Minimalizm u Tiffany'ego

Prostota. Minimalizm. Zawsze kojarzą mi się z najwyższą klasą, która ma jednak swoją cenę -dosłownie. I to taką klasą, której marki, nazwiska, nie są nawet rozpoznawalne na ulicy. Snobizm? Bynajmniej. Docenienie najwyższej jakości? Tak... Mimo posiadania wystarczających środków nie każdemu to jest dane. Jakość kosztuje, bo musi, bo jest rzadkim dobrem, jak dobra naturalne, ale świat handlu wiedząc o tym doskonale podpina pod tę regułę wszystko możliwe. No ale zasady gry w konsumenta, o których pisałam, obowiązują wszystkich. Pomijam i przechodzę do sedna. Dziś nurtuje mnie: Biżuteria.

 Czasami lubię poodwiedzać sklepy i pooglądać i poszukać, żeby sobie o czymś pomarzyć. Na szczęście dla mnie, bardzo bardzo rzadko coś takiego znajduję. Kolczyków  od wieków nie noszę, ponieważ jako dumna okularnica uważam, że oprawki i kolczyki to za dużo. Owszem, nie musi tak być, dla mnie u mnie jest. Rzadko od tego odchodzę. Pierścionków nie noszę od lat. Nawet obrączki. Może dlatego, że zawsze była trochę za duża i bałam się ją zgubić. Nie pamiętam :)  W weekend robiłam przegląd biżuterii. Poza obrączką i pierścionkiem zaręczynowym niewiele zachowałam, np. to, co ma dla mnie wartość sentymentalną. Albo prezenty, albo rękodzieło znajomych. No i pięknie :) Jednak jeśli mogłabym wybierać, bez ograniczenia finansowego, a strasznie czasami mi się marzy mieć coś naprawdę prostego i eleganckiego, to byłyby to dwa sklepy: Tiffany i Pandora. Naprawdę wystarczy kilka drobiazgów :-) Zakochana jestem w Pandorze, ale na takie coś nie zawsze ma się nastrój (to raczej marzenie tej małej dziewczynki we mnie, dorosła "ja" myśli o zupełnie czymś innym)

Od dawna marzy mi się biżuteria Tiffany. Niesamowita prostota, onieśmielająca precyzja wykonania i jakość samych metali. Bez nadęcia. Prosto, minimalistycznie.

 Na tyle delikatny wzór, że mało kto zauważy na materiale grawerkę. Bransoletka tak prosta, że prawie nudna? No cóż, dla mnie definiuje "po prostu idealna". Delikatna ozdoba, ale nie przyciągająca zbytniej uwagi. Jest tym, czym powinna być biżuteria. To samo dotyczy naszyjników i pozostałych ozdób. Mają być dodatkiem, uzupełnieniem. Dopełnieniem. Podobnie jak makijaż. Jakoś nigdy nie przemawiał do mnie osobiście sceniczny przesyt. On jest idealny na scenę. Nie bez powodu ikonami dobrego smaku i klasy są kobiety, które idą linią minimalistycznej prostoty. Bycie ikoną elegancji, a trendsetterką nadal idzie równolegle obok siebie. I się nie zastąpią, chociaż czasami się mijają. Trendy mijają, klasa się wyrabia. Dojrzewa. Ale to na marginesie. Teraz powzdycham w sklepie Tiffany. 

Komentarze

  1. no bo ma byc oprawa, a kto to slyszal, zeby rama przycmiewala obraz...

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Zapraszam do korzystania ze skrótu: ml76.pl