Zostawcie konie nad Morskim Okiem

Obrońcy praw zwierząt lubią przesadzać w histerycznym podejściu. Podobnie jak ekolodzy. O ile popieram traktowanie zwierząt "po ludzku", o tyle kiwam głową z dezaprobatą, gdy widzę histerię pt "zamienić konie na meleksy" - tak, chodzi mi o Morskie Oko.




Drodzy obrońcy praw zwierząt, weźcie się czasami zastanówcie, co robicie tym zwierzętom. Dążąc do tego, żeby nie były one wykorzystywane do prac, zabijacie je. Dlaczego? Ano dlatego, że nikt na wsi nie będzie trzymał konia czy krowy dla rozrywki. OK, oczywiście nie mówię o koniach rasowych itd., bo to inna sprawa. Mówię o tym, że zwierzęta pomagają ludziom od wieków. I to jest dobre. Człowiek też wykonuje wiele ciężkich prac, bo takie są zawody, które tego wymagają. I to jest dobre. Ważne, żeby były zachowane jakieś normy.
To samo dotyczy pracy zwierząt. Zwierząt o które wystarczy, żeby właściciele dbali. Po ciężkim dniu i w trakcie. Ale nawoływanie do całkowitego zakazu robi tym zwierzętom krzywdę. Człowiek i zwierze od wieków idą w parze, wspierają się. Człowiek ma dbać o to stworzenie, z którego siły, czy innych właściwości, korzysta. I na tym koniec ograniczeń. Innym sposobem to oszołomstwo wykończyłoby wszelkie tradycje i wieś (chociaż nie tylko).






Brakuje w tych akcjach "obrońców" czasami jednego: rozsądku. Dlatego mam nadzieję, że jednak nie jest za późno, żeby zastosować rozwiązanie mądre, a nie szalone i krótkowzroczne. W sprawie dorożek jadących nad Morskie Oko, na pewno można wprowadzić jakieś ograniczenia ilości osób, ciężaru, jaki ten koń ma ciągnąć na raz/ na dzień, ale zamiana na meleksy, nawoływanie do automatyzacji wszystkiego po prostu te zwierzęta zabije. A do tego zabije tradycję i to piękną tradycję, bo w drodze nad Morskie Oko te dorożki, z końmi na przedzie, urzekły mnie niesamowicie. I chcę bardzo zobaczyć je następnym razem. Meleksy będą wyglądać tam beznadziejnie i popsują klimat. Naprawdę w tej drodze nad Morskie Oko, mijające dorożki są sporą wartością samą w sobie. Górale, nie oddajcie tego.

Unikam dlatego rozhisteryzowanych ortodoksów. Rykoszetem robią pogrom i wylewają dziecko z kąpielą. Mam nadzieję, że władze zakopiańskie i właściciele zwierząt nie dadzą się sterroryzować "obrońcom praw zwierząt".

Tylko czekać, aż ci dotrą na północ i zaczną walczyć o uwolnienie psów Hasky z zaprzęgów. 

Idiotyzm. 

Opamiętania i mądrości życzę. 
Dla dobra tych zwierząt. 


Komentarze

  1. Dowiedzialem sie niedawno, ze jest rozwiazanie: polski producent wspomaganych elektrycznie wozow konski, ktory dostarcza takowe na rynek wloski zareagowal i zadeklarowal mozliwosc dostarczania (odplatnie oczywiscie) urzadzen montowanych w tradycyjnych konskich wozach, ktore podobnie do rowerow elektrycznych dodaja energii, inaczej odejmuja ciezaru, mozliwe do ukrycia wraz z akumulatorami, ciche, na pewno ulzy to konim, jezeli beda wprowadzone obowiazkowo od jakiegos tam obciazenia wzwyz.

    OdpowiedzUsuń
  2. "W sprawie dorożek jadących nad Morskie Oko, na pewno można wprowadzić jakieś ograniczenia ilości osób, ciężaru, jaki ten koń ma ciągnąć na raz/ na dzień,"
    o święta naiwności...

    "Człowiek i zwierze od wieków idą w parze, wspierają się."
    ehe
    Te miliony schabów i filetów z kurczaka, nas wspierających...

    OdpowiedzUsuń
  3. "Zwierząt o które wystarczy, żeby właściciele dbali."
    o święta naiwności po raz 2-gi

    i jeszcze jedno:
    "Mam nadzieję, że władze zakopiańskie i właściciele zwierząt nie dadzą się sterroryzować "obrońcom praw zwierząt"."
    Tragiczny paradoks, że takie zdanie pada na blogu o ponoć slow life...
    Może chodzi o slow jazdę slow "turystów", ciągniętych przez wspierające slow koniki..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wybacz, ale widzę w tym wyłącznie ideologiczne zacietrzewienie, a nie dbanie o dobro. Zarzucanie mi naiwności? Gratuję rzeczowego argumentu.

      Usuń
  4. Przykro mi, ale nie zgodzę się. Ta rzekoma tradycja zaczęła się, gdy do Tatr oprócz miłośników gór zaczęły przyjeżdżać tłuściochy, na dodatek w japonkach. Mnie nie urzekają te dorożki na przedzie, dla mnie wsiąść do takiej dorożki to obciach. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że zlikwidowanie tej atrakcji oznacza dla koni śmierć ... ale nie mam złudzeń i wiem, że koń utrzymywany dla takiej pracy więcej niż 2-3 lata nie pociągnie. Ograniczenia w liczbie osób już są, zwyczajnie leniwe smrodziuchy ważą po 100 kg każdy. Wyobrażenie, że jak pojedziesz nad Morskie Oko za 2 lata spotkasz tam tego samego konia to słodka naiwność. Rozśmieszyło mnie, gdy jedna dama chwaliła te pojazdy uderzając w miłosną strunę rodzinną, że "jej biedna matka z chorymi nogami inaczej nie zobaczyłaby Morskiego Oka", bo zastanowiło mnie a co się stanie jeśli koń padnie w trasie? Ja myślę, że biedna matka wolałaby oglądać Morskie Oko na laptopie siedzą w parku w Ciechocińsku, niż złorzeczyć, że ma głupią córkę, schodząc na chorych nogach ze szlaku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze, to proponuję (jak już wspomniałam w notce) spojrzeć szerzej. Chciałabym przypomnieć, że konie pracują dla ludzi i na siebie, jak wiele zwierząt udomowionych, od wieków. Bez koni transport długo by nie ruszył. Dlatego podkreślam, że samo wykorzystywanie ich do tego celu uważam za normalne i klimatyczne w tamtym miejscu. I nie tylko. Dorożki wszędzie są klimatyczne. Tak, jako wsparcie dla tych, którzy się nie mogą poruszać na własnych siłach również.

      Na marginesie gratuluję pogardy dla ludzi, którzy się tym rozwiązaniem posiłkują. Myślę, że tu nie chodzi o dbanie o zwierzęta, tylko możliwość uderzenia w ludzi. Ba, myślę, że taka dzika "obrona praw zwierząt" ma często za sobą złość na ludzi zupełnie z innych powodów. Ale w gruncie rzeczy, nie będę wnikać. Po prostu wyraziłam swoje zdanie w tej kwestii, bo to co cechuje i mnie i slow life, to rozsądek i szukanie rozwiązań możliwie mądrych, a nie emocjonalnie nieprzemyślanych.


      PS. "Oczywiście zdaję sobie sprawę, że zlikwidowanie tej atrakcji oznacza dla koni śmierć ..." Poważnie Ci to nie przeszkadza? Wiesz, nie wiem, jak w Twoim świecie, ale w moim to się nazywa hipokryzja.

      Usuń
  5. PS. Jazda na koniu, czy konie przy dorożkach są na pewno bardziej slow, bliżej natury, niż jakiekolwiek samochody, meleksy, vespy, czy cokolwiek mechanicznego.

    OdpowiedzUsuń
  6. To ja, anonimowy z 4 września.
    @Cynia,
    Tu nie możesz pisać o słodkich naiwnościach. To nierzeczowy argument. Nawet jeśli uważasz, że od kogoś aż bije naiwność.

    @marzena l.
    Nie jestem ideologicznie zacietrzewiony. Nie jestem działaczem obrony praw zwierząt. Nie mam pogardy dla ludzi, ani nie chcę w nich uderzać.
    Jestem po prostu zdruzgotany argumentami na rzecz koni przy dorożkach. To jest wszystko bardzo smutne, jak się to czyta.
    I to na blogu "o slow życiu". Zadziwiający paradoks. Zadziwiający brak empatii. Jak mam inaczej argumentować, to co czytam.
    Transport konny w żaden sposób nie jest konieczny. Absurdalny argument. Mamy XXI wiek, heloł. 25 lat temu, na wsi, jeszcze był koniecznością, teraz nie jest.
    Idź i powiedz tym koniom ciągnącym ciężary ponad wszelką miarę: "Po prostu musicie ciągnąć, bo jesteście bardziej slow, bliżej natury, niż meleksy. Pasujecie mi do romantycznego pejzażu". Powiedz to, patrząc im w oczy, gdy dochodzą do końca trasy.


    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dlaczego uważasz, że to ma być ponad ich siły? Nie wiem. może przy okazji porozmawiam z jakimś weterynarzem, bądź znawcą koni, ale człowiek i koń żyją w symbiozie od wieków. Wielu ludzi uważa konie za przyjaciół (nawet, gdy na nich jeżdżą, bądź zaprzęgają je do dorożek). Nie wiem. Jeśli mi udowodnisz, że to faktycznie krzywdzi zwierzęta, to ok. Przyznam rację i pozbędę się romantycznego podejścia. Na dziś, nie widzę w tym krzywdy zwierząt, bo przypominam, że wielu, bardzo wielu ludzi też ciężko pracuje i niekoniecznie jest to wynik okoliczności, bo niektórzy przy tym cenią sobie tę ciężką pracę. Wiesz o co mi chodzi? Podobnie mają psy Husky. Zatrzymanie ich w miejscu byłoby dla nich krzywdzące, prawda?

      Usuń
    2. I przypominam, że wyłączenie koni z prac, oznacza ich śmierć i generalnie zanik, bo jak wspomniałam, nikt raczej nie trzyma takich koni z założenia dla przyjemności. Ja jestem jednak za tym, żeby konie istniały w krajobrazie. Najbardziej jak się da. Również przy dorożkach. Też tych na starówkach niektórych miast (co też zanika przez kręcenie nosem "obrońców praw zwierząt'). Wyłącznie koni z prac oznacza to, co mamy już dziś - zanik ich w naszym środowisku. Szkoda.

      Usuń
  7. Aż, mnie rozśmieszają te kometarze. Konie w takich warunkach padną po 2-3 latach? Hahaha. Prosze was. Koń w TAKICH warunkach dożyje 17-18? Nie chodzi o prace, tylko warunki po niej. Te konie mogą ciągnąć ok 100 kg więc jeden grubasek się zmieści. Sam koń waży ponad 500kg, a zazwyczaj chodzą parami, czyli razem ważą 1 tonę. Serio myślicie, że one przez tylko 2-3 lata będą ciągnęły bryczke z tłuściaszkami? No raczej nie. Nikt nie pomyślał tu o tych biednyh meleksach, które musiałyby spalać paliwo/benzyne,której cena znacznie przewyzszyłaby cene utrzymania pary koni, i te biedne meleksy musiałyby wozić tych grubych, leniwych turystów, a konie poszłyby na rzeź. Super rozwiązanie. Wygooglujcie sobie jak wygląda transport koni idących na smierc, albo sam widok rzezni. Tak zabijmy "humanitarnie" setki koni, bo ludziom sie wydaje ze meleks bedzie lepszy. Dziekuje. Amen. Do widzenia.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Zapraszam do korzystania ze skrótu: https://www.myslowlife.pl