10.5.11

Zwolnij

Jedną z głównych idei slow life jest hasło "mniej znaczy więcej". Co to znaczy? Znaczy to tyle, że bierzemy z życia wszystko co najważniejsze dla nas, a nie "co los przyniesie". Nie szarpiemy się sami ze sobą próbując złapać wiele srok za ogon, dokonujemy świadomych wyborów. Idea slow life ma na celu, najkrócej mówiąc, nauczyć nas żyć zgodnie z naszymi marzeniami, możliwościami i przede wszystkich bez frustracji.
Komu nie zdarza się mieć wrażenia czasu przelatującego przez palce? Kto nie jest w stanie wymienić, co robił w ciągu dnia, albo wczoraj? Kto nie wie co jadł na śniadanie i JAK to smakowało? Kto nie pamięta dokładnie o czym rozmawiał wczoraj z przyjaciółką? O czym myślał przed zaśnięciem? Co poczuł po przebudzeniu? Jaka dziś była pogoda? Gdy się przyjrzeć mechaniczności naszego życia, powierzchowności, to się można przestraszyć :)

Żyje się za bardzo od-do i z potwornymi przeskokami, licząc na to, że to się samo zmieni. Praca, dom, jakieś zajęcia, wszystko dzieje się jak w zaprogramowanej grze, ale często mimo wszystko w niedoczasie. Przelatujące dni oparte o rozmowy na temat zakupów, planów, kredytów, kafelek, projektu domu, rozmowie z doradcą podatkowym, naprawa samochodu, wybór przedszkola dla dziecka, miejsce spędzenia wakacji, praca, praca, praca, może czasami odrobina rozrywki. Spotkania towarzyskie oparte o rozmowy o interesach, cenie paliwa, zmianach w branży i u wspólnych znajomych. Czasami się zastanawiam, skąd w ludziach tyle frustracji dopiero slow life to tłumaczy (nie całkowicie, ale w dużej mierze). Ludzie często nie znoszą swojego życia. Zapychają je sprawami do załatwienia. Błogosławione "nie mam czasu", "kiedy ja to załatwię". Życie to ciągłe załatwianie. Aż człowiek padał wykończony do łóżka i równie zmęczony się budzi. Ale to można zmienić.
...

Parę lat temu powiedziałam sama sobie "zwolnij". Powiedział mi to organizm na wiele sposobów, w tym przez mięśnie spięte od stresu i niekończące się pasmo chorób, które jak się okazuje są często po prostu sygnałem, że już dawno przekroczyliśmy granice własnych możliwości. Życie w pośpiechu, byle jakie jedzenie, brak czasu dla siebie i swojego organizmu. Poszarpany czas, milionem spraw.
Zwolnij. Człowieku wyluzuj. Co z tego masz? Dla siebie? Nie jeden powie "Satysfakcję. Realizacja celów jest ważna i daje zadowolenie". Jasne. Tylko co to za cele? Co z tego masz dla siebie? SIEBIE. Nie materialnie. Nie dla wszystkich innych. Nie dla ego. Dla siebie. Dlaczego skoro daje Ci to satysfakcję, to ciągle lecisz do przodu podpierając się brodą? Połóż się. Odpocznij. Nie masz czasu? Jasne. Trzeba jeszcze tyle zrobić. Załatwić. Dziś te słowo kojarzy mi się często z załatwieniem, samej siebie. Gdy realizuję resztkami sił, bez cienia ochoty kolejną rzecz.
Czy przestało mi na czymkolwiek zależeć? Czy przestałam mieć plany? Marzenia? Ambicje? Czy to emocjonalna emerytura?
Absolutnie nie. Po prostu uczę się bardzo, bardzo świadomie dokonywać wyborów, co i kiedy robię. I pytam samą siebie często, co się stanie jak tego nie zrobię, a zamiast tego wybiorę coś innego? Często  okazuje się, że zmiana była dobrą decyzją. Przekonałam się niejednokrotnie, że rzeczy, sprawy, lubią się same załatwiać. Trzeba dać im szansę :) Perfekcjonizm? Wcale się nie wyklucza z ideą slow life. Ba, staje się jeszcze bardziej precyzyjny, bo możemy więcej czasu i dokładniej poświęcić jednej sprawie.

Slow life, oznacza też "tu i teraz". Bardzo, ale to bardzo cenię sobie tę zasadę i przyznaję, że z nią miewam najwięcej problemów. Ciężko jest się wybić z myślenia o tym co będzie za chwilę, jutro, potem, co było wcześniej. Oczywiście ta filozofia nie jest nowością. W ogóle nic w slow life nie jest tak naprawdę nowością, ale jest to za to doskonała kompilacja tego co najlepsze w różnych stylach. Slow life nic nie wyklucza. Pomaga wszystko uporządkować dodając temu jeszcze fajną filozofię. I to co w nim cenię, to też właśnie celebrowanie chwili, co mi bardzo pasuje, bo od dawien dawna np. wolno (w porównaniu z innymi) jem. Nie potrafię już łykać nieprzegryzionego jedzenia. Doskonale wyczuwam smaki, co ma swoje plusy i minusy, ale np. bardzo wielu dań nie zjem, bo po prostu stają mi na języku zabijając kubki smakowe. Od dawien dawna tak mam, ale od kiedy jem wolno, to potrafię sama sobie powiedzieć jak co smakuje. Największym plusem tego jest np. moja miłość do gotowania, która narodziła się dopiero, gdy zmieniłam sposób jedzenia. Gdy zaczęłam przykładać uwagę do tego, co jem. Pokochałam gotowanie, pokochałam czuć smak (a nie przełykać w pośpiechu). Pokochałam alchemię gotowania. Polubiłam prace domowe. Przestałam myśleć, że to stracony czas. Zrozumiałam, że nic nie sprawia mi takiej przyjemności w codzienności, jak spędzanie czasu w domu, który jest domem. Zadbanym, zamieszkanym, w którym czuje się fajną energię. I nie chodzi też o przesiadywanie całego czasu w domu, ale o to, że gdy już w nim jesteśmy, aby było nam naprawdę dobrze. Żeby się do niego chętnie wracało.
Młodość często to ignoruje. Zaniedbuje, uważając za nieważne. Wiem, bo też taka byłam. Z czasem, ze slow life, zrozumiałam, jak błędne jest to podejście. Bo to właśnie z domu wynosi się to co najlepsze. Z samodzielnie stworzonego tak samo, jak z tego rodzinnego. To jak żyjemy w swoich czterech ścianach przekłada się na wszystko inne. Slow life jest filozofią pozytywnie i zrównoważenie mądrego życia. Jeśli miałabym czegokolwiek żałować z okresu młodości, to jedynie braku tej świadomości. Bardzo młodo sama zdecydowałam o samodzielnym życiu i zamieszkałam sama (pomijając kwestie związków czy małżeństwa), ale gdybym mogła zacząć jeszcze raz, to chciałabym zdecydowanie mieć tę wiedzę, którą mam dziś. Nic to. Wszystko dalej jest przede mną ;)
 http://excluzive.pl/it/rower-to-jest-swiat/12065

Wiele osób widzi slow life jako filozofię nudną. Pozbawioną życia, działania, werwy. A nawet jeśli już się nad nią pochylą, to często przytakną, pokiwają głową i biegną dalej, bo nie mają czasu na zwolnienie.
Błąd. Albo raczej: ich wybór ;)

Można wszystko naprawdę doskonale połączyć. Slow life nie polega na zamianie we flegmatycznego niedojdę :) Właśnie potęguje potrzebę działania, tylko otwiera na nie inne możliwości. Slow life jest tym bardziej dla ludzi, którym się chce. Przede wszystkim mieć więcej radości, satysfakcji z życia. Z frustracją i niespełnieniem można dać sobie radę w najprzyjemniejszy sposób: po prostu nauczyć się brać z życia, to co najlepsze dla nas. Świat też na tym skorzysta.