11.5.14

6. zmysł i coś więcej

Dziś będzie mocno niekonwencjonalnie, ponieważ muszę się pocieszyć po zakończeniu oglądania serii jednego z najlepszych programów o tematyce leczenia niekonwencjonalnego ever.
Więcej szczegółów później. Na razie pozostańmy przy innym wymiarze.






Dawno, dawno temu (nie wiem, może 16 lat minęło), gdy zaczęłam chorować, a medycyna rozkładała ręce (po tym, gdy już wszystko wykluczyli, z rakiem włącznie, co było świetnym przeżyciem dla 20paroletniej dziewczyny i o psychologii lekarzy mogłabym napisać książkę, ale nie lubię wracać do zjeba..., wróć, złych wspomnień), po tym, gdy zostałam obiopsjowana z każdej strony i moje wycinki okrążyły podobno Europę, bez znalezienia odpowiedzi na przyczyny dziwnych zmian w mojej cudownej szczęce i innych niewiadomych, moi bliscy zaczęli sięgać po medycynę niekonwencjonalną. Tym sposobem odwiedziłam z nimi wielu "znanych" znachorów, bioenergoterapeutów, byłam u dwóch szeptuch i kilku specjalistów medycy chińskiej. Przeprowadzono na mnie dziesiątki obrządków i zaklęć. Nie obce było mi ściąganie klątwy za pomocą jajka. Zabieg akupunktury tylko pogorszył stan. Przeszłam wiele bolesnych masaży, które miały oczyścić moje czakramy.
Jednocześnie chodziłam też do najbardziej znanych lekarzy, którzy wymyślali coraz to inne choroby i sobie je eliminowali. Niejednokrotnie miałam serdecznie dość.
Spędziłam wiele lat między tymi dwoma światami, widząc nieporadność jednych i drugich. Nie wierzyłam ani jednym, ani drugim. Mieli mi pomóc, a nie robili tego przez dobrych kilka lat. Każdą wiadomość o czymś czy kimś nowym przyjmowałam "o matko, nie znowu".
Dopiero po śmierci babci i krótko przez planowaną operacją płuc (sic!) (odmówiłam końcem końców), trafiłam do człowieka, który mi w końcu pomógł, który pomógł mi odbudować wyniszczony lekami i złą dietą organizm oraz umęczoną wszystkim razem psychikę. Człowieka, który faktycznie wiedząc, że nie wierzę w już nic, po prostu udowodnił mi, że  można było mnie z tego wyciągnąć. Dziś uważam, że mogę tylko żałować, że nie trafiłam na niego na początku, ale lepiej późno niż wcale, a i tak się cieszę, że właśnie w ogóle.
Nie można było do niego trafić "z ulicy" czy ogłoszeń. Nie zajmował się każdym, ale że nie odmawiał, to prosił tylko, żeby o nim nie mówić. To, że został mi polecony, a ja jemu, to duża zaleta "przypadku". Miał poniekąd słuszną przecież teorię, że ludzie i tak nie słuchają i nie szanują jego pracy (nie stosując się do wytycznych - a to on polecił mi m.in. 5 przemian), podchodząc do leczenia jak do spowiedzi - wyspowiadam się i dalej będę robił swoje, przyjdę do Pana W., on mi pomoże i dalej  będę robić swoje. Obiecałam i sobie i jemu, że nie zmarnuję jego pracy i nauki.
Był ostatnim mentorem, jakiego miałam. Zmarł 2 lata temu. Był jedynym, znanym mi człowiekiem, który potrafił łączyć mądrość medycy wschodu i zachodu.  Konwencjonalną i niekonwencjonalną. Był człowiekiem, dzięki któremu wyszłam z marazmu i cholernie bolesnej choroby (w którą, jak się okazało, sama się wpędziłam). Dzięki niemu przestałam udawać i zaczęłam żyć. I żyję od kilku lat i dlatego cholernie to doceniam. To właśnie w podobnym czasie trafiłam też na slow life. Bardzo składnie się to wszystko złożyło. Niemniej, moje podejście do metod niekonwencjonalnych nie zmieniło się. Uważam, że jest w tym wszystkim za dużo szarlatanów i naciągaczy. Nie zmieniło się też podejście do medycyny konwencjonalnej, która ma wielkie osiągnięcia w diagnostyce, ale niestety zbyt mało lekarzy potrafi te narzędzia stosować i interpretować. Nieufna jestem dalece wobec jednych i drugich. Jedni i drudzy miewają jednak wyjątki - ludzi, którzy potrafią pomagać na coś więcej niż katar. Myślę, że ci najlepsi łączą obie mądrości. Ilu takich się znajdzie? Nie wiem. 
Nie wątpię natomiast, że często ludzie łykają chemię, a pomogły by im metody medycyny niekonwencjonalnej, od zmiany diety począwszy, a czasami unikają lekarzy, którzy jednym lekiem pomogliby pozbyć się jakiejś dolegliwości. Negowanie się tego wzajemnie jest wg mnie stratą dla ludzi, ale cóż.

A jeszcze inna sprawa - ile dzisiejszych chorób ma podłoże wyłącznie psychosomatyczne, ile ma źródeł w stresie i leczenie w ogóle jest nietrafione, bo najważniejsza jest zmiana trybu życia. Prawda? No prawda.

Z programu: jeszcze kwestia szamanów, nad Bajkałem. Kurcze, zrobiło to na mnie wrażenie. Tzn już samo określenie szaman robi (nie tylko przez związany z tym mistycyzm), tylko też może dlatego, że mam znamię, o którymi kiedyś jedna z lekarek (dermatolog) powiedziała, że przez nie, byłabym kimś ważnym dla szamanów. Chciałabym to kiedyś sprawdzić i dopytać, o co chodzi. Kto wie. Może kiedyś zapytam.



Co do wątku magii, który przewija się również mocno w serii "6. zmysł", nie będę się wypowiadać - na pewno nie tu i nie dziś. Może kiedyś mnie natchnie. Czy mam z nią jakieś doświadczenia? Niewiele jest obszarów, w których nie mam. Tyle.

Rzadko o tym wszystkim myślę, bo wychodzę z założenia, że co za mną, to za mną i patrzę do przodu.

Trafienie na program Przemka Kossakowskiego było dla mnie jednak bardzo dobrym przeżyciem z dwóch względów - po pierwsze sama formuła programu - super,  po drugie - Przemek jako prowadzący - rewelacja, można się w nim zakochać za dystans, a jednocześnie zaangażowanie. I rozbawiał mnie niektórymi komentarzami niemożliwie. Naprawdę fajny facet i dorzucam go do "osobowości". Pokazanie świata medycyny niekonwencjonalnej nie mogło odbyć się lepiej. Wielu metod nie zdecydowałabym się wypróbować za nic, szacunek Panie Przemku, za oddanie sprawie.

Zadziwia głęboka wiara ludzi, którzy korzystają z tych metod i przekonanie o ich skuteczności. Program Kossakowskiego i jego rozmowy z ludźmi w poczekalniach przypominały mi moje własne przeżycia. Nigdy nie wiedziałam, co o tym myśleć, ale myślę, że ta wiara tych ludzi jest podstawą poczucia tego, po co się poszło. 

 Ciekawostka, Przemek przejechał Rosję (w części "6. zmysł - Rosja", ale zacznij oglądanie od "Ukrainy", bo to cykl i widać powiązania, a po drugie po prostu warto). Przemek przejechał Rosję niczym innym, jak moją wymarzoną Koleją Transsyberyjską. Naprawdę bezcenny fragment, który pozwolił mi trochę dopracować marzenie, w sensie -ja to muszę jeszcze głęboko przemyśleć. Absolutnie nie zmieniam samego marzenia, ale wiem teraz, że muszę je mocno dopracować.

Do tego doszło mi jeszcze jedno marzenie (kurcze, Przemek, musiałeś być nimi tak zachwycony? :-) - poprzebywać z delfinami. No teraz to mam motywację do nauki pływania.

Wracając jeszcze do wątku metod niekonwencjonalnych, na dziś poprzestaję na kilku, które weszły po prostu w standardy spa - masaże, sauna, kontakt ze zwierzętami (jak zaczyna mnie boleć głowa, to kładą ją na moim kocie. Jego mruczenie mi pomaga. Tak, wierzę w to ;-), akupresura.


Więcej o programie "6 zmysł" Przemka Kossakowskiego:

Odcinki dostępne na player TVN: 6. Zmysł  by Przemek Kossakowski
Fanpage na fb: 6. zmysł. Kossakowski




Wiem jedno: prawdziwe jest powiedzenie "wiara czyni cuda", cała reszta to kwestia wiary i definicji cudu.

Myślę, że my jako ludzie (znakomita większość nas), po prostu doskonale nie znamy swoich mentalnych możliwości i nie wiemy, na ile możemy sami sobie pomóc i zaszkodzić. Może nie jest do tego potrzebne nic, poza wiarą... w siebie i swoje możliwości.