jedynie miejscem, które chciałabym odwiedzić. Tam jest po prostu pięknie i mam obiecane głaskanie fiorda ;-)
I jak już tam będę, to chętnie popytam ludzi, jak to jest oglądać taki kanał, co nimi kieruje i czy może to po prostu doskonałe tło i towarzysz ich własnych czynności.