6.7.14

Magia życia



Trochę filozoficznie.



Ostatnimi czasy tyle się dzieje, że pisanie nie znajduje swojego miejsca. Jestem o tyle spokojna, że mam poczucie, że ten blog "jest już napisany". Wszystko, co dodaję, to jakieś rozwinięcia, uzupełnienia. Jeśli ktoś się chce zainteresować ideą slow life, to znajdzie tu prawie wszystko. Archiwa czekają.

Nie mam zwyczaju uprawiać tu zbyt daleko idącej prywaty, ale prywata, życie rodzinne i zdrowotne zassało mnie ostatnio ogromnie.

Czemu taki tekst na obrazku? Czemu "Bóg jest mną"? To moja ostatnia refleksja, która dała mi poczucie głębokiego spokoju. Ufności. Istotne jest, że absolutnie nie jest to jednoznaczne z "Jestem Bogiem".
Bóg jest mną. Bóg jest wszystkim. Jesteśmy nanocząstkami tego nieogarniętego absolutu. Nie, to nie jest religijne. To myśl, która przyszła mi do głowy, gdy miałam skrajne poczucie bezradności i zrezygnowania.
I ta myśl, dała mi spokój.

Ostatnie tygodnie to wiele, wiele, wiele rozmów i spotkać oraz wydarzeń. Tak wiele, że będę się z nimi układała jeszcze nie jedną noc i dzień. Jednak co najważniejsze, jestem w epicentrum slow life. Właśnie spotkania, rozmowy, miejsca, wydarzenia. Czuję się, jakbym stała w samym środku bardzo rwącego, górskiego strumienia, a woda, wszystko wokoło, przepływa przeze mnie, obok i wokół.


(...)

- Panie doktorze, jestem naprawdę bardzo silna i daję sobie z tym radę
- O tak. To widzę i w to absolutnie nie wątpię. Tylko pytanie "i co dalej?"
- To jedno  z pytań, które perfekcyjnie od siebie odsuwam
- Proszę to przemyśleć.

Żyję slow. Nakręcam ludzi do pozytywnego myślenia, a teraz sama staję przed najtrudniejszym, jednym z najtrudniejszych egzaminów. I co dalej?
Uh.

(...)

Ostatnie dni. Pożegnanie stosunkowo młodej osoby z bliskiej rodziny. Rak. Brak badań od wielu, wielu lat. Zostawiła dwójkę dorastających dzieci i bardzo kochającego męża. Nie znoszę komentarzy typu "Takie życie". Trzeba zobaczyć smutek w oczach osób, które zostają, żeby zdać sobie sprawę z absurdu tych słów.
Oni też sobie jeszcze długo, bardzo długo będą odpowiadać na pytanie "i co dalej?"
Cholera, znowu spotykam się z rodziną w takich okolicznościach. Przez ostatnie lata żadnych ślubów czy chrztów.
Początek lata. Nie o takich rzeczach myślą ludzie. A takie rzeczy też się dzieją. Tym razem blisko mnie. Doskonale wiem, że przed nimi wiele lat układania się z tą pustką. I mogę im tylko życzyć, żeby się z tym poukładali. Teraz mogłam ich tylko przytulić. Słowa są w takich chwilach bez sensu. 

(...)

Trochę wcześniej. Odbicie.

M. rzuca komendę "idziemy grać w tenisa". Fantastycznie. Tak! Idźmy! Umawiamy się ze znajomymi na debla.  Dwie bite godziny ganiamy po korcie.
Pyk, pyk. Pach. Paach. Piłka lata we wszystkich kierunkach.
- Doooobrze
- I po co tak mocno?
- Twoja!
Rozbrzmiewa pomiędzy nami.

Wyłączam się. Nie wiem, co bym zrobiła, gdybym nie miała sportu. Stał się strasznie ważnym elementem mojego życia. Jednym z filarów. Rower, tenis, marszobiegi, ukochana salsa, stretching i inne zajęcia, aż po po prostu serie na bieżni. Znajomi się śmieją, że to brzmi "światowo".  Uśmiecham się z nimi. Nie, to po prostu korzystanie z możliwości. Wszyscy je mamy. Sposób, na zajęcie ciała i głowy czymś innym. Po całym dniu z tematami tak bardzo, bardzo ludzkimi i często zwyczajnie nieznośnie przerastającymi, to mój punkt łapania równowagi. Dopóki będę mogła.

(...)

Dziś wigilia moich urodzin. Mam je spędzić z mamą, która specjalnie dla mnie przyjechała do Polski. Przyjechali G&B. Fantastyczne popołudnie i wieczór. Moja chrześnica to żywe srebro. Długo rozmawiamy z G. O życiu. W końcu to najlepsza przyjaciółka.
Wszystko się przeplata, jak nici na gobelinie. Radość, smutek, troski, szczęście, miłość, złość, bezradność, sukcesy i potknięcia. Wszystko ciągle płynie, tylko fale są różnej wielkości, albo czasami zdarza się flauta i daje odpocząć spokojem "niczego nowego".

Tak sobie myślę, że docenianie tego, co się ma, jest darem, albo właśnie głęboką świadomością życia. 

 
 Bo wszystko płynie.


PS. Niedawno dostałam laurkę, która mnie bardzo uśmiechnęła. Dzięki. :-)