15.4.14

Znawcy odczuć

Ludzie, którzy wiedzą lepiej. No i luz. Też często to mam (bo ja po prostu wiem lepiej i to oznajmiam, czasami bezdyskusyjnie i jestem w tym nieznośna), ale jest pewna granica, która jest wg mnie po prostu naturalna i przekraczanie jej jest już dowodem (pierwsze co się nasuwa) bezmyślności.

Nie chodzi o ludzi, którzy lepiej wiedzą, co tam u innych, i ci są nieźli, ale ponad nimi są ci, którzy wiedzą lepiej, jak inni powinni się czuć i reagować w danych okolicznościach, a jeśli zachowują się inaczej, to znaczy, że udają.






Don't - demit/crap/cośinnego - do it. Ludzie, no ogarnijcie się.





Dyskusje na temat, jak ktoś POWINIEN się czuć uważam za niedorzeczność. #wow.
Jakich emocji i odczuć może to dotyczyć? Wszystkich. Każda emocja, reakcja może zostać zanegowana.
Żaden problem.







Taki jakiś pierwszy, lepszy przykład:


- No ale bez sensu. NIE MOGŁO CI BYĆ tak wesoło, przecież to żaden powód. PRZESADZASZ,
Przyznaj się, chciałaś zwrócić na siebie uwagę.

No litości. No na jakiej podstawie człowieku to stwierdzasz??? W sensie, obejrzałeś/aś wszystkie sezony "Lie to me"? Powieka nie tak zadrgała, uśmiech niewłaściwie krótki? Chciałabym, żeby kiedyś ktoś taki napisał podręcznik. Byłby bestseller. "Jak trafnie negować emocje innych?".


Uważam, że każdy z nas reaguje jak reaguje, czuje jak czuje. Poznawanie kogoś polega na poznawaniu go. #japierdziele, jakie to elementarne.Jak ktoś mówi, że mu smutno, to tego nie neguj. Jak ktoś się cieszy, to ciesz się razem z nim. Poznawanie polega na słuchaniu. Nie znoszę dorabiania teorii i negowania tego, że ktoś jest jaki jest i czuje, jak czuje.


Wiecie na czym polega takie najbardziej płytkie plotkowanie? Właśnie na takim wiedzeniulepiej.
To ludzie którzy mówią - "Ta spod czwórki wróciła wczoraj zapłakana, pewnie facet ją znowu rzucił. To drugi w tym miesiącu. Pewnie jest niezłą furiatką, skoro ją tak zostawiają".
Nieważne, że powodów mogłoby być sryliard, od alergii począwszy. Tacy wiedzą lepiej.


albo
"Żona uciekła z kochankiem? Oj, to MUSISZ być zdruzgotany i pewnie masz depresję". Nie, no jasne. Jak jasna cholera, MUSI. Może mu to pasowało? Nie, on MUSI być zdruzgotany i najlepiej jeszcze żeby zaczął pić. To będzie takie zrozumiałe. (Sic)

albo, takie na "mnie":

"Nie macie dzieci? To pewnie musisz być nieszczęśliwa i niespełniona z tego powodu, a czas leci".
No muszę, nie? Skoro jedna z drugą wie, to pewnie tak. A może ja nie mam z tym problemu, jak nie będę miała to, nie będę miała, a jak będę miała, to też fajnie? Nie da się tak? Nie, no nie da. Ja pewnie płaczę po nocach i ukrywam głęboką depresję, bo NIE MA TAKIEJ OPCJI, żebym była szczęśliwa, mimo tego, że nie mam dziecka. Ej, ale mam też wiele innych, niespełnionych jeszcze marzeń i może się nigdy nie spełnią?  I co? NIC. Dopóki żyję, to mam nadzieję i sobie tam dziergam po swojemu, żeby jednak coś tam wychodziło i się spełniało i czasami się spełnia. #slow. Ba, i przy tym jestem szczęśliwa, mimo i dzięki różnie zmieniającym się okolicznościom, zwanym życiem. NO ALE. (No kamą, już samo to, że podałam taki przykład o czymś świadczy, powie tak lepiejwiedzący ;-)



INNI WIEDZĄ LEPIEJ czy my jesteśmy szczęśliwi, czy nie. Dlaczego? Bo oni wiedzą, czy MAMY POWODY czy tylko udajemy. Proste. Nasze słowo, przeciwko ich wiedzy, to jest NIC.


A już zupełnie dramatycznie jest z powodami do radości.


Zacznij się cieszyć, to cię od razu na ziemię ściągną, bo ty pewnie czegoś o tym powodzie radości nie wiesz.  Ej, no ile osób ucieszy się twoim szczęściem? Tak, policz ;-)



A co do samych emocji, odczuć, jestem z tych, którzy uważają, że wszystko powinno trwać tyle, ile powinno trwać  i nie można tego na siłę skracać czy zagłuszać, albo wydłużać. Ważne jest naturalne zareagowanie, a nie zanegowanie, czy wyolbrzymienie. Ludzie naprawdę mają prawo różnie od nas przeżywać sytuacje, pozornie podobne do naszych doświadczeń, albo ich reakcja ma zupełne prawo odbiegać od naszego wyobrażenia o niej.



Tak sobie myślę, że dlatego, na pytanie "co u ciebie?", reszta świata słyszy "dzięki, w porządku". No bo co za różnica? I tak wie lepiej.  Ci Amerykanie nie są tacy głupi, jak niektórzy chcą myśleć, bo oni dobrze wiedzą, co robią swoim "Thank You, I'm fine" ;-)

Poznawanie ludzi polega też na tym, żeby wiedzieć komu i co mówić. Jeśli wiemy, że ktoś jest właśnie takim typem, to lepiej pozostawmy rozmowy na bardziej neutralnym obszarze tematów (bo też nie chodzi o to, żeby się izolować, tylko budować zdrowe relacje ;-)
I tym sposobem wszyscy będą... wiedzieć swoje. (Wiem, dobre)

Ej, ale jeszcze jest wyjście asertywne - po prostu powiedzieć takiej osobie, żeby sobie darowała, bo robi z siebie barana.

Tak wiem, nie zawsze się da. Także wyjść jest kilka. Najważniejsze jednak, samemu tak nie robić.




Jeśli jesteś takim człowiekiem, który nie wie lepiej, co czują inni, to przyjmij moje gratulacje i wyrazy uznania.




PS. Podobno plotki są ważne dla życia w społeczeństwie. Śmiem wątpić, bo nie znam ani jednej osoby, której plotki przyniosłyby coś pożytecznego. Wg mnie ważna jest informacja, a najlepiej z pierwszej ręki. A to już zupełnie inna bajka.




A najlepsze, co sama słyszę często, ponieważ bardzo ucinam takie dyskusje - BO TY SIĘ NICZYM NIE INTERESUJESZ.





Hit. me. :-)