8.7.14

O PMSie i krzywdzie


Jak tam twoje poczucie krzywdy?
Tak, zapewne jest dalece wyimaginowane.





Dygresja: Kiedyś  napisałam świetną notkę o PMSie, po czym ją niechcący skasowałam, o czym przypomniał mi TEN tekst. (Uroki braku potwierdzenia komendy "kasuj" na bloggerze. Blogger się nie pitoli  i kasuje. Żeby nie było, że nie mówiłam). 
Generalnie mam wysoką odporność na bezmyślność, idiotyzm, durny egoizm, aż po głupotę. Przechodzę obok zgrabnie i obojętnie, bo mam fajniejsze, ważniejsze, ciekawsze, bardziej pociągające rzeczy na horyzoncie i ratuję akurat inne galaktyki. Ale gdy mam PMSa, to czasami się o takie toto potknę i prawie wywalę. No i wtedy wybucham.I wtedy nie ma zmiłuj, że dama, nie wypada, co to za słownictwo. PMS odsłania też wrażliwość, która zaczyna reagować na dziwności. No trudno. Zdarza się, bo też czasami nie da się nie wybuchnąć. Albo poryczeć. Albo wybuchnąć śmiechem. Generalnie przywykłam, że świat nazywa to PMSem, ale skoro pomaga mu to zrozumieć, że jestem kobietą, mogę wszystko, to może to sobie nazywać jak chce. Jak widać, mnie to różnicy nie robi.

Ale teraz PMSa nie mam, a jest tak gorąco, że jedyne o czym myślę, to leżeć pod jakąś palmą, albo chociaż na plaży i sącząc drinka czytać książkę. Albo uprawiać seks. Taki leniwy, slowly.  No dobra, ale do rzeczy, bo się ściemnia... 

Dziś mam na tapecie ludzi, którym wiecznie dzieje się krzywda. To ten typ, który wszędzie wietrzy spisek, każdy chce go oszukać i okraść i naciągnąć i wcisnąć coś złego i jeszcze co tam kto lubi. NIE TRAWIĘ tego. Zgaga mi się robi błyskawicznie. Taki człowiek nie dopuści, że ktoś się pomylił, że ktoś może czegoś nie wiedział, albo nie mógł zrobić inaczej, bo mu religia nie pozwala (taki żart) (jak np. korpoludki, które idąc do pracy muszą wyłączyć mózg i działać zgodnie z procedurami i wiem  o czym mówię,  bo kiedyś miałam okazję być, więc mi tu nie plumkać). Cholera jasna. Rozmowa z takim człowiekiem, to jak usiąść gołym tyłkiem na pokrzywę. On wie, że wszędzie wszyscy chcą go oszukać. Straszne to jest, oczywiście dla nich.
Najlepszym przykładem jest co? Nie, no oczywiście, że nie będę daleko szukać, bo za ciepło jest, więc najlepszym przykładem jest MARKETING!
Jak te reklamy kłamią! Jak ci sprzedawcy w sklepach, albo handlowcy UKRYWAJĄ PRAWDĘ! A oni (ci pokrzywdzeni) tacy kochani, dobrzy i uczciwi. To robienie się na świętych też mnie irytuje, ale spoko (kiedyś o tym napiszę więcej).
Dżizas.
Właściwie niektórzy ludzie widzą swoją szkodę i krzywdę wszędzie. Na każdym kroku. I jeszcze kierowca autobusu SPECJALNIE im uciekł (a może się, łosiu, spóźniłeś? Albo cię nie widział? On jedzie wg rozkładu tak? To nie taksówka). Urzędniczka specjalnie czegoś nie pomogła załatwić (a może nie musi i ty sam powinieneś umieć coś wypełnić, ew poprosić grzecznie o pomoc?) Szef się pastwi i na pewno chce zrobić na złość (z reguły to wina braku umiejętności budowania relacji), a koledzy knują i intrygi kleją za plecami (tu również wychodzi brak umiejętności budowania relacji). I można by przykłady mnożyć w nieskończoność.
Ale nie chce mi się, bo za gorąco jest.

Tylko czy takie osoby, aż tak bardzo nie zdają sobie sprawy z tego, że robią krzywdę same sobie?  Bo to wszystko to przeważnie kwestia podejścia.

Owszem, nie mówię, że świat jest różowy i ocieka bitą śmietaną. Natomiast mówię, bo wiem, że jeśli ja mam szczęście do ludzi, jeśli sama uważam, że generalnie ludzie wolą i lubią być w porządku, pomocni, a przynajmniej po prostu życzliwi, to nie wydaje mi się, że działa to tylko w stosunku do mnie. Myślę, że to, jak my podchodzimy do świata, do ludzi, jeśli nie mamy w oczach dzikiej nieufności i podejrzliwości, to nastraja tę drugą stronę, z którą mamy styczność. I to działa. To po prostu działa. Tak, ja mam szczęście do ludzi, ludzie do mnie, chociaż trzymam dystans i nie lubię się spoufalać, co mogłoby utrudniać życie, a jednak tak nie jest, a nawet wręcz przeciwnie.

Owszem, wszyscy trafiamy na popieprzone sprawy, sytuacje, jakieś zatorowe komplikacje, ale to nie jest z reguły niczyja wina, jak... nasza własna. I niedorzeczne jest oczekiwanie, że ktoś MUSI coś nam załatwić lepiej, szybciej, bardziej, mocniej. Nie, z reguły ludzie mają coś takiego jak dobrą wolę. Ale jestem prawie pewna, że i tak większość kłopotliwych sytuacji jest naszą własną winą i jeśli ktoś nam pomaga sprawnie przez to przejść to jego wola. I fajnie. Z reguły każdy z nas doskonale wie, co jest w zakresie obowiązków, powinności, a co ponad, ale najgorsze, że większość ludzi wie, ale co jest w zakresie obowiązków... innych. Tak czy inaczej, nic nas nie zwalnia z wchodzenia w świat, podejmowania działań, z elementarną znajomością zasad, światem tym rządzących. A ludzie, którzy wiecznie widzą swoją krzywdę, z reguły zasad tych nie próbują nawet poznać (elementarnie). Nie,  bo świat, bo każdy z nas, każde środowisko działa wg jakiś zasad. Żeby ten świat naprawiać, trzeba te zasady poznać, żeby nie wyważać otwartych, albo co gorsza, nieistniejących drzwi, w innym wypadku człowiek się wyłącznie ośmiesza, w oczach ludzi, którzy rozumieją tę podstawową oczywistość. Tylko trzeba chcieć się dowiedzieć, pomyśleć, poznać a nie wchodzić topornie, wychodząc potem z workiem pretensji. 

Czemu mnie to tak irytuje? Bo tacy ludzie najgłośniej szczekają i to dość jazgotliwie, nie zdając sobie sprawy, że dają dowód jedynie swojej bezrefleksyjności i czasami zwykłej głupocie, albo czasami po prostu bylejakości, która kosztuje z reguły najwięcej.  Naprawdę jednak nic nie powoduje takiej zaściankowej blokady, jak doszukiwanie się wszędzie krzywdy. Ale to zwraca moją uwagę wyłącznie na PMSie. Czasami jednak, gdy ktoś się rozpędza przy mnie, to hamuję, bo mi się tego po prostu nie chce słuchać.

Czym jest krzywda? Prawdziwa krzywda? No właśnie. 
Ale na pewno nie tym, o czym słyszę w 90% sytuacji, które "poszkodowany" zgotował sobie sam, bo nie sprawdził, nie doczytał, nie dopytał, albo obejrzał reklamę i odebrał ją jak pracę naukową. Ludzie, ogarnijcie się. Nikt wam nie robi krzywdy, tak jak wy sami.

Mam nadzieję, drogi czytelniku, że ty nie ;-)

A może chodzi o to, żeby po prostu lubić ludzi.
Bo ja lubię i to bardzo.


PS. I co wiedzą moi bliscy, oceniając takie sytuacje, zawsze staram się zauważyć wszystkie aspekty i nie przytaknę z grzeczności, że świat jest zły. Bo nie jest. Przytakiwaniem pozwalamy komuś zakopywać się w tym poczuciu krzywdy. I to ma być wsparcie? Nie sądzę. Dlatego gdy masz poczucie krzywdy, znajdź w sobie odwagę cywilną przyznać, że może to jednak ty coś zrobiłeś nie tak, a z ludźmi się rozmawia, tylko kurcze, nie rób z nich złych na wstępie, bo oni będą mieć to samo z tobą. Pracuj nad tym. 
To się nazywa zbieranie doświadczenia. Z czasem będzie coraz lepiej. Zapewniam. Tylko najważniejsze, wyjść z tej bańki poczucia krzywdy i dopatrywania się wszędzie i w każdym złych intencji. Potem idzie z górki.