13.3.14

Prawo dzielenia

Internet nie przestanie zadziwiać, prawda? Szczególnie w kwestii podejścia do praw autorskich, bo prawo nie ogarnia tej kuwety. Kwestie pozostawione ludziom doprowadzają do takich sytuacji jak ta: blogerki, która umieściła zdjęcie Miłosza. (UPDATE: notka została usunięta, co w sumie też jest bez sensu, ale ok. Wystarczyło przecież dodać update, że sprawa tak i tak się rozwiązała, ale to nie zmienia faktu, że takie kwiatki co jakiś czas wyrastają)



I teraz ciekawostka. Pokażę drugą stronę medalu. Portale społecznościowe. Kojarzysz, g+, fb, twitter, pinterest, instagram itd. Dobra, itd się nie liczą. Na portalach zobaczysz (duża różnica, bo znaleźć to tam się nie da nic, tam się trafia) wszystko. Wszystko. To się nazywa potocznie - szerowanie, czyli share, czy dzielenie się.
Czy ktokolwiek kiedykolwiek miał z tym problem? Zna ktoś taki przypadek? Hm? Ktokolwiek? Nie.

Dobrze, proszę szanownego internetu, to przejdę do meritum, bo skoro wstałam w środku nocy o 6:38, zrobiłam sobie kawę i kanapki, tylko po to, żeby o tym napisać, to o coś oczywiście chodzi. Także drogi internecie, chciałabym oznajmić, że jeśli coś znajduję i umieszczam to na blogu, to wyłącznie podaję dalej. 





Nie przywłaszczam tego, nie wieszam sobie na ścianie w dużym pokoju (chcielibyście, każdy by chciał, żeby jego dzieło wisiało na ścianach pod strzechami i w muzeach), nie, u mnie nie będzie, bo u mnie na ścianach wiszą zdjęcia mojego autorstwa.
Więc drogi autorze czegokolwiek, jak wpuszczasz coś do internetu, to to po prostu oznacz, że to twoje, bo jeśli ktoś zechce łaskawie to wykorzystać na fb czy na blogu, to właśnie daje ci wyraz uznania a nie okrada cię. Ogarnij się. A jeśli ci się ten fakt nie podoba, to napisz do niego na priva, żeby usunął zdjęcie, które jest twojego autorstwa (fajnie, jak jeszcze to udokumentujesz, bo że "to moje", to może sobie każdy napisać), albo żeby dodał autora.
Wkurza mnie, że sprawy są załatwiane w ten sposób, jak w powyższym przykładzie, bo robienie z blogerów złodziei jest jakąś dziwną i irytującą praktyką.
Blogosfera, social media, są jednym wielkim szerem. Jedni dzielą się swoją twórczością, inni przy tym czyjąś, ale dopóki ktoś nie pisze, że coś jest jego, jeśli tak nie jest, to gdzie problem?

Przez lata bytności w necie parę razy zaliczyłam sytuację, gdy ktoś kopiował całe dialogi z mojego drugiego bloga i umieszczał je na swoim blogu, który był właściwie kopią mojego, pod nikiem tej drugiej osoby. Szok. Ale to jest internet. Oczywiście zrobiłam to, co uważałam, za słuszne, czyli poprosiłam administratorów o usunięcie tamtego bloga (kiedyś mało kto wrzucał dane kontaktowe na blogu). Innym razem trafiałam na całe "przedruki", ale z adresem do mojego źródła. I to było ok. Tylko się uśmiechnęłam, bo to jest właśnie szerowanie.

Teraz, na tym blogu, zdarza się, że poruszam jakiś temat w swój sposób (jak stworzenie historii #selfie w odniesieniu do sztuki i malarstwa). I co się stało? Kilka osób stworzyło notki oparte o dokładnie tę ideę, jak o własną. Inspiracja + parę słów od siebie. Internet.
{SZTUKA - powiedziałaby Lis]
Cena umieszczania autorskich pomysłów w otwartym miejscu. Ale liczę się z tym i interweniuję jedynie, gdy ktoś wykorzystuje moje słowa bez cytatu.

Tak na marginesie, kiedyś miałam z tym problem, że niektórym zdarza się budować całe teksty o moje i zapytałam znajomego blogera, który ma to chyba na co dzień, co z tym zrobić, czy wchodzić w jakieś dyskusje i co on robi. Odpowiedział - Zostawiam to. Oni są mali. 
Działa. 
Ale on to tak właśnie potrafi jednym zdaniem... No nic. 

Gdy tylko wiem, co mnie zainspirowało do np. jakiegoś tekstu, to o tym po prostu piszę, nic nie tracę, serio, a jeszcze dzielę się. WOW. Jeśli jakieś zdjęcie ma oznaczenie autora, to super, chociaż... ostatnio odechciało mi się umieszczania zdjęć innych niż moje  i pozostać tylko przy sztuce i obrazach albo fotografiach artystów znanych i cenionych, bo ten ból dupy za umieszczanie jest strasznie słaby. Jeszcze nie wiem, co z tym zrobię.

Na dziś ważniejsze jest dla mnie, że piszę, dzielę się i tworzę w zgodzie z sobą. I kurde, jakby mi ktoś powiedział, że go okradłam, to bym odbiła piłeczkę o zniesławienie. I wielka prośba do prawników - jak trafia do was taka sprawa, dobrze wiecie, że tu są różne sposoby załatwienia jej i bądźcie trochę ludzcy i odsyłajcie klientów do zdrowego rozsądku i ew. mediacji. Doskonale wiem, że zwaśnieni ludzie, to wasz chleb, ale blogosfera to... poznajcie ją, to się przekonacie :-)


Szanuję prawa innych, nie dam się jednak zwariować absurdami. Ilu blogerów, tyle odczuć.

Kiedyś rozmawiałam też z jedną znajomą młodziutką blogerką i bardzo to w niej doceniłam, że dla niej też jest ważne, to co dla mnie - żeby pisać swoim stylem, bo sposób myślenia też jest rozpoznawalny.
Nie każdy ma tego świadomość, ale tak właśnie jest.

Wiem jedno, tak przynajmniej czuję - ci prawdziwi twórcy nie robią awantur o to, że jakiś bloger propaguje ich twórczość, a to, że ktoś podbiera cały pomysł, czyjeś zdanie i podaje jako swoje, to hm, no on z tym musi żyć.
A w przedmiocie notki ze wstępu, ciekawe, co na to powiedziałby sam Miłosz, którego wizerunek w końcu na zdjęciu widnieje.

Powiązane i trochę inna strona medalu:
http://slowlife-by-marzena.blogspot.com/search?q=prawa+autorskie


Pora zacząć dzień.
I ludzie, dbajcie o blogosferę. To naprawdę perełka internetu i jeśli ktoś jest nieuczciwy, to i tak wcześniej czy później zniknie, a jeśli jednak został niesłusznie, albo przesadnie o coś posądzony, to wypada po prostu poszukać rozwiązań, które dadzą najlepszy z możliwych efekt - obopólną wygraną.  .
Prawnik, który będzie też dobrym mediatorem, również na tym wygra. Dobrą opinię. Może niech jakiś prawnik założy bloga i objaśnia blogosferze meandry?  Warto o tym pomyśleć.


W skrócie: więcej współpracy, mniej zwalczania. Ludzie, rozmawiajcie.
Serio, serio.




A, ważna sprawa, odnośnie banków darmowych zdjęć serdecznie polecam notkę http://www.zombiesamurai.pl/2014/03/dokawy-poniedzialek-10-marca/  i link do kolejnej notki o prawach cc i bankach zdjęć. Ja w niektórych z nich po prostu zatopiłam się na długie minuty i pewnie będę się posiłkować nie raz.