31.10.14

Myśli Zaduszne

Dziś jest Halloween, którego dziś nie czuję, więc nie obchodzę. Za dwa dni mamy natomiast Zaduszki, które są bliższe mojej słowiańskiej duszy. I tak wszyscy świętują Wszystkich Świętych, czyli jutro i ok. Jakoś w tym względzie niech każdy robi jak uważa.





Tak czy inaczej, jest coś, co mnie okropnie irytuje, bo jest dowodem jakiegoś upośledzenia naszych czasów, a mianowicie paniczne wręcz unikanie tematu śmierci. To jakaś patologia, aktualnie widoczna po śmierci Ani Przybylskiej.
Tak czekam i patrzę na reakcje tzw opinii publicznej na wypowiedzi osób, które znały Anię oraz jej bliskich. W czym rzecz? W zamykaniu ust tym ludziom. Nie rozumiem tego. Zmarła osoba mniej lub bardziej publiczna, zmarła po ciężkiej chorobie (znanej mi z boku, bo moja babcia zmarła na ten sam rodzaj raka). Ja wiem, przywykliśmy, że znani popełniają samobójstwo, albo umierają dopiero w tzw słusznym wieku. Ale zawsze, gdy ktoś umiera na raka, to reakcje są dla mnie dziwne, bo się błyskawicznie ucieka od tematu.
Po pierwsze, nie mam nic przeciwko temu, że ludzie z otoczenia Ani opowiadają o niej. I też o jej cierpieniu, o którym sama nie chciała mówić. Rozumiem ich, bo to też terapia dla nich. Nie robią tym nikomu krzywdy, a w jakiś sposób oswajają powstałe poczucie tzw. niesprawiedliwości losu. Dobrze, niech mówią. Niech powstanie biografia, niech pamięć  o tej młodej dziewczynie nie wygaśnie.
Strasznie mi się nie podoba, że ludzi, którzy mówią o niej (łącznie z lekarzem i księdzem oraz mamą) nazywa się hienami. To parszywe. To, że Ania sama  o tym nie rozmawiała z mediami nie wyklucza tego, że publiczne wyznanie pomaga jej bliskim i znajomym. Nie widzę nic złego we wspomnieniach.
Myślę, że tym, którzy zostali należy się zrozumienie i rozmowa. A tym, którzy odeszli, pamięć.
I doskonale rozumiem tych, którzy zostali, bo wiem, jaki wewnętrzny krzyk zostaje w człowieku. Niektórzy z nas trzymają go w sobie, bądź wypłakują wyłącznie w samotności, ale jeśli komuś pomaga wyrzucenie tego z siebie, to należy takim ludziom dać się wypowiedzieć.
Cholera, te czasy bywają tak porąbane, że naprawdę czasami aż przykro.

Pamiętajmy, rozmawiajmy, wspominajmy. Śmierć jest ostatnim elementem życia. Emocje, które jej towarzyszą również. Trzeba je  przeżyć i przyjmować ze zrozumieniem.

Stawiając świeczki na grobach nie zapominajmy, że gdy zejdą najgorsze emocje pamięć w nas jest najważniejsza. Nigdy w nikim jej nie potępiajmy.