29.6.11

Potrzeba zmiany

Im bardziej szukam materiałów na temat slow life, tym bardziej widzę, że o ile temat jest ciągle "szturchany" o tyle ciągle ze średnim powodzeniem. Nie znajduję wielu książek, a to dla mnie ważne źródło informacji, ważne również opiniotwórczo. Trudno. Będę sklecać dalej znajdowane linki i materiały.

Kolejny TU.
Smuci mnie trochę, że nie można znaleźć czegoś na styl "kompendium wiedzy o slow life" ale z drugiej strony, może i dobrze. Może dzięki temu każdy może sobie dobierać to, co dla niego istotne, pomocne, ważne. Każdy może zwolnić tam, gdzie mu jest to potrzebne. W wybranej przez siebie dziedzinie. W końcu na tym polega slow life, żeby dostosować jakość życia pod siebie, a nie swoje życie pod presję otoczenia, mody, mediów.
Tak mi się przypomniała właśnie nagonka na skądinąd popularną książkę "Jedz, módl się, kochaj" Elizabeth Gilbert. Pamiętam, że przeczytałam ją pierwszy raz, gdy się ukazała, więc kilka lat temu. Dopiero później, z różnych źródeł, dowiedziałam się jak zła jest to książka :)

No cóż. Ja lubię wyrabiać sobie zdanie o książkach (i nie tylko) na podstawie własnych odczuć, przemyśleń. Nie lubię ulegać wpływom cudzego widzimisię. Dla mnie osobiście książka ta była bardzo kojąca, naładowała mnie pozytywną energią. Lubię podchodzić do książek bardzo selektywnie w odbiorze. Gdy czytałam o perypetiach głównej bohaterki, o jej przezyciach, decyzjach, zastanawiałam się, jak to się ma do mnie. A miało się bardzo. Każdemu z nas zdarza się tkwić (dłużej lub krócej) w niechcianych przez nas układach, konstelacjach towarzyskich czy odbierających energię okolicznościach, jak chociażby środowisko pracy. Książka Gilbert bardzo pozytywnie na mnie wpłynęła. Nie dlatego, że wzięłam plecak, kartę kredytową i ruszyłam na drugi koniec świata poznawać kultury od których od dawna marzę, ale że na początek dojrzewała we mnie myśl o możliwości i konieczności zmian. Niby oczywiste... A absolutnie tak nie jest. Wielu z nas tkwi w nieskończoność w chorych układach przede wszystkim z braku motywacji do urwania ich. Do zakończenia. Ze strachu wynikającego z braku alternatywy. Co jest potworne samo w sobie jak tkwienie w nałogu chociażby palenia (z którym od jakiegoś czasu również kończę). Nikt nie mówi, że zmiany przychodzą tak łatwo jak w książkach, które siłą rzeczy omijają cały proces jakim jest ZMIANA. Pewnie, że czytając o decyzjach podejmowanych z dnia na dzień można zwątpić w ich sens. A szkoda.

Zapewniam, że zmiana to proces. Najpierw rodzi się najważniejsze czyli MYŚL. Jak to fajnie jest powiedziane w "Incepcji", raz zakorzenionej nie można wyplenić. Niech ta myśl trafi na podatny grunt, jakim jest nasza POTRZEBA, a potem już się toczy własnym torem, pokazując nam kolejne etapy ZMIANY. We wszystkim. Absolutnie, uniwersalnie we wszystkim.

Gdy dziś na siebie patrzę, wiem, że nie byłabym tak zadowolona z siebie i swojego życia, gdyby kiedyś nie narodziła się myśl o chęci zmiany. A już kiedyś przekonałam się, że moje marzenia się spełniają. Każdego marzenia się spełniają, tylko trzeba dać im szansę i działać. Czasami małymi krokami, czasami drastycznymi działaniami. Najgorsze jest nic-nie-robienie i narzekanie. Niczego tak w życiu nie unikam, jak ludzi narzekających i nie chcących tego zmienić. Zrozumiała jest dla mnie trudność zmiany, ale nie toleruję braku działania. Jestem w tym apodyktyczna. W stosunku do siebie głównie. Ale to wynika z tego, że wiem, że ludzie z natury często wolą narzekać i nic nie robić. Marnując energię i swoją i innych. Każda zmiana jest możliwa. A możliwości? Żeby je poznać, trzeba cokolwiek konsekwentnie robić. Cokolwiek. Od samego marudzenia nie zrobi się nic. No i podstawa, to wiara. Boże, jak to banalnie brzmi, ale bez niej nie nastąpi nic. I do cholery, nie poddawać się po byle porażce. Gdyby każdy się poddawał po pierwszym upadku, to do dziś byśmy pełzali chyba po ziemi, nie potrafiąc zrobić kroku, nie mówiąc o bieganiu. Potrzeba zmiany. Potrzeba poprawienia. Potrzeba i chęć bycia zadowolonym z życia. Tak. To tyle. Wewnętrzna motywacja czyni cuda. Pomocna ręka przyjaciół dopełnia całości. A co najważniejsze, gdy się osiągnie pierwszy szczyt to zostaje w nas najważniejsze: pełna świadomość, że się da, że można, że warto iść dalej. Czy coś może lepiej motywować?