8.8.12

Życzliwość

Życzliwość jest ważniejsza niż wszelkie sztuczne układy i układziki. Czasami jedna przeszkoda potrafi być bardziej uciążliwa niż kamień u nogi, dlatego życzliwości są po prostu bezcenne. Dzięki nim nasze życie jest płynniejsze. Dzięki niej nie blokujemy się na upierdliwościach, procedurach, kłodach. Prawie wszystkie z nich można omijać dzięki ludzkiej życzliwości. To działa we wszystkich możliwych kierunkach.

Moje ulubione, chociażby w wykonaniu pracowników różnych miejsc.



I. Sytuacja przy kasie jednego z delikatesów:
Przekładam podziałkę podajnika, dodając, że pakowanie zajmie mi pewnie trochę czasu
"Większość ludzi woli tę pierwszą połowę" mówi chłopak przesuwając kolejne rzeczy
"Ja również, ale nie chcę Panu blokować tej strony, bo pakowanie na pewno mi chwilę zajmie" odpowiadam. Chłopak dalej kasuje moje rzeczy.  
"Ma Pani naszą kartę rabatową?" - pyta
"Mam, ale zapomniałam zabrać" odpowiadam
"Odliczę Pani z mojej"

Nie musiał. 

II. Podjeżdżam na moją ulubioną stację. Zgodnie z polityką firmy pracownicy tankują samochód, gdy się tego chce. Ja w życiu jeszcze sama nie tankowałam, bo albo tankuję na tych stacjach, albo tankuje mój mąż. Właściwie płynu do spryskiwaczy też jeszcze nie wlewałam. Jedną i drugą czynność w razie konieczności wykonam sama, ale lubię to. I lubię okazywać wdzięczność, a to dobra okazja, do powiedzenia "dziękuję" :-)

Podjeżdżam. Rozmawiam chwilę z pracownikiem stacji podkreślając, jak doceniam to, że pomagają zatankować
uśmiecham się "Dzień dobry. Pomocy. Zatankuje mi Pan diesla?"
"Nie chce Pani zatankować (podaje mi inny, droższy rodzaj)?"
"Nie tym razem. Następnym na pewno"
"Dobrze, to dam Pani punkty rabatowe, dzięki temu zatankujemy tego lepszego, w cenie zwykłego, dobrze?"

Fantastyczny. Nie musiał. Jeśli to chwyt marki, to nic. Też nie musiał.

III.

Stoję w potwornym korku. Ruchem kieruje policjant. Podjeżdżam akurat w momencie, gdy zmienia ruch. Zdążyłam złapać jego spojrzenie i uśmiechnęłam się błagalnie. Cofnął ruch, puścił mnie i wrócił do zamierzonego kierunku. Nie musiał. 


IV. Wpuszczanie z podporządkowanej - zna każdy kierowca. W końcu ktoś ma gest i wpuszcza (bądź my wpuszczamy. Chociaż życzliwość czy kultura na drodze to zupełnie inna sprawa, warta książki ;-)

Przykłady mamy praktycznie każdego dnia.

Uwielbiam być rozpieszczana (bo tak traktuję każdy gest) i pozwalam ludziom na to zawsze ale też sama o tym pamiętam, żeby innym tego nie żałować.

Zawodowo.
Współpraca z dostawcami. Dziesiątki razy pomagają mi przyspieszając coś, reagując szybko na prośbę. Zawsze jestem wobec nich też życzliwa, uprzejma. Bardzo dbam o ton korespondencji, rozmów. Jeśli sytuacja jest trudna, to i tak nie posuwam się nigdy do chamstwa, jest to dla mnie niewyobrażalne generalnie w kontaktach służbowych, ale też w relacjach prywatnych. Stanowczość NIGDY nie jest podszyta chamstwem. Chamstwo to brak i profesjonalizmu i kultury. W jakiejkolwiek relacji.
Sama też nie zostawiam w potrzebie np. klientów. Nie podchodzę do pracy na zasadzie "muszę/ nie muszę". Ja chcę, jeśli nie mogę, to rozmawiam z tymi, którzy mogą, bo prawie zawsze ktoś taki jest, ale ja o tym wiem. I koło się zatacza. W tę i drugą stronę. 

Czasami się słyszy o sytuacjach,  w których w powietrzu krążą wyzwiska. Mierzi mnie to. Prostactwo jest dla mnie poziomem, do którego zniżenie się jest dla mnie zejściem poniżej mojej własnej granicy tolerancji. Jeśli widzę kogoś pełzającego poniżej tej granicy, to z reguły budzi on moje politowanie. To nawet nie kwestia słabości. Chamstwo, nieuprzejmość, roszczeniowe podejście? Są wyborem, ale zawsze będą blokadą, w efekcie końcowym. Unikam tego, bo to zaraża i swędzi potem jak ugryzienie komara. 

Urzędy. Wiele razy spotkałam się z pomocą i podpowiedzią ze strony urzędników. Doskonale wiem, że ci wszyscy ludzie NIE MUSZĄ tego robić. Szczególnie w urzędach, gdzie procedury można zawsze załatwić w urzędowym trybie, bądź "od ręki".

Jesteśmy często zdani na cudzą życzliwość, bo nie znając się dokładnie na przepisach, procedurach (nie sposób w końcu znać się na wszystkich), można utonąć. Tylko dzięki życzliwości udaje się nam w tym wszystkim płynnie poruszać. Oczywiście nie zawsze bywa różowo, bo zdarzają się ludzie bezinteresownie niechętni do pomocy (bo mają "władzę" - a są chwile, że wszyscy ją mamy, bez względu na to, czym się zajmujemy), ale są na szczęście ewenementami. Zawsze mogą zastosować przepis/ zapis/ procedurę czy po prostu sposób zachowania albo ułatwiający coś, albo wręcz uniemożliwiający realizację czegoś, albo nie. Oczywiście nie ma rzeczy niemożliwych i zawsze się znajdzie jakieś wyjście, ale ta bezinteresowna życzliwość i pomoc, o którą najlepiej po prostu poprosić, czasami chociażby uśmiechem są bezcenne.

Życzliwość nie jest OBOWIĄZKOWA, nie uznaję hasła "nie robią łaski". Robią. Każdy z nas, wykonując swoje obowiązki, mając do czynienia z ludźmi w jakichkolwiek relacjach, dziesiątki razy w ciągu dnia decyduje, czy być życzliwym, czy podpowiedzieć komuś rozwiązanie, czy załatwić coś "od ręki", czy odpowiedzieć teraz czy potem, czy wykonać jakiś gest (przytrzymać drzwi, podać coś, podpowiedzieć). Nie chodzi o obowiązkowość, bo ona często pozwala i tak się zakrywać przed czymś, chodzi o życzliwość, która powoduje, że robimy coś, czego wcale robić nie musimy.

Gdyby wszyscy kierowali się głównie życzliwością, wszystko na świecie rozwijałoby się zupełnie inaczej. Ludzie ma każdym jednym stanowisku, na każdej jednej pozycji mają zawsze wybór. Poniżenie kogoś, pokazanie pozornej wyższości, odbiją sobie w inny sposób. Nie chodzi mi też o fałszywą uprzejmość i życzliwość, bo te są równie irytujące, gdy się ma z nimi do czynienia. 

Wystarczy elementarny szacunek do ludzi. Wszędzie, bo wszyscy jesteśmy w jednej wielkiej siatce zależności. Uśmiech, "proszę", "dziękuję", "czy może mi Pan/ Pani pomóc z ...?", "mogę pomóc?", wykonywanie drobnych, niezobowiązujących gestów, czasami napisanie kilku miłych słów, nawet na kartce post it, zawsze będzie dobre. Wszystkim żyłoby się lepiej. Wszyscy miewamy lepsze i gorsze dni, wszyscy bywamy od kogoś zależni, nawet przez sekundy. Od tych sekund czasami zależy bardzo wiele. 

Warto o tym pamiętać, zanim następnym razem nakrzyczymy na kelnera za brak sosu (co zdarzało mi się widzieć), albo z góry założymy, że ktoś chciał nam zrobić na złość. Wyjątki są wszędzie, ale zdecydowana większość ludzi jest normalna, bo owszem, mam szczęście do ludzi, ale pewnie wszyscy je w tej siatce powiązań mamy. Warto to docenić. O takich ludziach, o tych życzliwościach w takich sytuacjach myślę praktycznie każdego dnia, nawet, gdy wydarza się coś przykrego czy smutnego, to zawsze jest ten moment, gdy można docenić życzliwość i pomyśleć " you've made my day" :-)