23.10.14

Wdzięczność rulez

Wstajesz z fotela, poprawiasz warkocz, ocierasz łzy i szukasz wyjścia.
Z pokoju.

I nie tylko. 

Co jakiś czas, na szczęście bardzo, bardzo rzadko, zdarza się, że się totalnie rozsypuję. Przyczyny nie są tutaj ważne, bo nie chodzi o to, żeby je teraz z czymś porównywać. Oczywiście, że zawsze jakieś są i to takie, które po prostu przerastają i nigdy nie są pozytywne. Życie. Istotą rzeczy jest, że gdy ten czas nadchodzi, to ja się totalnie wycofuję. Kulę się w sobie i chowam. Resztkami sił, które sytuacja ze mnie wyssała, wyciągam rękę po pomoc. I wtedy zawsze ktoś jest obok, albo ktoś taki pojawia się nie wiadomo skąd, ale dokładnie na czas. Pomoże szukać wyjść, bo najgorsze jest to, że są momenty, że samej już po prostu i zwyczajnie nie mam siły.

Kolejny taki mocny zakręt mam już prawie całkiem za sobą.  Zaczął się wiosną, a potem lawinowo uderzył mocno pod koniec sierpnia, przeczołgał mnie przez wrzesień (gdy tak bardzo cieszyłam się spotkaniem z rodziną) i prawie cały październik (który częściowo spędziłam już w szpitalu i na L4). Wiem, że gdybym nie miała wtedy obok tak kochanych i dobrych ludzi, wyrozumiałych i cierpliwych, uśmiechniętych! i troskliwych, to nie wiem, co by było. Ale na pewno nie pisałabym z takim spokojem tej notki.

Dziś jestem znowu pełna nadziei i spokoju. Ufam, że to mija, bo tak też czuję. Pierwszy raz od dawna.
Czemu ten tekst? I po kiego grzyba piszę o tym?





Bo lubimy sobie myśleć, że jesteśmy tacy dzielni i fantastyczni i silni i samowystarczalni. I takimi siebie przedstawiać. Szczerze? To półprawda  współczesnego świata. Zawsze, zawsze zależymy w jakiś sposób od innych a inni od nas. To jest istota życia w społeczeństwie. Każde nasze poczynanie związane jest z innymi. I wzajemnie.


Ja dziś jestem pełna wdzięczności wszystkim, którzy są ze mną i obok, nie tylko, gdy jest mi dobrze, ale szczególnie wtedy, gdy jest mi źle. W życiu prywatnym i zawodowym  naprawdę mam niesamowite szczęście do ludzi. Za to wspaniałe wsparcie dziękuję z całego serducha sporej grupie osób, które tego i tak nie przeczytają, ale wiedzą, bo im to powiedziałam też prosto w oczy. Oczywiście tym, którzy moje wycofanie szanują i nie zbliżają się do mnie też dziękuję, bo nie ma nic gorszego niż sztuczne współczucie, albo pocieszanie, gdy się go w ogóle nie chce  Są ludzie, z którymi chcę mieć kontakt wyłącznie, gdy mi dobrze, bo tak naprawdę ja też nie znoszę o tym rozmawiać, że coś jest nie tak. Na pewno nie ze wszystkimi. Ale to normalne.  Dobrze, że tak jest i może być. 

W między czasie miałam też kolejną rocznicę ślubu. M. jest facetem, który w moich oczach przede wszystkim cudnym przyjacielem, bo naprawdę nie jest sztuką być blisko, gdy jest dobrze, ale być wsparciem i to takim 100%, gdy ktoś tego naprawdę potrzebuje. M. mi to daje.  i to z tym cudownym uśmiechem i spojrzeniem błękitnych oczu, w których niezmiennie jestem zakochana.

Dziś pierwszy raz czuję się dobrze i wróciła mi nadzieja.
Dzięki ludziom.
Za każdym powodzeniem, za każdym sukcesem, za każdą wygraną stoi sztab ludzi. Pamiętajmy o tym. Nieważne, czy to nasz sukces, w czymkolwiek, czy jesteśmy w sztabie, bo zamienność tych miejsc jest niewątpliwa.

po raz kolejny dziękuję. 
życie idzie dalej slowly