14.7.14

FETA 2014

Teatry uliczne. Magia sama w sobie. Podziwiam, od kiedy miewam z nimi do czynienia, a już trochę będzie. Dlatego z radością odwiedzam prawie co roku FETĘ odbywającą się w Gdańsku.


Chcę być chociaż trochę, żeby poczuć ten inny świat. 

 Ludzie zajmujący się tym stanowią dla mnie naprawdę mocno zarysowany inny świat. Tak daleki od mojego, że obcowanie z nim jest fascynujące samo w sobie. Siedzę i chłonę. Po prostu.
Obserwuję, patrzę, podziwiam. Kocham teatr w każdej postaci, ale te teatry uliczne mają w sobie jakiś heroizm.
Oddanie się temu to pasja najwyższego levelu. 
Nieprawdaż?
Patrząc na aktorów czuję tę cudowną odmienność i chciałabym mieć kiedyś okazję pobyć z nimi "za kulisami". Kto wie, może kiedyś. 
Podobnie jest z cyrkowcami. Inny świat. Bardzo jestem jego ciekawa. FETA mi o tym przypomina. 
Spodobał mi się również pomysł siedzisk, czyli zszywany na maszynach, na miejscu w prostokąt kawałek banneru. Zajmowała się tym trójka uroczych osób. Chciałam zabrać je na koniec ze sobą, ale zdałam sobie sprawę, że mają swój urok tylko tam i tylko wtedy. Niemniej, idea ujmująca.
Chciałabym kiedyś poznać te środowisko odrobinę bliżej. Ale tak tylko trochę, bez prozy życia, żeby zachować poczucie magii i oczarowania.
Może, może kiedyś.

W tym roku FETA odbyła się w jednym z moich ulubionych miejsc Gdańska - na Górze Gradowej (+ na placu Zebrań, ale nie ubrałam się odpowiednio i niestety wróciliśmy przed nocnym spektaklem). 
Jako rarytas traktuję też samą drogę na FETĘ - czyli jazdę komunikacją miejską. Przypominam sobie stare czasy. I wiem jedno - miały one jeden, jedyny plus - mogłam dużo czytać i słuchać ulubioną muzykę. Jednak z perspektywy, jazda samochodem jest nieporównywalnie innym stylem życia. Jednak raz na jakiś czas jadę komunikacją i co muszę przyznać, same warunki podróżowania są w porównaniu z moimi czasami wręcz komfortowe. Ot, postęp.