23.7.12

Medycyna konwencjonalna kontra naturalna



Dyskusjom na temat wyższości jednej szkoły nad drugą nie ma końca. Dylematu nie ma oczywiście przy: stomatologii, chirurgii urazowej, chorobach bakteryjnych itp. Polacy podobno na okrągło rozmawiają o chorobach, lekarzach, ale właściwie nie można się dziwić, słuchając opowieści o nietrafnych diagnozach, powikłaniach, czasami prawie eksperymentach, o poczuciu bycia oszukanym, o nierzetelności lekarzy, o naciąganiu przez szarlatanów od medycyny naturalnej. Wybór bywa bardzo trudny. Gdyby medycyna konwencjonalna była 100% skuteczna, gdyby nie zdarzały się błędy, powikłania, błędne diagnozy, nie byłoby tematu. 

Wg mnie największym problemem jest fakt, że medycyny te ze sobą rywalizują, a nie współpracują. Nie interesuje mnie kwestia koncernów farmaceutycznych. Jestem natomiast pewna, że ludzie chcą być zdrowi. Nie chcą chorować, a jeśli się to zdarza, to chcą szybko wrócić do zdrowia, lub do normalnego funkcjonowania. Gdyby któraś z tych medycyn była skuteczniejsza, to po prostu by wygrywała. Zwykłe prawo popytu i podaży.
I może tak jest. Jednak nigdy tego nie sprawdzimy, ze względu właśnie na czynniki, na które nie mamy wpływu:
- poziom wiedzy i kompetencji lekarza, dobierane metody diagnozowania i leczenia
- poziom wiedzy i kompetencji „znachora” i dobierane metody diagnozowania i leczenia.

Dla mnie ten spór jest sztuczny. W jednej i drugiej grupie zdarzają się osoby z wiedzą i doświadczeniem dokonujących "cudów". Jedne i drugie metody mogą i będą raz lepsze, raz gorsze. Trzeba trochę zmienić punkt wyjścia.

W naszych czasach nie można opierać się na jednej z nich. Szczególnie teraz należy kierować się zdrowym rozsądkiem. Gdy coś się dzieje, odwiedzić kilku lekarzy, ale też skierować się do naprawdę sprawdzonego znawcy medycyny naturalnej. Krytycznie wypytać jednych i drugich. Nie godzić się ślepo na metody, których nie rozumiemy. Bądźmy bardzo, ale to bardzo krytyczni. Dociekliwi. To nasz obowiązek, jeśli chcemy sobie pomóc.

Po latach zmagania się z jednymi i drugimi, po poznaniu i fantastycznych lekarzy i adeptów medycyny naturalnej, ale też ludzi w obu grupach wykazujących się potężnymi brakami w wiedzy, które szkodzą, a w najlepszym wypadku nie pomagają, wiem jedno: będąc krytycznym zaoszczędzamy sobie mnóstwo czasu i pieniędzy. Nie leczmy się sami, chodźmy na okresowe badania, wiedzmy, co się dzieje z nami i naszymi bliskimi, ale nie zgadzajmy się ślepo na wszystko, co się nam proponuje. Mądry lekarz odeśle w razie konieczności do specjalisty medycyny naturalnej, mądry specjalista medycyny naturalnej odeśle do lekarza. Rzadko, bo rzadko, ale można takich spotkać.

PS. Nie uznaję samo diagnozowania i samo leczenia czegoś więcej niż kac. Jeśli ktoś nie jest hipochondrykiem, to (nie)chorując na coś raz na jakiś czas powinien iść się przebadać. Dla spokoju. Najlepiej po prostu nie chorować, a to znaczy zapobiegać. Dobry specjalista wytłumaczy jak to osiągać. Podobno świadomość tego, to kwestia wieku i w młodości się o tym nie myśli. Jak patrzę na problemy zdrowotne moich obecnych rówieśników, to niestety się z tym zgadzam. Ignorancja dla zdrowego życia (ale bez obsesji!) się odezwie. Podpieranie się wyjątkami (w jedną i drugą stronę) nie zmienia tego faktu. O ile rozumiem rozgoryczenie niektórych ludzi, którzy się zawiedli na „leczeniu”, o tyle nie rozumiem próby zastąpienia sobie lekarza a już zupełnie przypisywania sobie chorób innych ludzi. Nie zajmując się tym latami, nie mając doświadczenia po prostu się wygłupiamy. Trochę pokory i zaufania do tych, którzy się tym naprawdę nieustannie zajmują i mają do tego doświadczenie. Wystarczy ich znaleźć.

Jak mawia mój kolega: zdrowia życzę  ;-)  
 
Ja osobiście polecam w ciemno i  bez wskazań leczniczych (bo się na tym nie znam) akupresurę i masaże. Działają cuda. Nawet na samopoczucie. Świetnie jest raz w tygodniu dać się porządnie wymasować. I nie słyszałam też, żeby ktokolwiek na to narzekał, a korzysta z tego coraz więcej osób. I słusznie. Samo pozytywne nastawienie do własnego zdrowia to podstawa ;-)