18.6.11

Piechotą do lata będę szła

Uwielbiam wprost letnie spacery. Wieczorami. Nad okoliczne stawy i do parków. Środek nocy, wielki księżyc (na który kocham patrzeć, hipnotyzuje mnie, przepływające chmury, plamy na powierzchni widoczne gołym okiem tylko teraz), cisza, ciepłe powietrze, śpiące na stawach kaczki. Przebiegające koty. Kwintesencja lata dodająca pełni letniej dobie. Letnie noce aż żal przesypiać.

I kolejna rzecz, kompletna spontaniczność, która jest bardzo specyficzna latem. Gdy chce się wsiadać w samochód i jechać. Gdy chętnie się przyjmuje zaproszenia albo samej dzwoni do znajomych proponując kawę (albo coś innego) w jednym z kawiarnianych ogródków. Tak, bardzo bym chciała, żeby Polska leżała w cieplejszym klimacie.


Dzięki tym ciepłym miesiącom mogę spotykać osoby, które są normalnie daleko ode mnie. Albo one znajdują się bliżej, albo ja się wybieram w ich strony. Latem jakoś wszystko wydaje się bliżej, łatwiej, lepiej...
Jestem rozkochana w lecie.
I latem najlepiej śpiewa mi się. Szczególnie na balkonie, ze znajomymi, ale niekoniecznie. Właściwie śpiewa mi się wszędzie dobrze, gdzie usłyszę jakąś lubianą piosenkę. A co mi tam. Uśmieszki ludzi na moje pomrukiwanie, albo gdy śpiewam i tańczę w samochodzie, stojąc na światłach są bezcenne. Co bardziej wyluzowani potrafią się uśmiechnąć i pomachać. No i o to chodzi! :)