6.5.14

Przeszło wierszem, czyli o maturze

Matury.  Uśmiecham się co roku. 

Dla mnie okres matur był świetny. Nie odczuwałam za bardzo stresu, bo byłam szalenie i szczęśliwie zakochana.

I miałam szczęście (co mnie cieszy).

Dlaczego?




Z matematyki byłam świetna, więc prawie zero stresu. Z polskiego powiedziałam, że wezmę interpretację wiersza. Język niemiecki zamknęłam wygraną wcześniej olimpiadą.
Zostałam maturzystką roku, a jeszcze udało mi się pomóc kilku osobom.
Straciłam "przyjaciółkę", bo się okazało, że ona też pretendowała do tego tytułu (a ja się o nim dowiedziałam przy rozdaniu świadectw). Dostałam kronikę filmu, dyplom i 300zł.
Ale niestety, jak mam szczęście, tak do kobiet, no niekoniecznie. Lepiej się rozumiem z facetami. Całe życie. Taka karma. Chociaż, żeby nie było, jak już trafiam na perły, to są wspaniałe.

Gdy myślę o tamtym czasie, to się zastanawiam, że naprawdę nie było przy tym stresu, nie taki, jaki rozumiem dziś. Może dlatego z taką względną łatwością zdałam maturę, że się jej nie bałam, że byłam ciekawa i zadań i wyników. Może dlatego, że byłam tak zakochana.

Wiersz. Gdy byłam młodsza kochałam poezję. Dalej lubię, ale kiedyś, jako nastolatka, naprawdę ją kochałam i "czułam". Interpretacja wiersza była dla mnie pestką. Maturę napisałam na kilkanaście stron i zatrzymał mnie tylko czas i zastanawianie nad banalnym przecinkami i ortografią. Dziwiło mnie, że inni odbierali tę interpretację wiersza jako odwagę. Przecież nic nie daje takiej swobody.  Bałam się trochę "ustnej", ale jak  się ma szczęście, to ma szczęście.

Niezmiennie jednak lubię poezję śpiewaną. Jednak najlepiej na żywo, czyli rzadko.

Wspominając maturę, pamiętam wszystkie inne egzaminy, szczególnie na studiach i przyznam, że stresował mnie tak szczerze, do prawie omdlenia, jeden - na prawo jazdy. I jak życie pokazało, też bez powodu, bo prawdziwym egzaminem był pierwszy samodzielny wyjazd na miasto. A potem stresujących okazji jest już tylko coraz więcej ;-)

Ale matury... No fajny okres. I jeszcze wszystko przed wami.

Zdjęcie z mojej studniówki. I pierwszy dzióbek w historii ;-) prawie 20 lat temu. #tadam



I niczego nam się tak fajnie nie śpiewało, jak "znów za rok matura".... Tak dla rozluźnienia napięcia. Pierwszego zbiorowego napięcia w życiu, bo oczywiście, że się stresowałam, ale bardziej byłam jednak zakochana :-)

Dzięki J. Bez tego zakochania, pewnie bym nie podeszła z takim względnym spokojem, ale gdy wiedziałam, że czekasz na mnie przed szkołą, to tak jakoś było mi wszystko bardziej obojętne. 
Ech te miłości życia. Byłeś jedną z pierwszych ;-)