17.7.14

W samym środku, czyli Grand





Zaczytuję się właśnie w "Grandzie" Wiśniewskiego. I zachwyca mnie niezmennie jedno  - sposób, w jaki opowiada historie. Sposób, w jaki patrzy na świat, w jaki wychwytuje niuanse i je opisuje. Plastyka. Artyzm. Malowanie słowem. Czytam jego książki wszystkimi zmysłami. (Już pomijam, że lubię sporo starszych mężczyzn i on mi się po prostu podoba. Rysy twarzy, rzeźbione życiem przemawiają do mnie zawsze bardziej, niż gładkość młodego lica i te przejmująco smutne oczy dopełniają wyrazu. Lubię czytać twarz. Nawet z fotografii, lubię twarze z historią, a JLW taką właśnie ma, ale to dygresja, chociaż to przecież ważne, tak po prostu, w życiu.)



Wracając do książki, o której piszę, gdy jestem mniej więcej w środku. Myślę, że trzeba bardzo, bardzo dużo uważności, żeby umieć tak opowiadać. Widzieć i opowiadać. Trzeba umieć zadać odpowiednie pytanie i poczekać na odpowiedź. I jej wysłuchać. Do końca. 
Zastanawia mnie. Chcę poznać. Chcę poznać tę historię. Jedną za drugą. Jak w przypadku "Mojej córeczki"*.
Kocham, gdy mnie coś tak zasysa, że myśli jeszcze długo,długo nie chcą wrócić do rzeczywistości.

Janusz L. Wiśniewski i jego książki - mało co powoduje u mnie bezsenność, jak jego powieści. Ta również.



*Teatr TV "Moja córeczka" Różewicza, w reżyserii A. Barańskiego. 
(Świetna obsada, jak zawsze w teatrze TV)


Po spektaklu zastanawiałam się, jak powstają takie historie i przeszło mi przez myśl, że może Różewicz przeczytał gdzieś, że znaleziono ciało młodej prostytutki i zadał sobie pytanie "kim była?" i poprzez retrospekcję i wyobraźnię doszedł do takiej historii. A może zupełnie inaczej.
Jak powstają takie historie, które nie dają spać jeszcze długo w nocy. I wstajesz o 1ej, napić się kawy?