1.7.14

Dakota inaczej


 Czasami odkrywamy fantastyczne miejsca zupełnym przypadkiem. O ile wierzymy w przypadki.
Koło tego miejsca przejeżdżałam wiele, wiele razy.

 Hotel i restauracja "Dakota"


I szczerze mówiąc, myślałam zawsze, że to jedna z tandetnych atrap z wyjątkowo dobrym frontem. Ostatnio jednak miałam okazję zawitać do środka i dosłownie zachwyciłam się.
Już na wejściu czuje się wyjątkową autentyczność elementów dekoracji. To dziwne. (To naprawdę było dziwne wrażenie, bo właściwie z tego typu klimatem i obiektami miałam do czynienia jakieś 20 lat temu, gdy byłam w Disneyland pod Paryżem. Tam właśnie były dobrej jakości, ale jednak atrapy w stylu.)

Wracając do restauracji Dakota - wyposażenie jest niesamowicie dopracowane. Na parterze są 3 sale tematyczne: meksykańska, kowbojska i indiańska. Na górze sala bankietowa i taneczna. Wszystko w stylu z epoki. Ani grama kiczu.
Gdy zamawialiśmy dania, zapytałam kelnerkę, czy elementy wyposażenia są tak doskonałymi atrapami. Odpowiedziała, że nie. Właściciel obiektu spędził sporą część życia w Stanach i zbierał te skarby przez wiele lat, po czym zdecydował się otworzyć ten obiekt w Polsce i rzeczy, wraz z meblami, przypłynęły do Polski w kontenerach.

Tak naprawdę, dzięki temu mamy możliwość zobaczenia z bliska niesamowicie unikatowych egzemplarzy.
Potwierdziło to też moje pierwotne przypuszczenie, że stoi za tym potężna pasja. Nie można tego inaczej wytłumaczyć. Naprawdę, to się czuje. Gdy się tam już wchodzi, to to się po prostu czuje. 

Kolejnym zaskoczeniem było też samo jedzenie. Ja wybrałam botwinę i carpaccio, chociaż tak naprawdę już same nazwy dań urzekają nawiązaniem do stylu.
Dania? I tu znowu zaskoczenie poezją smaku, ale dodatkowo... no gdzie klienci dostają do dyspozycji oryginalne sztućce Gerlacha? No właśnie.  A tam właśnie tak.

I tym sposobem, odkryłam miejsce, do którego na pewno będę chciała wrócić na spokojnie i gdy będzie okazja spędzić więcej czasu na przyhotelowym obszarze, bo czuję, że można tam odkryć wiele ciekawych zakamarków.

Czy polecam? O tak. Bardzo.

(...)

A na dodatek, z serii "my lookbook", kolejne wcielenie tygrysa. W połączenie z dżinsami i płaszczem przeciwdeszczowym (jedna z moich perełek z serii Anne Klein, którą cenię za jakość i fasony) komponuje się całkiem sympatycznie. Wersja podróżna.