3.4.14

W imię

kadr z filmu "W imię"

Już dawno nie widziałam tak dobrej kreacji. Film M. Szumowskiej "W imię". Jeden z lepszych w polskiej kinematografii ostatnich lat. Nie piszę o wszystkich filmach, które obejrzałam, ale o tym napiszę dlatego, że większość recenzji, na które trafiłam, jest nieprzychylna. 
Dla mnie film jest świetny. Dotyka istoty... samotności i wyalienowania. 
Dokładnie to jest samotność. 



Wiele ujmujących scen, ciekawie pokazana relacja. Reakcja. Wypieranie, zamiatanie pod dywan. Wstyd aż po śmierć, wynikający z braku samoakceptacji, a może świadomości braku akceptacji dla odmienności. Nie wiem, czy głównym bohaterem jest tylko grany przez Andrzeja Chyrę ksiądz Adam. Ujął mnie też Szczepan (grany równie dobrze przez Mateusza Kościukiewicza). Niechęć poczułam błyskawicznie do Adriana (w tej roli Tomasz Schuchardt, ale brawo za taką grę. Zagranie takiej postaci jest na pewno równie trudne.)

Ksiądz Adam. Już sam fakt, że gra go Andrzej Chyra, którego jestem chyba najbardziej skrytą fanką (za wszystkie role filmowe i teatralne. Jeden z ludzi na liście "chciałabym poznać") jest dla mnie trudny. Tak fajny facet i ksiądz. Hm. No niekoniecznie lubię takie połączenia. Ale ok, w naturze nie spotykam, może dlatego, że traktuję księży z automatu aseksualnie. A tu Chyra, no akurat on. No dobrze. Chociaż scena w wannie, albo biegnący... No nie. Nie myślę o tym.  Powiedzmy. Chociaż tak, to ludzkie, właśnie dlatego tak bliskie możliwej rzeczywistości. Bardzo dobrze.  

Idziemy w postać. Widzimy człowieka. Po prostu. Dobrego księdza. Bez przerysowań, bez ujmowania czy wyolbrzymiania. Po prostu dobrego księdza. Typ zakonnika. Doskonałego psychologa. 

I takim pozostaje dla mnie do końca.
Do ostatniego kadru. Może jeszcze bardziej właśnie przez ten ostatni kadr, bo to dodatkowy dowód, który wywołał we mnie też niesamowity smutek, bo dobił ten obraz ludzkiej samotności i wyborów. Może po prostu poruszył jakąś istotę mnie, której na co dzień nie jestem świadoma, a jest to w końcu oczywiste, że w jakimś stopniu każdy z nas jest...sam. Może lepiej o tym czasami sobie przypomnieć, może właśnie tak.

Doskonale pokazana jest też różnica między prywatnością, a kompletną skrytością, tajemnicą. Czym innym jest nieujawnianie czegoś, z czystej potrzeby prywatności, a czym innym ze świadomości braku akceptacji, z obawy przed społeczną banicją. A co dopiero, jak w przypadku księdza Adama, podwójnym zakazem. Wewnętrznym i skrajnie zewnętrznym. Kwestia seksualności, bliskości, relacji, wyborów ma tak wiele wymiarów, że tylko tak dobrym film jak ten, mógł ich dotknąć i dotrzeć do istoty bez wykrzywiania jej. 

Polecam. 
Mnie osobiście poruszył bardzo i bardzo uważam na dobór słów. 
Polecam spojrzeć głębiej niż przez pryzmat stereotypów i tego co kto powinien, może, itd. Świat nie jest zero-jedynkowy. 

Amen.