16.2.14

Step by step


W weekend spędziłam w końcu znowu dużo czasu z G. i jej córeczką, a moją chrześnicą. 
Mężowie wybrali się na mecz Lechii. Nie moja bajka. Ja jestem coraz bardziej zakochana w małej N. i jej postępach w poznawaniu świata.


Mała ma tzw "charakter", co oczywiście każdy przypisuje sobie. Ujmująco zmienia miny i potrafi błyskawicznie przejść od rozzłoszczonego marszczenia brwi po rozbrajający uśmiech. Jest przeurocza. 

Miałam okazję pochodzić z nią, robiąc za chodzik. Trzymałam ją za boczki i z zachwytem obserwowałam z góry jej kroczki. 

I tak sobie myślałam, że wszystko, czego się uczymy jest niczym, w obliczu nauki chodzenia, ale też co mnie zastanowiło najbardziej, że dziecko chce się uczyć, ma niebywały zapał. Przekłada nóżki, chociaż kroczki są jeszcze tak niepewne. Nie mówiąc o tym, że przecież jeszcze samodzielnie nie trzyma pionu i zdana jest na wsparcie. Wszystko nieważne. Ona chce chodzić i ćwiczyć. 

I tak sobie dalej pomyślałam, że ten zapał mógłby nam nigdy nie mijać. Dziecko nie dywaguje, czy nauka jest trudna, czy łatwa. Ono po prostu się uczy. Poznaje świat. Jest tak niebywale ciekawe. Tak cudownie chce. I nie ma świadomości, że my ten proces nazywamy nauką i to jest właściwie piękne. 

Mogę nam wszystkim tylko życzyć, żeby ten zapał do poznawania nie mijał (bo gdy minie, to zacznie się starość) i żeby zawsze ktoś nam pomógł, gdy tego potrzebujemy, ale sami pomagajmy robić te pierwsze kroki tym, którzy są na początku drogi, nieważne w czym. Liczy się, że ma zapał. Nam też kiedyś ktoś pomógł i nie chlapnął za szybko "radź sobie sam/a". Pomagajmy, serio. Nie tylko w jakimś wielkim znaczeniu słowa. To, co dla nas jest drobiazgiem, dla kogoś innego może być mega krokiem. Ja jestem za. 

Dzień spędzony z przyjaciółką i córką chrzestną był dla mnie fantastyczny. Mam nadzieję, że będziemy mogły powtarzać to częściej. Mała weszła w fazę, w której w końcu mogę się przydać :-)