4.11.12

Sentymentalnie

A jestem dziś sentymentalna, to wykorzystam ten moment. Będę prawie wylewna.

Tak piszę tego bloga, piszę i co jakiś czas mam feedback. I jest to zajebiste. Każda wiadomość na privie rozgrzewa mnie i rozpromienia jeszcze bardziej (bardziej niż komentarze, bo na priva dostaję listy. Coś, co już zanika w przyrodzie). Szkoda, że na fb, bo jak pisałam, nie przywiązuję się do tego kanału szczególnie i maile byłyby trwalsze, ale w razie czego i tak sobie je archiwizuję. Na pamiątkę. W tym miejscu, tak, właśnie TU, serdecznie dziękuję, tym osobom, które piszą. Każdy list przerzuca mi przez głowę myśl "Super, że ci się chciało tyle pisać."). Komentarze też kocham, szczególnie, że jest ich tak śladowo i nie są durne. Nawet jeśli się z nimi nie zgadzam, albo autor ma PMSa mózgu, to są OK. Dzięki. O to chodzi.
Grafomania jest dobra, ale nadanie jej lekkiego sensu jest lepsze. 

Chodzę po świecie i mruczę o tym slow life i co jakiś czas ktoś reaguje "poważnie? a to ci powiem..." i zaczynam  dowiadywać się rzeczy ze świata magii, bo nagle się okazuje, że ludzie niesamowitych profesji i tytułów np. samodzielnie odsezonowywują kozi ser, albo robią przetwory, albo kończą budowę chatki nad jeziorem i przeniosą się tam z big city. Slow life to filozofia, to styl życia. To nie luksus, tylko coś, po co sięga wiele osób, gdy już im się przejada zdobywanie świata w wyczerpujący sposób i gdy stwierdzają, że można zdobywać świat slow. I tak sobie czasami ucinam pogawędki i cud miód i orzeszki.  Albo ostatnio, będąc w restauracji rozmawiałam z kucharzem zagadując "prowadzę bloga o szeroko rozumianym slow life i..." Doskonała zaczepka. Feedback z bloga i sygnały ze świata o tym, co robią ludzie, to wszystko fajnie przepływa przez moją czasoprzestrzeń. Czuję Flow ;-)

Najlepsze dla mnie osobiście jest, że ludzie kojarzą mnie ze slowlife i z salsą. Koledzy w pracy w środę zagajają "dziś salsa?", albo gdy jest mowa o mnie, to często slowlife pojawia się tam też. Tak. O to chodzi.  Czekam na czasy, gdy będę sobie rozmawiać o tym z osobami, które z pełną świadomością też będą mówić "też żyję wg slowlife",bo na razie jakoś nie przechodzi to przez usta. Na dziś cieszy mnie, że samo hasło przestaje brzmieć abstrakcyjnie, że dużo się dzieje wokół slow food, ale jest to jeszcze strasznie rozproszone. Nic nie szkodzi.*

Gdy dziś przeczytałam miniwywiad TU: MojaTrawa (buziaki Ola) z Segrittą (z którą przyjaźnimy się już ładnych kilka lat) strasznie się ucieszyłam, że Seg wspomniała o mnie w kontekście slowlife a MojaTrawa o to zapytała :-)
Wywiad polecam, bo dziewczyny poruszają kilka tematów, które są bliskie mojemu sercu ze względu na filozofię. Ekologia, jak slow life, nigdy nie będzie tematem pop, zawsze będzie niszowa. Dziś jest faktycznie modna, jak zauważa Segritta, ale w końcu jako lifstylowa blogerka wie, co jest na topie i sama nieraz kreuje trendy w różnych kierunkach.

Podoba mi się natomiast, że wchodzi do blogosfery świeża krew. To jest dobre w każdym środowisku. Zawsze i wszędzie. O ile ta krew jest tak zdrowa jak MojejTrawy :-)

Przy okazji polecam delikatnie nowiutkiego bloga - kosmesferę i bardzo świeżą blogerkę - Olgę, która jest z wykształcenia i zawodu kosmetologiem i ma hopla na punkcie pielęgnacji, zabiegów i jest w tym wszystkim mocno obeznana. Zawsze się do niej zwracam, gdy mam jakieś wątpliwości odnośnie kosmetyków. Założyła bloga i jest na samym początku, ale jeśli ktoś szuka rzetelnych informacji o kosmetykach, może ją spokojnie pytać. Na pewno chętnie odpowie.


*chyba, że jak pisałam, kiedyś się dorobię tych bilionów i będę mogła stworzyć program wsparcia i rozwoju ekofarm i ekoferm, tak, żeby takie produkty przestały być "drogie". Zrobiłabym porządek z obiegiem informacji o źródłach, targach, miejscach ekoprzyjaznych, stworzyłabym jakiś dobry program lojalnościowy dla hodowców i klientów... Ale to kiedyś. 
Na dziś robię co mogę. Piszę dalej o slow life.

A teraz pora na kakao.