1.8.14

Jabłkiem i mieczem, czyli Polska Ewą świata

Tak się momentami przyglądam akcji #jedzjablka i właściwie wzrusza mnie ta nasza polska, romantyczna porywczość i  satyra, bo przypomina mi to czasy kabaretów i satyryków z lat 80' (właściwie wcześniejszych, których nie pamiętam, ale które kochali moi dziadkowie).



Polacy są w tym dobrzy. Naprawdę.





Jesteśmy mistrzami sarkazmu, ironii, satyry, prześmiewczego krytykowania rzeczywistości. Lata praktyki od pokoleń.
Ostatnio marnuje się ten talent na celebrytach i blogerkach modowych, ale co się dziwić, polityka tak nisko leży, że szkoda się wcinać, gdy politycy sami z siebie szydzą i robią kabaret (może i szabelką machamy, ale wolimy na czołgi, niż wypacynkowaną nieudolność), jedno jest pewne - sama idea nie umarła, krew buzuje.
Już bardzo dawno jednak nic nie wywołało tak spontanicznej akcji, jak embargo Rosji na polskie owoce. Ani to pierwsze, ani ostatnie embargo (stosowanie go jako narzędzia politycznego jest tak profesjonalne, jak szlaban na seks przez urażoną żonę), ale reakcja pierwszy raz od dawna, taka "polska", właśnie poprzez falę w social mediach ze zdjęciami otagowanymi #jedzjablka. Ba, nawet zachodnie media to podchwyciły. Wzruszyły mnie komentarze pod artykułem w  niemieckim Spieglu (pozdrawiam znajomych, którzy się tam znaleźli) i namowa do kupna polskich jabłek. Też ładnie z ich strony i może to jest metoda na uregulowanie rynku ;-)

Tak czy inaczej, patrząc sercem, bardzo mnie to uśmiechnęło i wzruszyło. Patrząc sercem i rozumem, trzymam kciuki, żeby ludzie nagle nie wpędzili się w problemy trawienne, bo przejedzenie jabłkami, nawet dla dobra ojczyzny, może mieć niefajne skutki. Pomyślałam, że to w sumie ciekawe, że wystarczyło embargo Putina, żeby Polacy zaczęli jeść jabłka. My to tak lubimy na przekór. A z drugiej strony, to jednak lepszej reklamy nasze jabłka nie mogły się doczekać. Niech nasi kurka to wykorzystają!

Humorem i rozumem: Hm. Może niech takie akcje będą ustalane odgórnie, sporo można korygować w ten sposób diety/ zbywać nadwyżki produkcyjne, chociaż ja i tak przy mojej zbilansowanej w miarę diecie nie mam zamiaru zmieniać proporcji.

Jedno  jest pewne, pokazanie języka udało się jak za dawnych czasów.

Ekonomicznie i logicznie, wiadomo, bez sensu, ale może na tym polega sztuka życia, żeby umieć czasami tę logikę wyłączyć i skomentować coś od serca. Tak po naszemu.

Bo co, jak co, ale wykpić to my umiemy  ;-)

I z tego akurat jestem dumna.