7.2.15

35/40 pielęgnacja dojrzewającej twarzy, czyli jak ją kochać

Wróciłam podekscytowana z bieżni i naładowana energią podzielę się dziś moją "kosmetyczką". A co tam :-) 

Co lubi skóra twarzy kobiety koło 40tki? Moja lubi dopieszczenie, nawilżenie, masowanie, głaskanie, całowanie i witaminę E, bo całą resztę dostarczam jej jedzeniem i suplementami.

Zapraszam.



Na początku pokażę ulubione i sprawdzone kosmetyki, dopóki nie stwierdzę znowu, że pora na zmiany, a jak już wspomniałam, kosmetyki pielęgnacyjne mam w zdecydowanej większości po 1 rodzaju, aż do zużycia (ew. wyrzucenia, jeśli mi nie służy, ale to się na szczęście rzadko zdarza).  

Koszty? Owszem, są kosmetyki, które muszą kosztować, bo ich jakość tego wymaga - jak perfumy. Nie ma czegoś takiego, jak tanie i dobre perfumy. Na tym właściwie się kończy lista wyjątków. Cała reszta kosmetyków, również tych luksusowych, to gąszcz marketingu i jakości oraz tego co najważniejsze - dopasowania do naszych potrzeb. Naprawdę nie ma uniwersalnej reguły. Poniżej pokazane kosmetyki kosztują w granicach 10-20zł.

Lawirowanie pomiędzy różnymi produktami, różnych producentów jest grą samą w sobie, a cel i tak jest jeden: zrobić dobrze naszej skórze.

Utrudnienie - Ja niechętnie tracę czas na zakup kosmetyków i ubrań, dlatego idąc do sklepu lubię widzieć, czego mniej więcej szukam i jakie ma mieć właściwości. Nie ukrywam, że kiedyś, kiedyś kierowałam się też ceną i wybierałam np. produkty dostępne tylko w aptekach, bo naiwnie wierzyłam, że muszą być dobre, ale... podrażniały mi skórę, dlatego przeszłam "na klucz" składników, a nie marki i trzymam się go od lat. Każda z nas potrzebuje czegoś innego i nawet nie można się na ślepo kierować całą linią jednej marki, bo jej produkty też mogą nam różnie służyć. Nie ma jednej słusznej zasady i to też wiemy wszystkie, dlatego ciągle szukamy.

Nie ma też sensu kierować się zasadą, że jeden kosmetyk na wieki, bo i skóra się przyzwyczaja, zmienia i producenci niejednokrotnie po prostu zmieniają składniki, albo wycofują kosmetyki, które sobie upatrujemy i trzeba szukać dalej. Słyszałam legendy o tym, że "moja mama całe życie tylko kremu nivea używa i wygląda świetnie" i ok, bo też go czasami używam, ale raczej porozmawiałabym o pozostałych kosmetykach i diecie takiej mamy ;-)

Do tego, jeśli zarządzając budżetem postanawiamy nie wydawać na kosmetyki "więcej niż", jak ja, bo wolę przeznaczać te środki na inne cele, albo po prostu nie mam w danym okresie na takie wydatki, to tym bardziej szukam tego, co jednocześnie będzie mi służyć. Pewnie, że nie każdą z nas stać dziś, albo czasami, albo w ogóle na SPA, kosmetyczki i zabiegi profesjonalne, ale wiem, że pielęgnacja domowa jest równie ważna, jak nie ważniejsza - bo codzienna. Czemu o tym nie piszę częściej? Nie ma potrzeby. Nie mam aż tylu kosmetyków, żeby robić z tego jakiś osobny dział, ale czasami przecież coś jednak opisuję, coś tam się zdarza.

Czemu teraz? Bo kobiety koło 40tki często nie mają czasu się nad tym zastanawiać i zapominają, że nasza cera potrzebuje z wiekiem jeszcze więcej miłości ;-)

No dobrze. Do rzeczy.

Na zdjęciu powyżej kosmetyki, których używam od kilku tygodni i jeśli jesteś koło 40tki, to spokojnie możesz je rozważyć. Mam typową, mieszaną cerę, ze strefą T, przy czym części suche, są naprawdę suche (skóra z wiekiem staje się coraz cieńsza), a tłuste bez zmian. Kosmetyki dla mnie muszą równoważyć to i działać odpowiednio na każą partię twarzy, a do tego nawilżać, napinać i kochać mnie razem ze mną ;-)

Jedziemy.

1. AA 30+ HIAL+ collagen. Płyn micelarny. Dobrze zmywa makijaż, ale zostawia cienki film, który daje lekko "klejące" uczucie, dlatego zmywam po nim twarz tonikiem, przed nałożeniem kremu. Niemniej, co ważne, skóra jest po nim miękka, rozluźniona i wstępnie nawilżona. Przyjaciółka, rówieśnica, dała mi go na urodziny, czyli w lipcu (nie znoszę dostawać kosmetyków, ale ona ma oko, w końcu zna mnie całe życie i mamy podobną skórę). Trafiła. Właśnie mi się skończyło kolejne opakowanie (zdjęcie jest właśnie pustego pojemnika), dlatego dla odmiany sięgnęłam po Soraya dla cery dojrzałej.

2. SORAYA clinic clean, płyn micelarny - m.in. z ekstraktem z hibiskusa, bardzo dobrze usuwa makijaż i nie pozostawia żadnego filmu na skórze. jest lekki i spokojnie mogę po nim nakładać krem. Teraz ja będę mogła dać coś mojej przyjaciółce przy okazji ;-)

3. Ziaja - pasta do głębokiego oczyszczania twarzy i przeciw zaskórnikom, z ekstraktem z liści Manuka i zieloną glinką. Bardzo lubię tę pastę. Stosuję 1-2 x w tygodniu, pod prysznicem, gdy skóra jest już rozpulchniona ciepłem. Skóra twarzy robi się po niej naprawdę gładka.

4.1-4.3 Produkty marki własnej Rossmann "Rival de Loop"

4.1 roll-on z podkładem pod oczy - z szałwią muszkatową, kwasem hialuronowym i kofeiną z ekstraktem z kasztanowca oraz panthenolem. To co lubię w nim najbardziej, to kuleczka, którą masuję obszar pod oczami. Zastosowany fabrycznie fluid średnio kryje, ale jeśli i tak nie chcemy maski na twarzy i zmierzamy do naturalnego zminimalizowania cieni, to jest dobry. Pewnie nie zaszkodzi użyć  korektora. Ja nie używam, bo u mnie korektory podkreślają zmarszczki, o których nawet nie wiedziałam, bo moje szkła w okularach łaskawie wszystko powiększają, więc zmarszczki też. Więc nie używam korektorów.  Chcę usuwać cienie i podkrążenia innymi metodami.
Wg mnie ważna jest sama ta kuleczka i masaż, który nią aplikujemy. Jak niedawno pisałam, miałam naprawdę duży problem z workami pod oczami. Od paru tygodni stosuję masaże twarzy, krem nawilżający (niżej) + właśnie ten roll on. Nie jest jeszcze idealnie, ale przestałam się sama straszyć rano ;-)

4.2.  podkład z kwasem hialuronowym i kofeiną. Po nałożeniu trzeba dać mu chwilę odpocząć, potem utrzymuje się doskonale przez cały dzień, a właściwie aż do wieczora. Wystarczy lekko przyprószyć jasnym pudrem, wymodelować lekko poliki i jest dobrze. Cenię w tym też to, że nie gromadzi się w zmarszczkach i nie spływa z twarzy nawet w trakcie treningu.

4.3.  krem nawilżający na noc - z lubinem, lecytyną, witaminą E i olejem z pestek moreli. Pachnie bardzo, bardzo świeżo i błyskawicznie się wchłania, a wmasowywanie  go w twarz to przyjemność sama w sobie.

Bonus z innej beczki, ale musiałam: 
5. Mleczna odżywka do włosów Serical  - latem poleciła mi tę odżywkę fryzjerka. I jak ją nabyłam, tak kocham do dziś. Z odżywkami to jest przeważnie utrapienie, bo przy moich cienkich z natury, a gęstych i rozjaśnianych o jakieś 2 tony blond włosach, problem rozczesywania bywa męczący. Dlatego dobra odżywka  jest dla mnie kluczem, żeby mieć długie włosy. Większość odżywek przeciąża i przetłuszcza włosy. Nawet tych salonowych, bo drugiego dnia powinnam już myć głowę, a ja myję włosy co 2-3 dni, bo moja skóra głowy codziennego mycia nie lubi. Długi czas używałam salonowego szamponu Schwarzkopf i mimo kosztu ok 70zł za 250ml był wart swojej ceny i nie potrzebowałam przy nim odżywki. Niestety producent go wycofał i musiałam długo szukać, co właśnie potwierdziło, że nawet produkty tego samego producenta czy z tej samej półki cenowej wcale nie muszą podobnie działać. Jeśli chodzi o szampony, wiem już, że oby był delikatny dla skóry. Po za tym po prostu ma myć, ale ważna jest odżywka i powyższa jest dla mnie zbawieniem. Albo raczej dla moich włosów. Właśnie mi się kończy (po pół roku) i wybierając się do fryzjerki znowu ją zamówię. Jest genialna dla cienkich, długich włosów. Nie obciąża, nie przetłuszcza, włosy się świetnie po niej rozczesują, są ładnie gładkie, ale nie "ulizane". Świetnie "odbijają" od skóry głowy. Co ważne: sama skóra głowy też ją lubi. Po prostu polecam.
Produkowana jest we Włoszech i ma przeznaczenie do salonów, ale pewnie można ją znaleźć w sieci, jak wszystko ;-)

i na koniec: 

6. Balsam do ust Tisane.
Główne składniki: oliwa z oliwek, olej rycynowy, wazelina, parafina, lanolina, miód, wyciąg z jeżówki (echinacea), wyciąg z melisy, wyciąg z ostropestu plamistego, witamina E, wosk pszczeli.
Skład mówi sam za siebie. Jest świetny.


A.... i jeszcze jedno:

Dla mnie zmywanie i nakładanie makijażu czy kremu, to minirytuał (do 10-15 min). Od dość niedawna, ale przyznam, że zauważyłam, że skóra lubi być traktowana z czułością i wręcz rozpieszczeniem. No bawiło mnie to kiedyś, ale cóż.. Poddaję się, bo to działa ;-)
Więc zmywając makijaż skupiam się na tym, głaszczę twarz wacikiem i rozluźniam mięśnie.

Do wcierania kremu stosuję też często masaż twarzy. Procedery te stosuję więc od niedawna, może kilka tygodni, ale widzę zmiany w napięciu skóry i jakości nawilżenia. Dbanie o skórę 2x dziennie naprawdę daje efekty. Może to dziwne, że odkryłam to jako prawie 40tka, ale też dlatego o tym piszę, bo często o tym po prostu nie wiemy, albo zapominamy.

Zatrzymujmy zegar na ten czas, gdy dbamy o siebie.
To naprawdę ma sens, bo poczucie satysfakcji jest BEZCENNE :-)


Jeśli chodzi o męską twarz, to mój mąż uznaje jedynie kosmetyki pielęgnacyjne marki TOŁPA.  Wyczerpuje tym temat :-)