Nigdy dość, slow life w Gdańsku

 Szybki wyjazd do centrum, w celu załatwienia czegoś, zakończył się niespiesznym spacerem Starym Miastem. Pierwszy raz byłam na tej części Wyspy Spichrzów. Pięknie. A #eye, czyli koło widokowe doskonale wkomponowano w otoczenie. Jak dla mnie może zostać. Klimat Gdańska latem jest cudowny. Nawet Jarmark Św. Dominika się wpasował szczególnie dobrze.

Ale dalej będzie sportowo. 




Weekend. Wyjazd na rowerach do Brzeźna. Poszłam nad morze, na chwilę. Kotłująca się na plaży masa ludzi nie przestanie mnie zadziwiać wytrwałością. Ale opalenizny można im pozazdrościć :-) Ciekawostka rodem z książek Coehlo - musieliśmy przejechać do Brzeźna i z powrotem, czyli 20 kilka km, żeby znaleźć pod domem, czyli w Parku Oruńskim, cudowny spokój. To co najlepsze jest blisko nas, ale czasami musimy odbyć daleką podróż, żeby to zrozumieć. Heh. Tak, to nie "Alchemik", to życie. Pod samą klatką dopadła nas burza, której spodziewaliśmy się od rana. Nawet nie zmokłam. Dzięki niebiosa, za cudny dzień z M. I kolejną nową trasę.

Tenis. Z każdym tygodniem idzie nam coraz lepiej. W tym tygodniu zagraliśmy w końcu na punkty. Uczciwie i bez naginania zasad, jak to się robi, gdy się jest w czymś totalnie słabym. Nic z tych rzeczy. Debel zakończony naszą wygraną. Rewanż już jest zapowiedziany. Może już za dwa tygodnie, bo nasi tenisowi znajomi wyjeżdżają na urlop. Chociaż może w tzw. między czasie rozwinie się współpraca z innymi. Czas pokaże.

Czego trzeba do gry w tenisa? Jeśli myślisz, że kasy, kortów, lansu, stylu, jeśli czujesz, że to sport dla pięknych, młodych i bogatych, to słusznie.
Tym bardziej możesz zorientować się w okolicy, bo może się okazać, że masz darmowe, albo bardzo tanie korty pod domem. Rakiety na początek pożycz od znajomych (my mamy swoje z dawnych czasów). I poczuj bakcyla tego sportu, tej dyscypliny. Wciąga. Naprawdę fajnie wciąga.
A granie na punkty już zupełnie. Ja tak bardzo lubię rywalizację w sporcie ;-)

Komentarze