29.6.11

Progesteron



Lubię być kobietą. Właściwie kocham być kobietą. Nie potrafiłabym być mężczyzną. Byłabym strasznie nienaturalny facetem. W byciu kobietą kocham przede wszystkim wszystkie możliwości, jakie przede mną stoją. Cały arsenał narzędzi, którymi operuję prawie bezwiednie ale bezczelnie skutecznie. Jak chcę porządzić światem ubieram krótką spódniczkę, szpilki, zakładam bransoletkę, przesadzam z tuszem do rzęs i to wszystko. Cała reszta dzieje się automatycznie. Gdy nie chce mi się w żaden sposób wpływać na otoczenie, to nie robię nic. Nie wykonuję ani jednego gestu. I mam spokój. Zupełnie świadomie z tego rezygnując, ba, dając innym kobietom pole do popisu. Mamy moc. Mężczyzna musi bardzo, ale to bardzo się napracować i to głównie głową. Nie są w stanie ująć nas samym wyglądem. Zaintrygować pustką obrazka. Dla wielu z nas najbardziej seksowny i pociągający jest mózg. Opakowanie jest ważne, ale drugorzędnie. Koniecznie, ale jednak drugorzędnie. Nigdy nie wystarczy. Natomiast nam, kobietom naprawdę nie raz wystarczy właśnie odpowiedni wygląd, UŚMIECH, gest głową, mimika, żeby zrobiło się wszystkim raźniej. Słowami dopełniamy całości. Czasami też samym głosem. Zauważyłam nie raz, że mężczyźni bardzo łatwo gubią wątek, gdy się ich rozkojarzy chociażby tembrem głosu. To pocieszne, ale głosem można zrobić z wieloma wiele. Jak i mową ciała. Wzrokiem, za którym pójdą na zatracenie. Nie nadużywam tego, jedynie, gdy mam akurat na to dzień, tak samo jak spódniczki i szpilek. To trochę nie fair w stosunku do facetów, no ale uśmiechem nie zrobimy krzywdy nikomu, a co najwyżej poprawimy im nastrój w nieciekawy dzień. Sobie ich odwzajemnionym uśmiechem też :)  (Nigdy nie rozumiałam, czemu uśmiech odbierany jest przez niektórych jak flirt. Toż to po prostu uśmiech a nie zaproszenie do tańca godowego... :)

I sama uwielbiam, gdy się do mnie uśmiechają. To jeden z moich fetyszy. Oby był naturalny i niewymuszony. Jestem kolekcjonerką uśmiechów, śmiechu, żartów sytuacyjnych. Gdy życie puszcza do mnie oko. Wszystkiego, co nam wszystkim wzajemnie daje plusy do nastroju. Życie jest za krótkie, żeby się nie uśmiechać, nie rozmawiać (w sposób konstruktywny, dający energii, inspirujący), nie uprzyjemniać sobie wspólnie spędzanego czasu. Tego, co nam psuje nastrój jest wystarczająco dużo. Nie można pozwalać na przewagę. Dlatego uśmiechem najprościej to niwelować. Banalnie prawdziwe. A jeśli ktoś ma problem z tym również, to cóż, to już jego problem. Malkontentom mówię, "nie". Nie poddaję się idiotycznym, zaściankowym marudom. A co dziwne, to są przeważnie ludzie, którzy wracając z urlopu zagranią egzaltują się otwartością ludzi, łatwością nawiązywania kontaktów, wymianą pozdrowień, uśmiechów mijanym ludziom, sąsiadom ze stolika obok, z leżaka obok na plaży i z sąsiedniego stolika przy hotelowym śniadaniu. Och jacy wszyscy są otwarci i naturalni... a jak wracają do domów, to wracają również do swego narzekania na ludzi wokół. Ale sami się nie uśmiechną do nich, bo przecież po co.

Nic tylko  odziać się w kobiecość i z nutą infantylności pokazać im na czym polega cieszenie się chwilą, niekoniecznie na urlopie w Grecji. Mężczyźni w gruncie rzeczy też często za tym tęsknią. Tylko tak samo łatwo zapominają w swoim zabieganiu. Uzyskanie odwzajemnionego uśmiechu, rozpogodzenie ich twarzy bywa bezcenne. Dla nas. Dla nich też. Co by nie mówić, ale to akurat my, kobiety mamy dar rozpogodzenia otoczenia. Niewiele z nas go wykorzystuje. A szkoda. (Pewnie ta moda na bycie poważnie poważną determinuje tą posępność, no to powodzenia z takim podejściem. Tylko od tego robią się paskudne zmarszczki. Wystarczy popatrzeć na kobiety pogodne, naturalnie kobiece i zadowolone z siebie... One wyglądają jakby zapomniały się zestarzeć. Ale to dzięki podejściu i uśmiechowi, mają tak piękne twarze. Nie dzięki sztucznej charakteryzacji). I potrafią być bezwstydnie kobiecie, kokieteryjne, uwodzicielskie i apetyczne. Bez względu na wiek. Nie widzę powodu, dlaczego się im zazdrości (pomijam zawiść), skoro KAŻDA kobieta może taka być. I to w każdym wieku. Wykorzystując to, co ma najfajniejszego. Ładny dekolt, piękny uśmiech, oczy, włosy, plecy, nogi, talię. Chowanie tego w imię nowoczesności jest wprost zbrodnią przeciw kobiecości. Bezkarną. Niestety.