1.11.12

Salsa solo - zanim zaczniesz


Salsa solo, kilka słów do początkujących



 I do tych, którzy nie uprawiali sportu nigdy, bądź bardzo długo.

 Od ponad roku chodzę na zajęcia salsy solo. Kiedyś może przybliżę postać instruktora, bo jest tego wart. Nie dziś.Kocham te zajęcia za energię, muzykę, to jak poprawia się moja kondycja, elastyczność ciała, jak dobrze działa skok endorfin. Salsa solo jest akurat opcją dla mnie idealną i jak widzę po naszej grupie - nie tylko dla mnie.
Dodatkowo w podobnym składzie spotykamy się jeszcze na latino dzień później, ale latino to już zupełnie inna historia. I instruktor.

Dziś muszę napisać o zjawisku, które obserwuję prawie co tydzień.





NOWA DZIEWCZYNA.
Nowe dziewczyny bywają dwóch typów. Nigdy więcej nie wracają albo wychodzą po ok. 15 min. Nowa dziewczyna to czasami typ naprawdę fajny, atrakcyjny, seksowny, czasami szara myszka, czasami kobieta w wieku mojej mamy. Bez znaczenia. Schemat jest przeważnie ten sam. Na raz.

Dobrze. Załóżmy:

Wariant 1. - Nie spodobało się. OK. W tej grupie nie będę szukać inspiracji do dalszej części notki.

Wariant nr 2 - Nie daje rady. Tupta w miejscu, nie łapie kroków nawet w rozgrzewce, gdzie mamy np. kroki do boku, prawa przód, lewa tył itp. Żadnego szału, obrotów, lajcik. I nowa dziewczyna się gubi na rozgrzewce. UWAGA! Zdradzam tajemnicę:  To normalne. Też tak miałam. Ba, nie nadążałam łapać, która jest prawa a która lewa. Autentycznie myliły mi się nogi i kierunki. Czułam się jakbym urwała się z choinki. I co? No co, no nic. W przerwie podszedł do mnie instruktor i powiedział, żebym się nie przejmowała, bo wszystkie tak mają na początku. Strasznie cenna uwaga. Naprawdę. 

Przez wiele tygodni mnie to trzymało. Tzn. popełnianie błędów, mylenie kroków, kierunków.
Bardzo często musiałam robić przerwy na napicie się. Bolał mnie każdy mięsień, płuca, oczy i włosy. Naprawdę trwało to kilka miesięcy. Oczywiście wspierałam się zajęciami dodatkowymi, ale po prawie 20 latach we względnym bezruchu było to kolosalną zmianą. I genialną. 
Jeśli ktoś planuje włączyć w życiu ruch, a szczególnie taniec, to sugeruję kilka spraw:
1. Popróbować różne rodzaje zajęć tanecznych. Pochodzić dwa, trzy razy, żeby sprawdzić, czy nam pasują. , czy odpowiada nam instruktor, czy czujemy chociaż namiastkę flow zajęć, bo grupy mają też swoją energię, z którą dobrze jest współgrać. Mamy iść na zajęcia z chęcią i przede wszystkim dla dobrej zabawy. To nie turniej, zawody, tu nie ma rywalizacji, chyba że z własnym lenistwem.
2. Nie poddawać się kurka, bo jest trudno. No przepraszam, a jak ma nie być, skoro twoje ciało zna taniec z dyskotek, wesel i prywatek? To nie taniec :-) Także daj sobie i swojemu ciału szansę na poczucie prawdziwego tańca. Ale do tego potrzebny jest czas i sporo ćwiczeń. W końcu każde zajęcia to nowy, inny układ i nie ma mowy o rutynie. Błędy będą się zdarzać zawsze i każdemu. Olej je i kontynuuj układ bez błędów i  zwlekania.
3.  To co polecam jako bonus - ćwiczyć wszędzie i w każdej wolnej chwili. Przy salsie, tańcach latynoskich ćwiczone lubią być biodra i klatka piersiowa. Ćwiczenie kroków podstawowych, obrotów (balansowanie ciałem) też nie zaszkodzi. To ma współgrać, płynąć, falować. A to trzeba ćwiczyć, żeby  przy muzyce już nie myśleć nad krokami, ramonami, tylko tańczyć. Do zrozumienia, poczucia tego potrzebni są dlatego dobrzy instruktorzy. 
4. W zajęciach grupowych instruktor nie jest nianią. Nie oczekuj korekty każdego ruchu. Po prostu się ucz. Patrz na niego/nią, na inne dziewczyny. Nie patrz pod nogi. Łap, czuj, chwytaj. Z każdymi zajęciami będzie lepiej :-) 
5. Na pierwszy raz, a nawet później, jak masz gorszy dzień, to zrób to, co ci pasuje. Wyjdź  (ale wróć następnym razem!) albo ustaw się z tyłu, żeby nie rozbijać grupy, nie wybijać z rytmu i nie powodować zderzeń. Istotna rzecz - zapewniam, że nikt nie ocenia tego, jak tańczysz, bo każdy zajęty jest sobą i układem. Jeśli jednak trafisz do grupy, gdzie czujesz się oceniana, demotywująco krytykowana to zmień grupę.Uwagi to kroków, ustawień, ruchów są wręcz wymagane, jeśli idzie za nimi informacja, jak zrobić coś poprawnie. Nie obrażaj się :-)


Polecam tańce solo, bo ja akurat wolę tańczyć sama bądź w grupie. Mężczyźni są z reguły kiepskimi parterami (chociaż zdarzają się cudne wyjątki) stąd dla własnego dobra przeważnie odmawiam tańca w parze.
Dobrego partnera do tańca wyczuwa się na kilometr. No rzadkie zjawisko. Nie mówię, że z kobietami jest lepiej :-) 

 Jednak zajęcia solo to zupełnie inna bajka, dają strasznie fajne pole do ekspresji, skupienia na sobie i swoim ciele a to się przyda zawsze. Tylko najważniejsze, to się nie bać, nie wstydzić!, nie poddawać tylko dlatego, że początek może być trudny. Efekty po jakimś czasie będą warte zaangażowania.