15.5.14

Gram, nie przeszkadzać

Wchodzę do domu.
- co tam u ciebie? - pytam odwieszając płaszcz
- właśnie podbiłem kolejną wioskę - dobiega z pokoju.

Pytanie na dziś: czy lubisz grać? Czy gra ktoś z twoich bliskich, bądź znajomych?
Mam dobrą wiadomość - to bardzo dobrze. Granie jest doskonałym międzyczasem.









Ludzie, którzy nie grają, albo widzą w grach zło, są po prostu niedoinformowani (ładnie to nazwę) i nie rozumieją podstawowej sprawy - mózg gracza zaangażowany w grę, w tle przeprowadza skomplikowane analizy rzeczywistości swojego właściciela :-)

Wyobraź sobie, że mózg gracza mówi tak - człowieku idź ty sobie pograj, popodbijaj coś, WYGRAJ, przechodź kolejne etapy, pograj w PS, wygraj jakąś partię w tenisa ziemnego czy rzut dyskiem. Poczuj się zwycięzcą. Daj sobie poczucie spełnienia i sukcesu i radości i satysfakcji. Wciel się w jakąś postać. Rozwiąż jakieś zadanie. Uratuj coś. Albo zabij. Ja się w tym czasie zajmę czymś zupełnie innym. Potem zobaczysz, czym. Poczujesz to niebawem. Ale potem. Teraz daj mi spokój.


I idziesz grać.


Wiesz, można zajmować się różnymi rzeczami, można mieć sporo odpowiedzialnych mniej lub bardziej zadań i funkcji w życiu, można odpowiadać za różne rzeczy i sprawy, albo i nie,  można mieć mniej lub bardziej stresujące okresy, można mieć różne sposoby relaksowania od szydełkowania, poprzez grzebanie w ogródku, oglądanie filmów, wszystko, wszystko. Chociaż robiąc wszystko inne, dalej myślisz o czymś, co zaprząta ci głowę. Fajnie. Ale właśnie istotne jest, że wirtualny świat pozwala naszemu mózgowi faktycznie odciąć się od rzeczywistości, co czasami jest dla nas zbawienne. Naprawdę. To, że po prostu musimy skupić się na świecie z gry, na sprawie czy zagadce, daje naszemu mózgowi czas i sposobność na złapanie oddechu... od nas. Od naszego myślenia o czymś.


Mam alergię na demonizowanie różnych spraw. Nie lubię histerii. Dlatego gdy ktoś uważa, że gry komputerowe czy konsole są stratą czasu, to po prostu tego nie rozumie. Czy namawiam do grania? W życiu.  Ludzie za łatwo wpadają w nałogi, a to ma być rodzaj rozrywki, ew. sposób życia, dla tych, którzy zajmują się grami zawodowo.


Czasami te wirtualne osiągnięcia są zbawienne dla naszego mózgu i poczucia wartości. Szczególnie, gdy w rzeczywistości zmagamy się z jakimś bardziej złożonym problemem, albo gdy musimy poczekać na rozwój sytuacji, gdy krótko mówiąc stoimy w punkcie, w którym już sami nic nie możemy zrobić, a sprawa nas absorbuje, to najlepiej jest wyłączyć się z niej.
Granie w coś doskonale na to pomaga.



Wiem też po sobie, że jeśli po prostu chcę się zrelaksować, to sięgnę po 2048 czy byle pasjansa, czasami jednak mam ochotę na jakieś przygodówki, czy strategie, albo łamigłówki logiczne. Lubię też wszelkie hidden objects, albo escape (rzadko kiedy udaje mi się uciec ;-) Różnie. Przyznaję, że kiedyś, kiedyś, grałam o wiele więcej. Potrafiłam noce spędzić na "Post mortem", "Diablo", czy "Syberii", albo "Dreamfall", czy "Machinarium". No po prostu to kochałam i miałam na czole wypisane "nie przeszkadzać". Dziś do prawda nie grywam w gry inne niż na smartfonie, ale rozumiem, gdy ludzie mają takie okresy, bądź dni, że chcą usiąść przed kompem, czy inną konsolą i po prostu grać.

I na marginesie, jak nie wierzysz w skuteczność tej metody, jako pobudzającej mózg i kreatywność, to popatrz na ludzi, którzy lubią gry i ilu z nich osiąga sukcesy w innych dziedzinach.

Dlaczego? Bo to działa podobnie, jak głupie żarty w biurze.

Już jasne?
Dziękuję za uwagę.


Zagrajmy.