5.2.14

SMS Cię



Od niedawna znowu sms-uję  z M. Przypomina mi to panieńskie czasy, gdy sms był absolutnie głównym kanałem komunikacji. Nic innego nie było, a i to był szczyt technologii. Niby messengery i komunikatory to zastąpiły, ale nie dla mnie. Intymność sms-a jest niepowtarzalna. Zupełnie inny charakter. Nie masz historii rozmowy, operujesz jednym kciukiem i czujesz przyjemny dreszcz. Kiedyś 160 znaków było normą. Może dlatego tak lubię twittera. Albo się wypowiesz w kilku słowach, albo nie zawracaj głowy. 

Kurcze, fajnie jest do tego wrócić.




Przed ślubem wysyłaliśmy sobie po kilkaset smsów miesięcznie (rekord to był 1k/ osobę). Czas mija, a mi nadal największą przyjemność sprawa sms-owanie.  Pewnie to siła sentymentu, bo w końcu komu (w tamtych czasach) się nie zdarzyło wysłać "kocham cię" pod zły adres? ;-)


Jestem chyba jedyną osobą, która kiedyś prowadziła pamiętnik smsów. Poważnie. Mam pisany ręcznie pamiętnik smsów, które dostawałam. Jak co jakiś czas do niego wracam, to się uśmiecham, bo zawsze miałam szczęście do facetów, którzy potrafią bajerować i mają doskonałe poczucie humoru. Zawierany w max. 160 znakach. Jest to jedyny pamiętnik, który trzymam i tylko ja wiem, które smsy od kogo były i co przy nich się działo. Nie ma lepszej enigmy.
Dzisiejsze zapisy całych rozmów w elektronicznych archiwach nie mają tej magii. Nie mogą mieć.
Sms-a jeszcze długo nic nie pobije, szczególnie pisanego na tradycyjnej klawiaturze....

jednym kciukiem. Z rubasznym uśmiechem na twarzy ;-)