16.8.14

Żagle i lasy

Magia życia nad morzem. Są pasje, które dla mnie pozostaną wyłącznie obiektem podziwu. Jedną z nich jest żeglarstwo. Dzięki spontanicznej decyzji dotarliśmy na zlot żaglowców w Gdyni. Wstyd się przyznać, ale dla mnie to był pierwszy raz. Fajnie wyszło, bo poszliśmy ze znajomymi, którzy mieszkają blisko Skweru, więc zobaczyłam wszystko co warto zobaczyć, do tego pobyliśmy  na towarzyszącym imprezie koncercie szantów i pieśni morskich. Szanty mają w sobie cudną tęsknotę. To za morzami, sztormami, falami, to za lądem, to za miłością.

Mała galeria, która odda namiastkę klimatu:

Pozdrowienia z Gdyni. Ahoj!  ;-)


 
Pierwszy raz zobaczyłam też statek podwodny. Działa klaustrofobicznie nawet z brzegu. Podziwiam marynarzy, którzy takimi pływają, nawet w ramach ćwiczeń. Najpiękniejszym momentem było dla mnie obserwowanie marynarzy na dziobie żaglowca szwedzkiego. Większość żaglowców jest jednostkami szkół morskich, więc załogi też przeważnie w studenckim wieku. Dzielne dzieciaki.  
Jak ktoś jest w pobliżu, to polecam. Zlot dopiero się rozpoczął.



Przed wyjazdem na zlot do Gdyni dzień spędziliśmy na grillowaniu parkingowym (co jest dla nas kilkuletnią tradycją z tymi znajomymi). Tym razem znowu na Kaszubach, pod Wieżycą. Jest tam piękny, wielki parking w środku lasu. Na nim kilka stanowisk, w tym 3 zadaszone. I takie właśnie udało nam się zająć, dzięki czemu deszcz nas nie zniechęcił. Chociaż trzeba przyznać, że dla chcącego nic trudnego i na przeciwko nas zaparkował samochód, którego pasażerowie odpalili grilla pod parasolem, zamykali go i wracali do samochodu. Super :-)
Czas mijał cudnie i kilka godzin przeleciało jak z bicza strzelił. Gdy chwilami nie padało natychmiast rozkładałam leżak i przysypiałam patrząc na czubki drzew i oddychając tym leśnym powietrzem, zmieszanym z zapachem piekących się potraw. Wszyscy potrzebowaliśmy wyciszenia, rozmowy nie wchodziły na żadne ciężkie tematy, reset zupełny.

Cisza, zieleń, nawet ten deszcz. Było idealnie.
Połowa sierpnia.