26.7.12

Kto ty jesteś?

(archiwum 21.01.2011  z cylindrycznie.blox)


http://blog.onet.pl/41124,archiwum_goracy.html

Anonimowość – niemożność identyfikacji tożsamości jednostki pośród innych członków danej społeczności, wprost w odniesieniu do osoby albo do pochodzącego od niej przedmiotu (utworu). O anonimowości można mówić w różnych aspektach.

Anonimowość w sieci. Anonimowość w życiu. Nie widzę różnicy. Nie ma czegoś takiego. Od kiedy wprowadzona jest identyfikacja człowieka, na podstawie dokumentów, odcisków palców, dna, kodów, peseli, pinów, ip, rtg zębów, charakteru pisma, kont bankowych nie ma czegoś takiego jak anonimowość. No ale powiedzmy, że lubimy sobie myśleć, że jest. Może czasami identyfikacja bywa utrudniona, ale naprawdę bardzo, bardzo rzadko jest kompletnie niemożliwa.
Jak dla mnie punktem zapalnym jest prywatność.

Czasami sieć wyzwala w ludziach wszystkie najgorsze cechy. Podłość, złośliwość, chamstwo, wulgarność, wyzwiska, odreagowanie wszystkich frustracji i wyrzucanie z siebie wszystkich tajemnic, bo gdzieś trzeba to zrobić, a w necie można to zrobić "anonimowo". I oczywiście, dopóki zachowania albo raczej słowa, obrazy (bo jednak umówmy się, jest to przekaz a nie bezpośredni kontakt) nie zrobią fizycznie krzywdy, to potrafią pewnie co wrażliwsze osoby ranić, obrażać, osłabiać, zniechęcać, zastraszać. W internecie można w miarę bezkarnie wyrazić wszystko. I to jest plus demokracji. W miarę bezkarnie, bo dopóki się jawnie nie łamie prawa, dopóki nikt nie pofatyguje się z oskarżeniem do sądu, to jest to w miarę bezkarne. Ale tak samo działa to w rzeczywistości. Więc też żadna nowość.
Czasami słyszę zarzut w stosunku do tzw "trolli" czy powiedziałyby to człowiekowi w oczy. Oczywiście że nie, bo też na świecie jak ktoś obrabia komuś tyłek, to robi to za jego plecami. I tu znowu pojawia się prywatność i przekraczanie jej granic.
To jedyna różnica, bo ludzie dają sobie jakieś niepisane prawo do bezpretensjonalnego spoufalania się z każdym, tylko dlatego że piszą pod nickiem. I nie chodzi nawet o blogi, bo to też inna sprawa, ale chociażby o artykuły prasowe, gdzie komentujący bez najmniejszych oporów obrażają autora tekstu, albo pozwalają sobie na jakieś osobiste wycieczki, bo co? Bo przeczytali tekst napisany przez tego człowieka.

Opublikowanie czegokolwiek w internecie powoduje jakąś fenomenalną transformację: czytelnik automatycznie przechodzi z treści na autora i jego osobę. To jest coś, z czym nie spotkałam się z "rzeczywistości". Jak ktoś czyta gazetę trzymaną w ręku, to odnosi się do treści, na ile ją rozumie. Jak czyta ten sam tekst w internecie, to pod tekstem autor się dowiaduje jaki jest genialny, albo jakim jest idiotą. Skok o tyczce nad samą formą publikacji. Może czasami lepiej zostać na papierze i mieć spokój? Do takich wniosków na pewno dochodzi nie jedna osoba, która ma jakiś wybór. Prywatność drugiego człowieka zostaje czasami za krzesłem komentującego, który myśli że jest anonimowy i dzięki temu tak "szczery", ale zapomina, że tym samym przekracza własną granicę prywatności i pokazuje światu do czego jest zdolny. To naprawdę takie fajne?
Nie jestem psychologiem, socjologiem, psychiatrą, wróżką, medium itp żeby to zrozumieć, i zdefiniować ale pozostanie to dla mnie fenomenalne. Może kiedyś wielkie mózgi tego świata to wyjaśnią.
Ja mam mój prywatny weekend ;)