27.3.14

Małe przyjemności, czyli mniej a lepiej

Ostatnio w sieci propagowany jest trend małych przyjemności. Kupić sobie coś za 5, 10, 20 zł i się tym cieszyć.


Wyjdę na snoba, ale zupełnie niesłusznie, ponieważ w takim obliczu, jakie widzę, to ten trend jest propagowaniem radości z tandety. Przykro mi, że nazywam rzecz po imieniu.

piękny.  http://onforb.es/1m51Byb


Nie ucz się cieszenia z tandety, bo ci tak zostanie.

Co proponuję w zamian?
Owszem, sprawiaj sobie drobne przyjemności, ale przyjmij zasadę, że to będzie zawsze najlepszej, dostępnej jakości. Jeśli chcesz przeznaczyć na przyjemność 10-20zł, to niech to będzie np. idealna pralina. Szt 1., albo dobra kawa w kawiarni, albo dobra herbata. Cokolwiek, co ma dobrą jakość (i smak). Czym się podelektujesz. 
I naucz się tego szukać. We wszystkim. W tym, co robisz, czego chcesz, czym się otaczasz. 
Mniej, a lepiej.

(Modne jest powiedzenie, mniej znaczy więcej, co nie brzmi logicznie, ale za to poetycko, za to wolę proste: mniej, a lepiej)*





Jeśli chodzi jednak  o rzeczy, które mają ci sprawiać przyjemność, to mierz zawsze najwyżej. Jeśli nie możesz mieć czegoś najlepszego, to sobie daruj. Poczekaj. Miej cel.
Pisałam kiedyś o bransoletce Tiffany (ten wątek przewija się przez mojego bloga czasami) i zrządzeniem losu dostałam taką bransoletkę. Mam. Kocham ją czasami założyć, bo jest to ten rodzaj biżuterii, który właściwie robi całość. Prosta sukienka, obcasy, kok. Tiffany. Tusz i kreska na oku. Dziękuję. Done.

Ostatnio M. zaczął marudzić o zegarku. Zaczęłam się rozglądać, żeby kupić mu na prezent.


różne kolory śrubek...

http://www.watchmundi.com/2013/01/31/arnold-son-instrument-collection/
Kiedyś miałam w dłoniach zegarek takiej jakości. Oglądałam go chyba z godzinę. Precyzja wykonania, jakość materiałów, dopracowanie detali... Zachwycające.


Znalazłam na g+: arnold&son - polecam, bo strona jest zrobiona pięknie. Wyjątkowy katalog i pięknie opisana historia marki i filozofia. Robi wrażenie.
(jak zobaczyłam ceny, to głębiej usiadłam w fotelu od efektu WOW, chociaż przecież to nie jest i tak jeszcze najwyższa półka).
Może kupię mu w przyszłym tygodniu... i dam z komentarzem - mały drobiazg dla Ciebie, kochanie ;-)
(Rozmarzyłam się)


Powiem szczerze, że życie mnie nauczyło, że albo mieć coś naprawdę dobrego, albo dać sobie spokój, bo radość z tandety jest krótsza niż czas rozpakowywania. A potem to zalega po szufladach i szafkach i się tego z żalem (nie)pozbywamy. Ja akurat pozbywałam i pozbywam (bo już nie nabywam od lat, ale od lat pozbywam, przy każdych porządkach), ale wiele osób ma tego całe szuflady. Wiem, wiem. Bo żal się rozstać, bo jednak jest, a może się przyda. Mhm. Jak te 20 telefonów komórkowych sprzed 10 lat, które niektórzy dziś trzymają... z sentymentu. Litości. To złom. Nauczmy się nazywać rzeczy po imieniu. 

Jak widzę zegarki elektroniczne, nawet nowej generacji, ba, najnowszej, to pozostaną gadżetem, zabawką na jeden sezon. Pewnie, że robią wrażenie, bo mnie elektronika nie pozostawi obojętną, ale to nadal gadżety :-)
Objaśniam i przypominam: zegarek to są te mechanizmy, ten cały kunszt jego wnętrza. Elektronika to tylko zamiennik. Jak dobry by nie był. Zegarek to zegarek. Zegarek elektroniczny jest jak lalka dmuchana, jako substytut kobiety.

Co jest dowodem jakości? Że przedmiot nie traci wartości, a wręcz przeciwnie. Szlachetnieje. 
Wszystko w temacie.

Więc jeśli robić sobie przyjemności, to niech mają one smak perfekcji.
Jak to mawia moja ciocia: nie stać mnie na złą jakość. 
I też to kiedyś zrozumiałam.  Wolę mieć mniej, ale czegoś dobrego.


Także popieram jak najbardziej ideę robienia sobie małych przyjemności, ale nie jako kupowania czegoś, co jest po prostu tandetne, ale tanie. Nie ucz się, że przyjemnością jest nabycie czegokolwiek, za kwotę jaką masz w portfelu, bo to prosta droga do zakupoholizmu i czyszczenia koszy z przecenami w sklepie "wszystko po 5 zł".  

Warto szanować swoje pieniądze i być wybrednym w poszukiwaniu źródeł przyjemności.

Mniej, a lepsze. 


 *Jeszcze jednym takim nielogicznym zwrotem jest "Jeśli marnowanie czasu sprawia ci przyjemność, to nie jest to czas zmarnowany". 
Podobno powiedział to Lenon, ale nie mam pewności. Tak czy inaczej, jest to logicznie bez sensu, ale właśnie też poetycko ładne. 
I tyle.
Hm. Czemu się czepiam? Są estetycy w zakresie ortografii, literówek, kolorów, form, kształtów, a ja w największej mierze jestem przeczulona na logikę bądź jej brak. Jest tego tak strasznie dużo, że mogłabym założyć osobnego bloga tylko po to, żeby wytykać błędy logiczne w różnych tekstach.
I może to kiedyś zrobię. Kto wie? ;-)