4.11.12

Ptasie radio

Wiele osób dokarmia różne zwierzęta, wspiera schroniska, dokarmia bezpańskie psy i koty. Moją słabością są ptaki. Siłą rzeczy na moim osiedlu poza wróblami, srokami i gołębiami są też mewy. Przy dobrych wiatrach docierają też rybitwy. 
Kiedyś miałam karmnik i kupowałam im mieszanki ziaren, ale to, co robiły z balkonem pozbawiło mnie zapału. Muszę pomyśleć nad innym miejscem dla karmnika. Tymczasem oddaję im resztki chleba. Wiem, że to dla nich tak mało wartościowe odżywczo, jak dla mnie, ale w zimne dni lepsze to niż nic. Wyrzucam na trawnik pod balkonem kawałki i podniecam się obserwowaniem ptaków. Genialne jest samo ich zachowanie. Gdy jeden wyczuwa, że jest tego chleba więcej, to lata i nawołuje. W kilka minut robi się gęsto od ptaków. Różnych. Kocham na to patrzeć. Zlatują się z nie wiadomo skąd. 
Nawoływanie jest też ciekawostką, bo nie ma w nich egoizmu. W końcu mogłyby zakosić jedzenie dla siebie i nie informować nikogo o źródle. A jednak.


 Mewy i wróble łapią kawałek i odlatują.










Gołębie są bardziej leniwe i skubią na miejscu. Są też bardziej oswojone. To jasne. Ale mewy na wysokości twarzy zachwycają mnie swoją wielkością jak sroki ubarwieniem czy wróble maleńkością. Gołębie są też najbardziej towarzyskie. Już przywykłam, że wychodząc na papierosa zaraz będę mieć towarzystwo. Gołębice podlatują bez skrępowania i siadają koło mnie na wyciągnięcie ręki na barierce balkonu. I patrzymy na siebie. Czasami pogadamy, ale z reguły stoimy razem w milczeniu. 

 Kocham te momenty ożywienia, gdy się zlatują. Stoję na balkonie z zaciekawionym kotem i cieszę się jak dziecko.
Jak się wykuruję, to wybiorę się nad morze. Łabędzie tak pięknie czekają i lepiej dla nich, żeby czekały na nas tam, niż narażały życie w poszukiwaniu jedzenia zapuszczają się do miasta.
Dokarmiajmy zwierzęta na zimę szczególnie. Bez nich miasta byłyby betonowo puste, a w końcu niewiele z nich nie odlatuje na zimę. Ja bym odlatywała, ale nie mam tyle urlopu :-)