22.6.11

Slow life asertywny

Materiał ze strony TVP, z programu telewizji śniadaniowej. Miniwywiad z psychologiem Wojciechem Eichelbergierem i modelką Agnieszką Maciąg. LINK:

– To nie pośpiech wywołuje stres, ale stres wywołuje pośpiech – mówił psycholog Wojciech Eichelberger w „Pytaniu na śniadanie”  – Idea slow life polega na tym, by skoncentrować się na chwili obecnej, na tym, co w danej chwili robimy, nie wybiegać myślą do przodu – mówił.

Myślę, że ten wywiad w części oddaje ideę slow. Najważniejsze jest zrozumienie, że slow nie jest life stylem dla wybranych a już szczególnie dla bogatych. Bogaci ludzie potrafią być tak samo zapracowani, zestresowani i zagonieni jak każdy. Ja nie do końca rozumiem, skąd w ludziach przekonanie (które sama długo miałam), że drogą do spełniania celów i marzeń jest ciężka, bardzo ciężka praca. Nie mówiło się, że ważniejsza jest konsekwentność. A tak właśnie jest.
Ważna w slow life jest przede wszystkim sama motywacja. Motywacja do przejścia na bardziej zrównoważoną stronę. Na czerpanie przyjemności z tego co jest, a nie nerwowe czekanie na to co będzie. Na realizowanie celów i spełnianie marzeń ale bez frustracji i gonienia się, ani ganienia za np. opieszałość. Jeśli wiemy czego chcemy, naprawdę nie musimy wyjść z siebie, żeby do tego dojść. Po drodze, gdy idziemy nią uważnie, można trafić na niemniej ciekawe rzeczy. Boże, piszę o tym, jakbym to odkrywała na nowo, ale ciągle mnie to zaskakuje. Całe życie. Im bardziej na to pozwalam, tym bardziej los podsuwa fajne sytuacje. A to co ma się kręcić i tak się kręci.
Ważna zasada dla realizacji życia w slow life: nie uważać się za niezastąpionego. Ba, nie chcieć być niezastąpionym. Naprawdę nic się nie stanie, jak niektóre rzeczy zrobi ktoś inny. My mamy więcej czasu dla siebie, a ten ktoś ma poczucie, że jest przydatny, co mu akurat w danym momencie jest potrzebne (i nie jest to uwaga do szefów wykorzystujących pracowników, bo przy wielu w Polsce można mieć takie wrażenie). Przypomina mi się przy tej okazji pewna koleżanka, która jest mistrzynią w nieobarczaniu się nadmiarem zadań i obowiązków. Ona wie czego chce, doskonale wie, co musi robić, co powinna a co dobrze będzie zrobić, ale nic ponad to. I nie wpływa to w żadnym stopniu na jej koleżeńskość, sympatię do niej czy jej relacje z innymi (chociaż niektórzy mają jej za złe, że nie daje sobie "wcisnąć" pracy). Dawno się z nią nie widziałam, ale jestem przekonana, że dalej się tego trzyma.
Bo podstawą slow life jest asertywność. W ogóle, jak już pisałam slow life opiera się na wielu zasadach, które obecnie rozpisane, rozrysowane i przeanalizowane są przez psychologię, a tak naprawdę wywodzą się z filozofii. I to bardzo pierwotnej. Slow life jest kumulacją asertywności, umiejętności zarządzania sobą w czasie, dystansu, carpe diem, korzystania z chwili i jednocześnie umiejętnego planowania. które w dużej mierze pozwala się cieszyć tym, co już osiągnęliśmy. Niby nic nowego, tylko w nowym ubraniu.
Agnieszka Maciąg bardzo delikatnie dała właśnie do zrozumienia, że slow life to asertywność. Umiejętność odmawiania. I cała sztuka polega na tym, żeby wiedzieć kiedy i czego i komu odmawiać, żeby sobie nie zrobić pod górę w ważnych dla nas sprawach. Ktoś powie, że to wyrachowanie, ale to idiotyczne. To po prostu element planowanie. Świadome odmawianie, gdy jest nam nie po drodze, gdy propozycja czy prośba w prostej linii nam przeszkadza. Przynajmniej w  danej chwili. Nie ma w tym nic negatywnego. Ale tego też trzeba się nauczyć. Co niestety wielu przychodzi z trudnością, ponieważ często ludzie wychowywani są na "grzecznych" co ma oznaczać "nieodmawiających". Nie ma NIC negatywnego, jeśli komuś odmawiamy. Jeśli odpowiadamy "nie teraz", "może jutro", "zadzwoń wieczorem", albo po prostu "niestety, ale nie". Ludzie często tak po prostu robią, ale gdy sami to słyszą skłonni są do obrażenia się. To już ich problem. Oczywiście nie jest to zasada generalna, bo są od niej wyjątki, jak i wyjątkowe bywają prośby, ale można spokojnie wyjść z założenia, że odmawianie NIE JEST niegrzeczne. Jest naszym naturalnym prawem, przez które nie powinno nam być nawet głupio. Dopóki sami zachowamy się przy tym kulturalnie (nie chamsko), to nie robimy nic nagannego i druga strona nie ma podstaw, żeby się obrazić czy zarzuć nam egoizm. Jeśli to zrobi, to warto się zastanowić nad taką znajomością. Niby dlaczego ktoś miałby od nas oczekiwać, że jego dobro, czy sprawy będą ważniejsze dla nas niż nasze własne? Nawet jeśli to egoizm, to mamy do niego prawo. I oczywiście szanujemy to w dwie strony. Żeby nie było wątpliwości :)

Myślę, że niewiele osób kieruje się przy odmawianiu zwykłą złośliwością. A jeśli tak, to też pewnie jest tego jakaś przyczyna. No ale o tym to już trzeba po prostu porozmawiać. W pierwszej kolejności najważniejsza jest zdrowa asertywność. Bez niej daleko się nie zajdzie, bo też jak, gdy się idzie ciągle drogą cudzych próśb i oczekiwań?

 Nie raz, odmawiając, poczujemy się lepiej, niż gdy się zgodzimy, z duszą na ramieniu. Są ludzie, dla których pomaganie innym należy do sensu życia i kochają być potrzebni wszystkim i zawsze i się w tym spełniają, ale naprawdę nie każdy musi taki być. I mamy zupełnie prawo decydować kiedy i komu pomagamy, z kim spędzamy czas i w czyje sprawy się angażujemy. Idea "pomagam zawsze i każdemu" jest albo wielką hipokryzją i zakłamaniem, albo nurtem prowadzącym do wychowywania ludzi żyjących w pełnym poświęceniu dla dobra innych. Tacy ludzie zostają świętymi i się ich podziwia, ale nie każdy musi naśladować. Jeśli mamy w życiu inne cele, marzenia, spełniamy się w innym zakresie, jeśli robimy coś, co jest też ważne i daje nam radość, to się tego trzymajmy. Angażując się nadmiernie w pomoc innym (np poprzez wolontariat) możemy bardzo unieszczęśliwić siebie. Więc lepiej pomagać na inne sposoby takich instytucjom, a skupić się na realizowaniu tego, do czego się najlepiej nadajemy i odmawiajmy bez wyrzutów sumienia i zbytniego przepraszania prośbom, których nie możemy lub nie chcemy z jakichkolwiek względów spełniać. Ja tego oczekuję też w stosunku do siebie. I źle bym się czuła, jak bym się dowiedziała, że ktoś spełniając moją prośbę np. zrezygnował z czegoś ważnego dla siebie. To jest właśnie asertywność.