21.6.11

Gdańsk na gorąco

 Czasami lubię iść pospacerować po mieście, żeby się zresetować, przełączyć na odbiór i czystą percepcję mijanych miejsc. I przystanąć i powzdychać z uśmiechem. Aparat fotograficzny ma tę magiczną moc, że ludzie patrzą na mój uśmiech "do nie wiadomo czego" z pobłażaniem i czasami przystają, patrząc na co patrzę. Fajne chwile. Lubię takie samotne spacery.


Aż korciło żeby zdmuchnąć, ale to było dość duże poletko dmuchawców. To by mogło się dziwnie skończyć :)

Musiałam to zobaczyć, żeby naprawdę zrozumieć banał parkowania samochodem. Co zabawne, po obserwacji zawracania tego statku na Motławie, jakoś naprawdę łatwiej mi się parkuje samochodem. Tego mi było trzeba... :)
Bo ja kocham Gdańsk.
I jego historyczną...
architekturę.
Chyba wszyscy z mojego pokolenia czytali te same książki, ale jak zobaczyłam "Klechdy" to aż podskoczyłam... powstrzymałam się jednak przed zakupem. Kiedyś je jednak znowu znajdę.
Najsmutniejsze zdjęcie przyrody, jakie kiedykolwiek zrobiłam. Wg mojej wizji bączek(?) leciał z kwiatem i zatrzymał się, żeby odpocząć na dmuchawcu. I tak został. Nie znam się na roślinach i owadach, ale te zdjęcie jest dla mnie smutne. A może niesłusznie?