Spojrzenie w oczy - Monachium

Rano jem śniadanie w domu, wieczorem kolację w Monachium, przy śniadaniu dosiada się do nas trzech Hiszpanów. Dwóch w wieku średnim, starszych ode mnie i jeden w typie ojca chrzestnego. Nie mam czegoś takiego, jak ulubiony typ mężczyzny. Mam ulubione spojrzenie, rysy, mimikę. Cała reszta staje się nieważna, albo automatycznie pasująca. Fantastyczne oczy i mimika i tak łączą się z fantastycznym facetem, który nie ma w oczach strachu, speszenia (albo raczej zawstydzenia moim lekko świdrującym wzrokiem), niezręczności. Łagodność połączona z bezdyskusyjną stanowczością. Męskie oczy mi wystarczają. Mówią mi wszystko. I pozwalają wszystko dopowiedzieć.

Gdy wieczorem siedziałam w pokoju pracując, miałam otwarte drzwi. Pokój kolegów z firmy był naprzeciwko mojego. Koło północy wrócili Hiszpanie. Ten, który najbardziej wpadł mi w oko zajrzał, zobaczył mnie, spojrzał mi w oczy i powiedział z uśmiechem - Hello madame. Uśmiechnęłam się znad laptopa - Hello senior. Zupełne nic w odniesieniu do wielu powitań z tego dnia. A jednak długo nie mogłam zasnąć. Z wielu powodów.

Lubię mężczyzn, którzy bez skrępowania patrzą w oczy, nie uciekają wzrokiem przy mijaniu. Ostatnio miałam tego kompletną kumulację. Sama lubię patrzeć pewnie, z ciekawością, czasami z czymś więcej, ale zwykle z ciekawością i sympatią, czasami z rozczuleniem, bo w oczach niektórych widać tak potężny brak pewności siebie, że aż proszą się o pogłaskanie na dodanie otuchy. Czasami patrzę bardzo krótko, gdy mnie coś zupełnie nie zaciekawia, albo gdy mężczyzna łapie panikę w oczach. Tryskająca niepewność siebie, miejsca, czasu.
Wsiadam do autobusu na lotnisku. Zatrzymuję wzrok na patrzącym na mnie mężczyźnie. Włoski typ. Mój typ. Spojrzenia się łączą. Uśmiechamy się. Autobus jedzie dość długo. Wchodzę do samolotu. Koledzy pomagają mi się zapakować w luki bagażowe. Siadam. Miejsce zewnętrzne. Idzie Włoch z autokaru. Lekko siwiejące włosy, fajna sylwetka (dopiero teraz to zauważam). Oczy. Padają na numerację, na mnie, na siedzenie pod oknem koło mnie. Uśmiecham się wstając. Siada koło mnie. Stykamy się łokciami na wspólnym podłokietniku. W trakcie lotu myśli krążą mi w najlepsze strefy, czytam magazyn Lufthansy. Reportaż z Afryki. Włoch obok. Proszę stewardessę o herbatę. Przed lądowaniem koledzy siedzący w innych rzędach pokazują mi, żebym spojrzała na zachód słońca. Nachylam się lekko i z dystansem nad sąsiadem pytając: May I? - i z uśmiechem zachwytu patrzę przed okno. Czuję nieznany mi zapach jego perfum.  Czuję na twarzy jego wzrok. Spogląda. Uśmiecham się patrząc mu w oczy, wracam na miejsce. Zamykam oczy. Spada ciśnienie. Przestaję słyszeć. Skupiam myśli na sąsiedzie.  Odpływam. Oddycham głęboko i spokojnie.
Stoimy na lotnisku czekając na bagaże po przeciwnych stronach taśmy. Jeszcze spojrzeliśmy na siebie kilka razy. Bez uśmiechu. Dłużej. Mrużę oczy.  
Jeśli mężczyzna mi się podoba mam sekundowe przymknięcie powiek. Mrużę oczy... bo budzą się fantazje seksualne. Przebłyskują przez myśli. Jak flesze światła. Dotyku. Nieistniejących wspomnień.

Po to są. Wtedy powstają. Niektórym pomagają romanse albo soft porno jak ostatnio modne "50 twarzy Greya". Nie jest to złe, gdy się szuka symulacji na zewnątrz, w literaturze, kinie. Symulacji, albo wytłumaczeń dla własnej potrzeby fantazjowania. Pretekstu. Nie rozumiem hipokryzji wypierania tej sfery. Fantazje mają swoje miejsce w naszym głowach. Powinny mieć. Dodają smaku życiu niemniej niż sama literatura, która w dużej mierze ucieleśnia przecież fantazje autora. Ja lubię kreować własne. Żadna literatura nie da tyle symulacji, bodźców,  co życie. Może nie każdy ma tego świadomość. Może nie każdy odważa się na odbieranie bodźców w życiu. W końcu nie ma ich tak wiele. Nie może być. Nie każdy je pobudzi, obudzi, wywoła. Jeśli się to zdarza, to kocham je przeżywać w niezmienionej formie, w jakiej przeze mnie przebiegają. 
Jestem kobietą z fantazją. To moja sfera. Wyobraźnia to skarb. Mogę wszystko. Robię wszystko, czego bym w rzeczywistości i tak nie zrobiła, bo zaczynam myśleć. W wyobraźni nie muszę. Po prostu przeżywam co chcę. Wszystko, co wybudzają męskie oczy. Niektóre spojrzenia. I dobrze, że są. 

Czy fantazje powinny się spełniać? Po to są, żeby przez nas przepływały. To nie plany do zrealizowania. Chociaż.. oczywiście, niektóre, czasami tak. Ale to co innego. To nie ten rodzaj fantazjowania. Nie lepszy czy gorszy, ale w stylu z Neverendingstory. Istniejący po to, żeby nie zniknęła Fantazja. Jak ci mężczyźni, czasami kobiety przepływający przez nią.
Fantazjowanie jest.. fantastyczne. Pobudza tyle obszarów mózgu, kreatywność, podniecenie, sensualność. Fantazjowanie jest jak czytanie książki, która pisze się w naszej głowie. Książki, którą otwieramy i zamykamy, gdy tego chcemy.
A jak się ma do bycia w związku?  Myśląc o M., wchodząc do domu i patrząc w jego oczy i tak odpływam w zupełny kosmos jego całego. Fantazje zostają na dole, za mną. Przynajmniej te niezwiązane z nim.
Gdy mu czasami o nich, o tych o innych facetach, powierzchownie opowiadam, odpowiada z uśmiechem - napisz o tym książkę. Będzie niezły romans.
Samiec alfa taki ma stosunek do moich fantazji.
Najlepszy z możliwych. Zupełnie jak moje flesze. Mentalna poligamia. Przy M. nie muszę być hipokrytką.

 

Komentarze

  1. Gdy czytam Twoje uwagi pod poszczególnymi notkami zaczynam marzyć o kimś do korekty moich literówek. Niestety nie mam a do wyłapywania błędów potrzebuję mniej lub więcej czasu. Postaraj się nimi nie rozkojarzać (wiem, że to trudne).
    PS. Naprawdę dobre erotyki wychodzą wg mnie wyłącznie spod pióra facetòw. Poruszający się po tematyce erotyki, porno, seksualności mężczyźni są w literaturze lepsi. Bardziej mięsiści. Dosadni. Soczyści. Ja wolę zbierać wspomnienia i fantazje w głowie. Może kiedyś zbiorę to w całość i napiszę najbardziej niestrawną książkę w historii. Na dziś, od zawsze zbieram. To mnie kręci bardziej :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. jak bede mial czas, moge wrzucac korekty na maila, zeby nie smiecic komentarzy. Albo poprawiaj i kasuj koment. Mam prace nie do zaplanowania, i czasami mnostwo czasu, a czasami wcale. No wlasnie staram sie, ale za kazdym razem jak na cos trafie to jak (chyba juz przytaczalem gdzies to porownanie) natrafienie na kawalek skorupki jajka w przepysznej jajecznicy, albo zgrzyt styropianu na szkle (brrr).
    A teksty sa pyszniejsze od tej jajecznicy, serio
    Nie umniejszaj swoich zdolnosci. Ten tekst jest tak pelen zmyslowosci, pieknie zawoalowanego trzepotania rzes, witalnosci, kobiecej pewnosci siebie i w ogole pozytywnego nastawienia do swiata, ze az czytac milo. I swiadectwem dobrej relacji. Kazdy by chcial wiedziec, jak tego dokonac.
    Mysle ze twoja ocena wynika z tego, ze dla ciebie to faceci sa ta druga plcia, ja to oceniam wrecz przeciwnie, chyba ze piszesz o tekstach, ktore maja wywolywac podniecenie z samego opisu sytuacji. Erotyka siedzi w mozgu odbiorcy bodzcow - ergo - na ciebie dzialaja faceci :P Tak sobie mysle, ale ja to sie nie znam.

    OdpowiedzUsuń
  3. Wszystko się zgadza. A reszta? Wszystko w swoim czasie. Nie dziś. Dziś zbieram. Jak te z notki.

    OdpowiedzUsuń
  4. wyzwanie: inteligentny scenariusz pornola, ale taki naprawde zajmujacy, tak, zeby akcja typowa dla tego gatunku byla tylko wisienka na torcie. To scenariusz ma byc tortem. Pisal kiedys o tym Kobylinski w 'Pasjansie Erotycznym' Sprobuj, dasz rade! Inteligentni beda ci wdzieczni. :P
    PS. Kiedys znajomi opowiadali mi o tego typu filmie historyczno-kostiumowym, jak to bywalo od zarania przez wieki, nie udalo mi sie go odnalezc, tym bardziej, ze nie szukalem zbyt usilnie. Ale tam zapewne nacisk polozono na scenografie i kostiumy, a nie na frapuajce zawiazanie akcji.

    OdpowiedzUsuń
  5. taaaaa... erotyzm jest w glowie. Odbiorcy

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście.
      W końcu jako odbiorcy sami reagujemy na bodźce, które dla kogoś innego mogą być nieistotne. Czyż nie? :-)

      Usuń

Prześlij komentarz

Zapraszam do korzystania ze skrótu: https://www.myslowlife.pl