7.4.14

Asertywności, ile cię cenić trzeba


Asertywność jest generalnie słowem różnie interpretowanym, co często prowadzi do niedomówień bądź nadużyć, albo zwykłego objawu braku kultury.
Trzeba to trochę oczyścić.





Szczególnie problem ten dotyczy kobiet, albo nawet może młodych dziewczyn, które są wychowywane na spolegliwe i uległe (tak długo było ze mną i asertywność była dla mnie... objawem braku kultury i roszczeniowego podejścia). Na szczęście, trafiałam w życiu na fantastycznych ludzi, którzy stopniowo wyprowadzali mnie z tego błędnego poglądu, a potem jeszcze wspierałam się książkami. 

O ile potrafiłam być cudownie asertywna prywatnie, wśród znajomych, z facetami na czele, to problem miałam z obcymi i służbowo. Skutkowało to tym, że pierwsze lata pracy zawodowej dawałam się zwyczajnie wykorzystywać. Właściwie trwało to bardzo długo. Praca w zastępstwie koleżanek z dziećmi (dziś miałabym to totalnie gdzieś, bo to sprawa koleżanki  i pracodawcy, żeby rozwiązać problem a nie moja, gdyż ponieważ mam swoje życie), pozwalanie na wciskaniem sobie zbyt wielu zadań (to problem ambitnych).  
Przykłady można mnożyć, bo bardzo często nie potrafiłam odmówić, ba, zgadzałam się na wiele zachowań, które mi zupełnie nie pasowały, nie mówiąc o wyrażaniu potrzeb. 
Dziś piszę o tym z pewnym niedowierzaniem, ale z perspektywy czasu mogę powiedzieć jedno: bycie asertywnym ma same plusy. Nawet w zakresie selekcji znajomych, ale też jest dobrym motywatorem do... zmiany pracy. W związku sprawdzało się zawsze, ale jak wspomniałam, z tym nie miałam problemów nigdy, może dlatego, że po prostu od początku dobierałam się z mężczyznami odpowiadającymi moim potrzebom. 

O ile już wiemy, kiedy chcemy być asertywni (bo czasami zwyczajnie korzystniej jest ulec, ze względu na 
korzyści długoterminowe, ale o tym kiedy indziej), to ważne jest, żeby nie przesadzić w formie, bo bardzo łatwo być albo agresywnym, albo dalece lekceważącym, co działa zniechęcająco, a nie o to chodzi. Człowiek asertywny jest bowiem grzeczny. Z reguły. Wyjątki potwierdzają regułę.

Kiedyś wyrażanie własnego zdania doprowadzało mnie do bólu brzucha, a potem jeszcze przepraszałam. Serio. Straszne to było. Takie ciągłe przepraszanie, to naprawdę masakra, gdy czujesz, że nie masz za co przepraszać, ale jednocześnie czujesz, że powinnaś. 

Dopiero grubo po 30tce mi to przeszło, ale sporo nad tym pracowałam (dlatego jestem w grupie wiedzących, że życie zaczyna się 35+). Wcześniej okropnie ciężko się pozbyć wkodowanych zachowań, które się wynosi z domu, ale jeśli nam bardzo utrudniają życie, to po prostu nie możemy się poddać. Problemem było to, że właśnie często tłumiona chęć wyrażania zdania, niezgodnego z oczekiwaniami przeradzała się w agresję, za którą czułam potrzebę przepraszać. Huśtawka była okropna. Wypracowanie równowagi przyszło, no w końcu taki był cel. 

Owszem, nadal zdarza mi się wściec, ale to już nie są względu asertywności, tylko charakteru  i czasami to jest po prostu dobre. Ważne, żeby nie było atakiem na człowieka, tylko reakcją na sytuację. Rzucenie kurwą, gdy coś totalnie rozsypuje nam działania jest zdrowe i tyle. Ba, podobno ja tak klnę, że to do mnie pasuje, może to wynika właśnie z tego, że klnę w zrozumiałych momentach. Kwestia wprawy. 

Wracając do asertywności, to dobrym miejscem jest też właśnie blog. Pamiętam, że na drugim blogu miałam potworny problem z krytyką. Serio. Jak dziś o tym myślę, to jest to dla mnie niedorzeczne. Szkoda, że nie miałam tej mądrości kilka lat temu. Tak samo jest z oczekiwaniami. Zmiana podejścia to proces.

Sample: Bardzo życiowa sytuacja. Może moja, może nie, może kogoś bliskiego, może twoja, może usłyszałam, nie ma znaczenia, ważne, że jest autentyczna: Matka dziewczyny ma ciągle pretensje i jest bardzo krytyczna wobec życia córki. Od lat i od początku  coś jej nie pasuje w mężu córki, który wg niej za mało zarabia, jej córka jest taka cudowna, a jej mąż taki niedojda. Chociaż prawda jest taka, że tego męża córki widziała kilka razy w życiu i właściwie go nie zna. Dziewczyna cierpiała. Bardzo. Liczyło się dla nie zdanie matki, ale jednocześnie wiedziała, jak bardzo ta się myli i jak bardzo nie zna zięcia i co najgorsze, jest głucha na tłumaczenia i dowody innych zalet. Dla dziewczyny o wiele ważniejszych. Pewnego dnia, po kolejnej serii oskarżeń i krytyki powiedziała - kocham cię mamo, ale to koniec naszych kontaktów, do czasu, aż będziemy mogli ci udowodnić, że nie masz racji.  Odezwiemy się, gdy osiągniemy sukces, który tobie w końcu zaimponuje, skoro moje szczęście to dla ciebie za mało.
Gdy to wyartykułowała popłakała się z ulgą. Powiedziała coś, co było jedyną, prawidłową i bardzo asertywną reakcją w tej sytuacji. Po latach krytyki z ust matki, krytyki, którą ją potwornie raniła, w końcu powiedziała coś, co pokazało jej dojrzałość. Najważniejsze, to się nie bać i... to co lubię powtarzać w patowych sytuacjach - zawsze jest trzecie wyjście. To właśnie asertywność. 
Ciekawa jestem, kiedy matka z córką znowu porozmawiają i czy to rozwiązanie coś zmieni w ich relacji.  Jedno jest pewne, córka w końcu odzyskała spokój w tej relacji i odzyskała wewnętrzną siłę.

Podobnie bywa w pracy. Jeśli ktoś da sobie wmówić, że nie wyrabia się. To jeden z najbardziej popularnych chwytów pracodawców. Asertywność w tym względzie jest ważna od pierwszego dnia. Nawet jeśli się uczysz (a wdrażanie jest normalne wszędzie), to tego pilnuj. Gdy się już wejdzie w tę spiralę zgody na przepracowanie, to nie ma wyjścia innego niż zmiana pracy, dlatego to bardzo ważne, żeby mieć tego świadomość. Mam znajomą, która jest asertywna zawodowo pięknie. Poznałyśmy się wiele lat temu, w jednej  z firm. Jako jedyna nie zgadzała się na pracę po godzinach. Dziś jest doskonałym i cenionym HRowcem. Dawać się wykorzystywać to nie jest droga do sukcesu, nie mówiąc o zadowoleniu z pracy. Chcesz pracować po 12 godzin? Proszę. Ale jeśli wynika to z braku asertywności, to zmień to. 

A propos obowiązków - czasami bywam świadkiem, gdzie krytykuje się pracę urzędników, sprzedawców itd.  Tu bym była ostrożna z tym orzekaniem "co oni powinni". To, co oni "powinni" określają ich zakresy obowiązków, które przekazuje ich pracodawca. Ty tego raczej nie wiesz i robienie awantury, że ta pani coś ci powinna... ekhm, nie wiesz tego, co ona powinna. Ogarnij się. Pieniactwo to nie asertywność. Dochodzenie swoich praw - absolutnie tak, ale najpierw je poznaj!
To tak na marginesie.

Czasami nawet jako osoba asertywna reaguję nie tak, jak bym chciała, zdarza się, tylko dlatego, że niektórzy potrafią zaskoczyć swoimi pomysłami. Sporadycznie (ostatnio pokazałam faka komuś, kto mi się okropnie wcisnął przed maskę. Zdenerwowałam się, ale... i tak nie żałuję, bo to było właściwie tak naturalne, że nie chciałabym zrobić nic innego ;-)
Reakcje zgodne z sobą, dyplomatyczne, a przy tym właśnie asertywne z czasem wchodzą w krew. No i na to mam całe życie. Najwyżej nie będę miała 100pkt/100pkt w byciu damą, bo jeśli poczuję potrzebę właśnie pokazania faka, to to zrobię znowu. Najważniejsze, że asertywność jako taka jest dla mnie już chlebem codziennym i właściwie się nad nią nie zastanawiam. To naprawdę bardzo elementarna umiejętność i polecam sięgnięcie po lektury, które jej uczą.
Tak, reakcje to krok pierwszy, a krokiem drugim jest sięganie po to, czego chcemy i tu jestem życiowo teraz ;-)

Bycie asertywnym daje poczucie wewnętrznego spokoju, dlatego też, że np. nie trzeba analizować sytuacji po fakcie. Mam zgodność zachowania z odczuciami. Nie analizuję każdego słowa, bo nie mam takiej potrzeby. Nie trzeba przeżywać czyjegoś zachowania, bo reakcja była taka, jaka miała być i mamy zgodność ze sobą. To podstawa zdrowego snu.


Co jest ważne, człowiek asertywny jest miły. Wiesz czemu? Bo jest wyluzowany. Nie napina się, nie nakręca w myślach, bo nie musi. Co jest jeszcze lepsze - asertywność to nie charyzma, można się jej zwyczajnie nauczyć.



 Kiedyś do tego jeszcze wrócę. Chyba :-)
 Na koniec przypominam moją świętą zasadę -
  kobieta zdobywa mężczyznę cierpliwością i asertywnością.
dowcip życia polega na tym, że wzajemnie. 

żródło obrazka TU