1.11.12

Gdy nie zostanie już nic - o ekologii

Przemijanie. To to, z czym pogodziłam się już dawno, częściowo dzięki De Mello, którego wieki temu przywołał Kominek. Doskonała filozofia, dzięki której bez problemu od lat przyjmuję fakt przemijania. Oczekuję go wręcz. Czekam na koniec, który oznacza początek nowego. Kocham się zakochiwać, żeby zaraz mi przechodziło w następne. Niby zawsze tak miałam, ale De Mello pokazał mi, że to normalne. Nie przywiązuję się. Nie odpycham, nie przyciągam. Przemijanie daje mi zupełny luz w podejściu do życia. Właściwie zawsze kształtowały mnie książki, do których mam niemniejsze szczęście niż do ludzi.
Przemijanie. Właściwie ma to ten plus, że tym mocniej biorę to, co jest. Nawet słowa przysięgi małżeńskiej są dla mnie obarczone kilkoma *małym drukiem. Wszystko co wieczne ma swoje wyjątki. Ale u mnie to jest swego rodzaju pokora wobec życia. Jako takiego. Przemijanie ma to też do siebie, że nie pomyślę, nie poczuję "to, to do końca życia i jeden dzień dłużej". 
Na ile będzie, na tyle dobrze. 

Przemijanie.  Najbardziej jest jednak przykre, gdy dotyczy otaczającego nas świata naturalnego. Już dawno przestałam mieć łzy w oczach widząc znikające budynki mojego dzieciństwa, jak np. budynek fabryki słodyczy "Bałtyk", na którego miejscu powstała Galeria Bałtycka. Albo hangary nieistniejącego lotniska na Zaspie, w których bawiliśmy się w dzieciństwie, a w miejscu których powstało centrum "Etc". Jest mnóstwo takich miejsc. Czasami mijając, gdy mam pmsa i włącza mi się przewrażliwienie, to cicho wzdycham. Tak samo czuję się jeżdżąc na Kaszuby. Jeszcze kilka lat temu miałam wiele ulubionych, wyludnionych miejsc. Potrafiłam wybrać się tam tylko po to, żeby popatrzeć na taflę cichego jeziora, wsłuchać się w szum lasu, szelest drzew, cichy pomruk wody. Teraz jest to niemożliwe, miejsca te zostały odkryte przez turystów. Wycofuję się. Rozumiem, że miejscowi muszą z czegoś żyć i turystyka jest podstawą. Lista moich miejsc się zmienia, kurczy i rozszerza w innych kierunkach. Przemijanie. 
Moja Trawa poruszyła kolejną kwestię z tym związaną. Cywilizacja ogarnia Ziemię jak Nicość z "Niekończącej się opowieści". Możemy przed nią uciekać, możemy się jej poddać. Niewiele z tego miejsca możemy zrobić, żeby skierować ją w innych kierunkach, żeby uszanować to, co jeszcze się uchowało jako naturalne. 
Chciałabym być bogata. Ale tak naprawdę bogata, żeby móc na to wpływać. Pomijając bogactwo jako otwarcie na możliwość pomagania innym (co mnie gniecie bardziej, niż brak środków na przykładowo podróż marzeń),  to inwestowałabym na pewno w projekty, które mają chronić środowisko. Wolałabym wydać pieniądze na źródła energii odnawialnej, które nie są ekonomiczne, jako inwestycja, ale są lepsze dla środowiska. Nie będę krytykować decydentów, są tylko ludźmi, szkoda, że nie chcą pomyśleć przyszłościowo nie tylko w kontekście potencjalnych zysków, ale też strat. Często nieodwracalnych. Przemijanie. Gotowość do zmian, tylko za jaką cenę?


Marzy mi się własny dom. Z wielkim, naprawdę wielkim ogrodem.  Nasłuchałam się jednak opowieści znajomych, których znajomi też mieli takie marzenie i sobie taki dom sprawili. Kredyt na wiele lat, wyrzeczenia ogromne, bo poddanie życia budynkowi jest wg mnie wyrzeczeniem. I po jakimś czasie okazało się, że pod oknami ich cudnego domu na odludziu, albo przez działkę, na której ten dom stoi, przebiegać będzie obwodnica albo autostrada. Cudne prawda? 

Widok z okna biura, w którym pracuję. Niebawem będzie tędy biegła kolej Metropolitalna, co jest dobre. Dziś jednak jeszcze mam możliwość patrzeć na sarny kładące się czasami pod oknami, albo przebiegające jelonki czy zające. 


Pomijam to wszystko, co się z tym dalej wiąże. Dla mnie istotny był fakt, że budując dom na obrzeżach miasta nie można mieć pewności, że nie zmienią się plany zagospodarowania terenu i nasz ogród na brzegu lasu nie będzie za chwilę graniczył z ekranami przeciwdźwiękowymi autostrady. W tym lepszym przypadku. Nie, nie jestem gotowa na takie historie. Właśnie przez to nie decyduję się na myślenie o domu. Jeszcze. Między innymi, bo nie chciałabym podporządkować życia kredytowi na dom. Jak kupować to tak, żeby było na niego stać. Od razu. I od razu na pomoc do jego prowadzenia, sprzątania itp. Bo tak. Szkoda by mi było na to czasu. Podobno to snobizm. Jedno z nadużywanych słów.

Jednak jeśli, jeśli będę bogata, to naprawdę wiele środków oddam na projekty, które chronić będą faktycznie środowisko. Faktycznie, a nie w postaci mało skutecznych akcji czy pseudo projektów ochrony środowiska. Nie denerwuję się na to, bo to jest bez sensu, nie potępiam, bo to równie bez sensu.

 Marzy mi się zdobycie w życiu środków, które pozwalałyby na faktyczne przeciwdziałania szkodliwości. Ekologią i naturą szasta się teraz, bo to modne jak buty emu. Tylko te bezmyślne ekoszastanie jest taką wydmuszką strzelającą ładnymi ekoświatełkami. Takie pitupitu. No fajnie, można się uśmiechnąć. Ekologia nie jest w siatkach czy samochodach na prąd, albo jeżdżeniu autobusami zamiast samochodami.

 Ekologia zaczyna się tam, gdzie można chronić środowisko naturalne, stosując droższe, ale lepsze rozwiązania, gdzie można odbudowywać zniszczone ekosystemy, gdzie można oddać naturze teren, który ludzie bezmyślnie zagospodarują. Ekologia jest w ekofarmach, fermach, uprawach, chodowlach, które paradoskalnie są droższe od "nowoczesnych". To mnie naprawdę nie przestaje zadziwiać, chociaż znam mechanizmy i przyczyny wyższych kosztów. Ba, może tym bardziej dlatego. Ale jak już będę bogata, to stworzę program finansowania ekohodowli. No ale niecne plany na bok...

Natura jest jak my - wystarczy jej nie przeszkadzać. Ona da sobie radę. Ba, będzie z nami współpracować, co widzimy na drogich, a fenomenalnych źródłach energii odnawialnej. Panele słoneczne, systemy minielektowni wodnych, itp. Wiele świetnych rozwiązań. Kosztownych, ale wartych inwestycji, wsparcia wdrażania ich.
Może kiedyś będę mogła przejść do konkretów i bez histerii będę mogła wpływać na kierunek rozwoju. Bieg wydarzeń na szeroką skalę. Marzyć jest tak przyjemnie. Marzenia dają nadzieję.

 Eh, przemijanie. Marzy mi się rozsądne podejście do przyszłości.



Patrząc za siebie fajnie jest nie żałować.