14.2.15

Z zawiązanymi oczami


Przyznam, że nie przeczytałam żadnej z części "50 twarzy Greya". Fragmenty, na które trafiłam, były wybitnie niefortunne i mnie zniechęciły. Dlaczego? Bo były mdłe. Chociaż rozumiem też, że dobre, doskonałe opisywanie seksu, albo raczej zbudowanie napięcia w odbiorcy, jest arcytrudne, dlatego nie mam zamiaru zbytnio krytykować tej serii, bo ma ona w sobie coś o wiele ważniejszego, czego nie dostrzegłam w książce, ale co pokazał film. 

Właściwie czysty przypadek sprawił, że poszłam na ten film z M. 


idealny układ miejsc dla 2 osób na film "50 twarzy Greya" . Błąd systemu, który od razu mnie uśmiechnął.


Polubiłam ten film za to, że "poznaję" bohaterów, czego przyznam, nie próbowałam nawet zrobić przy książce (Czy nadrobię? Zobaczę. Całkiem bardzo możliwe).
Nie dowiaduję się o nich nic ponad to, co powinnam wiedzieć, w tak krótkim czasie. Lubię nie wiedzieć wszystkiego. Masa niewiadomych jest bardzo realna. Może to powodować swego rodzaju poczucie spłycenia, ale przyznam, że dla mnie to zupełnie normalne postępowanie.

Oboje są na swój sposób wycofani, ale to wycofanie, które jest idealne. Wycofanie, które zbliża tylko wtedy i na tyle, na ile ma, bez świadków i w dyskrecji. Wątek seksu, pokazany w słusznym tempie (Sam seks? Rany, mnie przechodził momentami dreszcz, bo niektóre ujęcia były świetne). Film fokusuje idealnie to, co należy, bo tak to działa, że wszystko w swoim czasie. Wszystko ma swój czas i miejsce. Wszystko. Pomieszanie kolejności zepsuje niejedne puzzle. Tu wszystko się układa z czasem na przemyślenie włącznie i z tą idealną dyskrecją i brakiem przegadania.

W gruncie rzeczy, w życiu, najlepiej gdy słowa są dopełnieniem,  a nie wypełnieniem. 

Cenię to, że nie jest to kolejna sztampowa komedia romantyczna (które też kocham), ale film o relacjach, o rodzeniu się relacji. Bez cukru i czekoladek.

Gdy wychodziliśmy z kina słyszałam głosy kobiet "Oburzające", "Beznadziejne, powinnam była wyjść w połowie". Nie rozumiem tego. Nie muszę.

Ja wyszłam zaczarowana i chętnie do niego wrócę i czekam na drugą część. Bardzo się cieszę, że pojawił się ten przypadek, który sprawił, że większą część film trzymałam głowę na ramieniu M. To były najlepsze prawalentynki od wieków.
PS. Obsada? Ciężko o lepszą. 

Coś jeszcze... Kobieta powinna zostawić w sobie na zawsze coś dziewiczego. Gdy się poczuje, że się dotknęło i przeżyło już wszystko, że nic już nas nie zarumieni, to jest to mentalna starość. 
Dlatego tak kocham pierwsze razy, we wszystkim i mam nadzieje, że będzie tak do końca.


Walentynki to na pewno doskonały dzień na wyjście do kina na ten film ;-)